Żłobek: konkretne fakty i mylące mity!

Posyłając Mojego Małego Mężczyznę do żłobka, napotykałam ze strony bliskich czy znajomych różne uwagi czy złote rady, której niekiedy nijak się miały do rzeczywistości. W społeczeństwie często powtarzane są mity, które urastają do rangi faktów i młode mamy są nimi torpedowane niemal bez końca. Co gorsza – zaczynają w nie wierzyć. Droga donikąd. Presja społeczeństwa byśmy były idealnymi matkami (czytaj: całodobowo z dzieckiem, najlepiej przy piersi, najlepiej bez własnego zdania) potrafi skutecznie zniechęcić do posłania dziecka do żłobka. Dlaczego? Bo już sama myśl o tym powoduje o g r o m n e wyrzuty sumienia. Błąd! Należy wszystko to, co jest nam wmawiane na każdym kroku, selekcjonować w bardzo prosty sposób – rozróżniając mylące mity od trafnych faktów. Rzućmy więc okiem na te najpopularniejsze, z którymi miałam okazję się spotkać:

Dzieci uczęszczające do żłobka są lepiej przystosowane do życia – FAKT

Argumenty na to, jak trafne jest to stwierdzenie, mogłabym mnożyć. Mój Mały Mężczyzna właśnie w żłobku przyswoił te umiejętności, których nauka w domu szła baaaaaaaardzo opornie. Pierwszy przykład? Jedzenie. W domy bywało różnie. Grymasy, zabawa jedzeniem, oczekiwanie aż Mama nakarmi od początku do końca posiłku czy zrywy by z miseczką czy talerzykiem spacerować po domu. Niekończące się sadzanie z powrotem na krzesełku, powtarzanie w kółko tych samych próśb i czynności, tłumaczenie i przesiadywanie razem z Nim przy stole by dawać przykład. I nic. Totalny brak efektów. Wystarczyło kilka dni w żłobku i pojął prostą zasadę: jemy tylko przy stole. Teraz sam wdrapuje się na krzesło, gdy zbliża się pora posiłku i zostanie o tym poinformowany… 🙂 Drugi przykład? Zabawa. Potrafi dzielić się zabawkami. Potrafi – po swojemu ale jednak – po zabawie wszystko odłożyć na miejsce. Rozumie proste polecenia, które wcześniej do Niego nie trafiały. Teraz nie ma najmniejszych oporów by pod koniec dnia wrzuć klocki do pudeł czy inne zabawki do koszy. Nie segreguje ich z taką dokładnością jak my ale… sprząta!

W domu nie jesteśmy w stanie zapewnić dziecku tyle atrakcji, co żłobek – FAKT

Choćbym się dwoiła i troiła – nie byłabym w stanie n a p r a w d ę zabawiać Go calutki dzień. Bo przecież trzeba zrobić coś do jedzenia, włączyć pranie, czasem coś posprzątać, miałam też na głowie komputer i pisanie w niemal każdej chwili skoro pracowałam w domu… Kolejna kwestia: zabawki. Opływamy we wszelkiej maści klocki, piłki, zabawki interaktywne, drewniane, sterty książeczek piętrzą się na półeczkach, parapecie, chowają się pod stolikiem. Mamy tego wszystkiego całe mnóstwo. A mimo to nie może to się równać zabawie takimi samymi klockami ale z innymi dziećmi czy bieganiu z nimi po dużym, kolorowym placu zabaw, na dodatek bezpiecznym i na wyłączność dla żłobkowej ekipy. Nijak się to ma do marnej piaskownicy na osiedlu. Podsumowując: nigdzie maluch nie znajdzie tyle ciekawych zajęć co w grupie innych maluchów, mając o wiele więcej zabawek przeznaczonych do zabaw grupowych czy na świeżym powietrzu.

Dzieci uczęszczające do żłobka cierpią na deficyt uwagi – MIT

Wręcz odwrotnie! Przed etapem żłobkowym, nasz brzdąc nie potrafił sam się bawić dłużej niż chwilę. Chodził za mną krok w krok, dopominał się o uwagę i zabawę z Nim. Zajmował się czymś na dłużej zazwyczaj tylko pod warunkiem, że robiłam to razem z nim. Mogłoby się wydawać, że przy całej grupie maluchów, panie opiekunki zwyczajnie nie dadzą rady zająć się każdym z nich w indywidualny sposób. To była jedna z moich największych obaw. Ale z każdym kolejnym dniem przekonywałam się, że obawy były zupełnie zbędne. Nie odnotowałam najmniejszego nawet deficytu uwagi u Mojego Małego Mężczyzny, wręcz odwrotnie – zaczęło pojawiać się skupienie i chwile, gdy bawi się zupełnie sam. Mogłoby się wydawać, że mając pod opieką tyle maluszków, żłobkowe ciocie nie są w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich dzieci. Mogłoby się też wydawać, że zostawiając tam dziecko, oddajemy je do czegoś na kształt przechowalni, gdzie nikogo jego potrzeby nie będą interesować. Błąd! Panie opiekunki zajmują się nimi należycie, są do tego przygotowane, mają przecież odpowiednie kwalifikacje. Dzieci z kolei uczą się naśladować rówieśników, dzięki czemu nabywają nowych umiejętności i rozwijają się o wiele lepiej niż w otoczeniu tylko i wyłącznie dorosłych.

Dzieci w żłobku chorują tak często, że rodzice i tak są cały czas na zwolnieniu – MIT

Temat rzeka w zasadzie. Bo każde dziecko jest inne. Bo nie ma określonej i konkretnej reguły. Bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji naszego dziecka na zetknięcie się z innymi, mniej lub bardziej odpornymi dziećmi. Mogłabym tutaj sprowokować zażartą dyskusję na temat szczepień przy okazji ale tym razem się powstrzymam… 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że powtórzę to, co powtarzam zawsze: szczepię i szczepić Mojego Małego Mężczyznę będę nadal, kolejne dziecko w przyszłości również. Gdybyśmy nagle wszyscy przestali to robić – wrócilibyśmy do czasów, gdy zapanowałyby epidemie a śmiertelność z powodu chorób, o których już kompletnie zapomnieliśmy – drastycznie by wzrosła. Wracając do tematu – nie możemy przecież z góry zakładać, że dziecko w żłobku będzie nam tylko chorować i mimo tejże instytucji – i tak siedzieć w domu. Nie spróbujemy to się nie dowiemy! U nas to się nie sprawdziło, nasz mały chłopczyk dzielnie kroczy do żłobka codziennie, infekcji się nie boi, niekiedy jedynie mam niejasne wrażenie jakobym to ja te infekcje sobie stamtąd przynosiła. Bo fakt – od kiedy On tam uczęszcza, ja notorycznie jestem chora. Trudno się mówi i żyje się dalej, popijając herbatkę z czarnego bzu i łykając garściami wszelkie specyfiki przepisywane przez lekarza. 🙂

Dzieci do żłobka oddają tylko z ł e matki – MIT

Mój absolutnie ulubiony pseudoargument. To coś na kształt niekończących się dyskusji typu: miałaś CC? Zła matka! Leniwa matka! Karmisz butelką? Zła matka! Nie umiesz dać dziecku tego, co najlepsze! Kupujesz słoiczki? Zła matka! Okropna matka! Prawda jest taka, że fakt, czy posyłamy dziecko do żłobka czy też nie, w najmniejszym nawet stopniu nie definiuje naszego macierzyństwa w kategorii dobrego czy złego. Nie będę złą matką, puszczając Malutkiego do żłobka, jeśli dzięki temu On jest zadowolony a ja mogę bez komplikacji pracować. Ja zarabiam, On się bawi – i wszyscy zadowoleni. Znam wielu rodziców, którzy posyłają dzieci do żłobka czy przedszkola nawet, gdy nie są zmuszeni przez swoją sytuację zawodową. Czy są złymi rodzicami? Nie. Dzieci zadbane, szczęśliwe, rozwijają się świetnie. Nie daj sobie wmówić – absolutnie nigdy! – podobnej głupoty. Nie jesteś i nie będziesz złym rodzicem tylko dlatego, że Twoja pociecha chodzi do żłobka. Nie będziesz takim wtedy, gdy maluch za Tobą płacze bo adaptację przejść musi każdy. Nie będziesz takim też wtedy, gdy czasem odbierzesz swoje jako jedno z ostatnich bo po drodze były korki. Dopóki starasz się dbać o dobro swoich dzieci – nie będziesz złym rodzicem, koniec i kropka! 

*** 

A jakimi argumentami Was próbowano zniechęcić do pomysłu żłobka/przedszkola? 

Napisane teksty 288

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: