Z Nim mogę góry przenosić. Najpotężniejsze góry.

Czasami jest tak, że pewne znajomości i pewni ludzie mają nas czegoś nauczyć, być próbą generalną przed tymi, którzy staną się dla nas naprawdę najważniejsi. Czasami jest tak, że swoje musimy odczekać, niekiedy przecierpieć, upaść setki razy i wstawać po każdym takim upadku, nie mając nawet świadomości tego, że jesteśmy dosłownie o krok od wielkiej zmiany. Zmiany na lepsze. Może i brzmi to nieco banalnie. Mimo to przecież jeszcze kilka miesięcy temu nie pomyślałabym nawet, że z dnia na dzień w naszym życiu się ktoś pojawi. Ktoś trzeci. Ktoś właściwy. Ktoś niemal idealny. A jednak się pojawił.

Nie powiem, że przewrócił nasz świat do góry nogami. Bo tak nie było. Nie powiem też, że wszystko nagle się zmieniło. Bo tak nie było. Z całej naszej trójki to właśnie w Jego życiu nastąpiła największa zmiana z chwilą, gdy zdecydował się przy nas, z nami być. Bo nagle – z dnia na dzień – z poukładanego życia, w którym wstawał rano do pracy, popołudniu wracał do domu, zajmował się tym czy tamtym, wychodził tu i tam – jego codzienność została opanowana przez coś zupełnie innego. Coś, co planował za kilka dobrych lat. Któregoś dnia obudził się w codzienności dzielonej z małym człowiekiem. O ile sama przywykłam do pewnej namiastki chaosu i ograniczeń, jakie niesie ze sobą rodzicielstwo, o tyle Jego reakcji na pewne rzeczy zwyczajnie się obawiałam. Obawy, wątpliwości i zwyczajny strach, mając w pamięci wciąż to, co za nami: zawód, tęsknotę i morze łez, za kimś, kto nie był tego po prostu wart. Reakcja B. na to, jak wygląda to wszystko od kuchni, nie pozostawiała złudzeń: nic Go raczej nie zniechęci. Nie ma chyba takiej sytuacji, która by popchnęła Go do zamknięcia drzwi od drugiej strony. Facet jest niepokonany. I uparty. Uparty jak cholera. A przy tym wszystkim inspiruje mnie jak mało kto. Przy nim czuję, że mogę znów wszystko. Szanuje moje decyzje, wspiera w pomysłach i pomaga spojrzeć na niektóre kwestie tak, jak ja bym na nie raczej nie spojrzała. Ociera smarki Malutkiego, kopie z nim piłkę i nosi na rękach, gdy marudzi. Pokazuje Jemu świat w sposób, jaki może to robić tylko mężczyzna. A ja się temu przyglądam, niejednokrotnie ze łzami wzruszenia, ukrywanymi by nie wzbudzać Jego niepokoju.

***

Ten wspaniały mężczyzna tak naturalnie wszedł w naszą codzienność, tak łatwo się w niej odnalazł, że nie sposób nawet wskazać jakiegokolwiek przełomowego momentu. To po prostu się stało. Mój Mały Mężczyzna z każdym kolejnym spotkaniem uwielbiał Go coraz bardziej a w pewnym momencie już na sam dźwięk Jego imienia zaczął czekać pod drzwiami lub wyglądać z okna przyjazdu Jego samochodu. Gdy zaczęły się zbliżać urodziny B., pomyślałam by sprawić Jemu drobny prezent już na tydzień przed nimi. Bo tego przecież nie mógł się spodziewać. Chciałam podarować Jemu jakiś drobiazg, który dałby Jemu do zrozumienia po raz kolejny to, co często powtarzam: jest dla nas ważny, bardzo ważny. Szukałam więc. Szukałam. Szukałam i szukałam. I znalazłam. Coś absolutnie trafione w sedno.

Bo tak jest. Z nim mogę góry przenosić. Najpotężniejsze góry. Do tej pory zdążyliśmy już przetrwać kilka kryzysów, wspólnymi siłami im zaradzając. Do tej pory zdążyliśmy udowodnić sobie nawzajem, ile jesteśmy w stanie dla tej drugiej osoby zrobić. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że z każdym kolejnym dniem to wszystko r o ś n i e w siłę. Niekiedy nie musimy nawet mówić czegoś na głos, po prostu się rozumiemy. Banał. Ale prawdziwy.

20161014_153714

Ale hola, hola! Nie ma nic za darmo! Poduszkę i kubek dostał? Dostał! Zmusiłam Go więc by przede mną i przed Wami się maksymalnie otworzył i kilka słów dla nas napisał. Nie wiedział, od czego zacząć ani o czym dokładnie miałoby to być, postanowiłam więc odrobinę pomóc i któregoś wieczoru na trzech czystych kartkach zapisałam trzy różne pytania, które mnie nieco męczyły, dałam Jemu długopis, zrobiłam kawę w tym cudaśnym kubku, który teraz zajmuje jedno z honorowych miejsc w mojej kuchni i zaczęłam robić kolację. A On tuż za mną pisał i pisał. Później oddał mi je ze słowami: Przeczytaj, gdy będziesz sama. Poszedł do salonu bawić się z Moim Małym Mężczyzną, teoretycznie więc byłam sama. Niby tylko sama w kuchni ale zawsze coś. Przeczytałam więc. I się popłakałam ( ale ciii…! )

20161014_153612

Gdy usłyszałem: Mam dziecko, pierwsze, co przyszło mi do głowy to…

B.: Pierwsze… Po pierwsze trochę podejrzewałem, że coś takiego mogę usłyszeć. Pomyślałem: Ach, to jest ta straszna informacja, po której nie będę chciał Cię znać? Swoim zdenerwowaniem i poniekąd stopniowaniem napięcia, przygotowałaś mnie na to, nie byłem w szoku. Moja odpowiedź wówczas była szczera. Naprawdę nie miałem zamiaru odpuszczać znajomości z tak wspaniałą dziewczyną. Oczywiście, że miałem też wątpliwości. Nie mam dzieci, nie mam pojęcia jak wygląda życie w takim związku. Czy Mały mnie w ogóle zaakceptuje? Rozumiem, że syn jest dla Ciebie Numerem Jeden ale czy ja jako Numer Dwa nie będę zepchnięty za daleko, czy naprawdę zdobędziesz i dla mnie trochę uwagi? Co z ojcem Małego? Czy nie pcham się tam, gdzie jestem zbędny? Jak wygląda Jego obecność w Waszym życiu? Większość tych obaw z czasem stała się nieistotna. Wsiąkłem szybko w to wszystko i mam wrażenie, że razem  będziemy w stanie dać radę każdej sytuacji. Uważam jednak, że o to, co najlepsze warto się starać zamiast iść na łatwiznę. Jesteś jedną z najlepszych rzeczy, jakie mnie spotkały.

Czego chcę…?

B.: Nie oczekuję. Patrzę i widzę. Chcę aby było nam razem po prostu dobrze.

Czy warto…?

B.: Warto. W życiu nie spotykamy na swojej drodze aż tylu ludzi, których będziemy chcieli i którzy będą potrafili przebić się do prawdziwych nas. Warto. Bezpieczne decyzje powodują, że noce wcale nie są spokojniejsze, dużo lepiej myśleć „zrobimy” niż „co by było, gdybym się odważył?”. Jeśli spotyka się tą właściwą osobę – po prostu warto.

20161014_153652

Te odręczne odpowiedzi na moje pytania zachowałam sobie, na pamiątkę. Poruszyły mnie do głębi mimo swej prostoty. W tajemnicy przed B. czasem do nich wracam, w chwilach gdy dopadają mnie wątpliwości, które wciąż nie dają o sobie zapomnieć. Wiem, że z Nim mogę góry przenosić. I będę. Będę – bo możemy i chcemy. Udowodnię, że można odnaleźć szczęście nawet wtedy, gdy przestało się w nie wierzyć. Udowodnię, że można dać wiarę swojej intuicji i tego nie żałować. Udowodnię, że każdy zasługuje na normalność i spokój, na rodzinę i wsparcie – nawet jeśli zatraciło się wiarę w ich sens. A poduszka i kubek? Poduszka dzielnie znosi ataki Mojego Małego Mężczyzny w naszym salonie. W kubku robię B. kawę, gdy ma się pojawić. Nie, nie zabrał ich do swojego mieszkania. Przecież bywa tam już tylko sporadycznie… 🙂

***
Kubek Z Tobą mogę góry przenosić! -> spodlady.pl
Poduszka Z Tobą mogę góry przenosić! spodlady.pl 
Poduszki i kocyk -> tulimy.com

2 komentarze

  1. >Nie powiem, że przewrócił nasz świat do góry nogami. Bo tak nie było. Nie powiem też, że wszystko nagle się zmieniło. Bo tak nie było. Z całej naszej trójki to właśnie w Jego życiu nastąpiła największa zmiana z chwilą, gdy zdecydował się przy nas, z nami być. <

    Bardzo dojrzale do tego podchodzisz. Widać że Ci na nim maksymalnie zależy i jest dla Ciebie ważny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top