Trudny temat: chrzcić czy nie chrzcić?

Żyjemy w czasach, gdy Kościół niekiedy bywa – tak po prostu – tematem na tyle zapalnym, że lepiej go nie poruszać. W gąszczu tych wszystkich perypetii związanych z ogarnięciem tematu chrztu, spotykałam różne postawy i różne przekonania, bliższych lub dalszych znajomych, którzy starali się mnie do nich skłonić. Postanowiłam więc w dość jasny i konkretny, bezemocjonalny już zupełnie sposób, uporządkować te argumenty i zapytać Was, drodzy czytelnicy o Wasze zdanie: chrzcić czy nie chrzcić…?

Chrzcij: to powinność każdego katolika!

W przypadku osób głęboko wierzących sprawa powinna być banalnie prosta. Na pozór. Bo gdyby się temu nieco bliżej przyjrzeć – już nieco mniej klarowne wszystko się wydaje. Nie zapominajmy, że liczba praktykujących katolików w Polsce określana jest na podstawie badań GUS, które to opierają się tylko i wyłącznie na braniu pod uwagę tego, kto został ochrzczony. A chrzest niekoniecznie oznacza że w dorosłym życiu takowym praktykującym katolikiem człowiek się staje. Statystyki więc niewiele mają wspólnego z rzeczywistą sytuacją. Pomijając już to wszystko – osoba wierząca, przynależąca do Kościoła Katolickiego i wyznająca wpajane tam zasady, z góry już zakłada, że swoje dzieci w tej samej wierze wychowa. I ma do tego prawo. Ba! Konstytucyjne prawo! Bo przecież Konstytucja nasza zakłada, ze każdy z nas ma prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. I tego się trzymajmy. A już tak zupełnie z innej beczki i mówiąc jak najprościej: warto pamiętać, że biorąc ślub kościelny, zobowiązujemy się wychować dzieci po katolicku właśnie. Jeśli nam to nie odpowiada – droga wolna, ślub cywilny to również jakieś rozwiązanie!

Chrzcij: kontynuacja rodzinnych tradycji zacieśnia rodzinne więzi!

Nie ma co ukrywać – niekiedy chrzest i rodzinna uroczystość tuż po nim, stają się okazją do tego by spotkać się z dawno niewidzianymi krewnymi i nieco zacieśnić łączące nas z nimi więzi. Idąc tym tokiem rozumowania, można też stwierdzić, że kontynuacja rodzinnych tradycji i przekonań, biorąca się z przekazywania wartości katolickich z pokolenia na pokolenie, zwyczajnie tą rodzinę scala. Nasi pradziadkowie, dziadkowie i rodzice chrzcili swoje dzieci, wychowując je następnie w duchu katolickiej wiary, robimy to my i prawdopodobnie zrobią to samo nasze dzieci. Dlaczego? Bo tak będą wychowane, tego będą w jakiś sposób nauczone i będzie to dla nich zupełnie naturalne, nie będą doszukiwać się w tym pobudek do wątpliwości czy rozważania jakichkolwiek za i przeciw. A biorąc pod uwagę już nieco bardziej praktyczną i życiową stronę – zaproszenie na uroczystość, której głównym bohaterem jest nowo narodzone maleństwo, może zakończyć zaognione rodzinne spory i waśnie, stając się poniekąd gałązką oliwną, wyciąganą w stronę tych, z którymi w jakiś sposób jesteśmy poróżnieni.

Nie chrzcij: przecież nie robisz tego dla innych!

Argument, który może i nie każdego przekona ale wbrew pozorom pozostaje niemałej wagi. O ile w dużych miastach nie jest to szczególnie odczuwalne, o tyle w mniejszych miejscowościach sąsiedzki ostracyzm i zwyczajne plotki są w takiej sytuacji na porządku dziennym. Bo któż nie wie lepiej niż osoba zupełnie postronna i niezwiązana z sytuacją…? Stare (mądre) powiedzenie mówi, że ludziom nigdy nie dogodzisz. I to absolutna prawda. Chrzcisz? Komuś na pewno to nie będzie odpowiadać bo przecież wyznaje inne zasady. Nie chrzcisz? Zasługujesz na potępienie! Na stos i tyle. Podobnie jak i jest ze szczepieniami, konfliktami typu: poród naturalny a cesarskie cięcie, karmienie mlekiem modyfikowanym a karmienie naturalne, słoiczki a zupki gotowane własnoręcznie. I tak dalej i dalej. Zawsze coś. Zawsze ktoś nam jakoś dokopie. Z prostego powodu. Bo ma inne zdanie. I za wszelką cenę stara się je nam narzucić. Mało tego. Nie tylko narzucić ale i wmówić, że jest nieomylny a jego racje jedyne prawdziwe. Ciśnie się na usta dość niecenzuralne stwierdzenie, pominę je więc subtelnym milczeniem. Jedno jest pewne. Nikogo nie powinno obchodzić to, co robimy i jak robimy, o ile nie niesie to komuś krzywdy, zwłaszcza naszym dzieciom. Jeżeli ta krzywda nie ma miejsca – dziękuję bardzo za opinie, wysłuchałam a teraz, proszę bardzo, tam są drzwi i do widzenia! Chrzest pozostaje tematem na równi z wymienionymi. Nie pasuje Ci, że ktoś dziecka nie ochrzcił? Nie musisz się wcale z nim zadawać. Ale nie staraj się za wszelką cenę wmówić, że z jakiegoś powodu są przez to gorsi. Zmuszanie kogokolwiek do ochrzczenia dziecka tylko po to by ludzie na gadali to zwyczajna głupota.

Nie chrzcij: nie bądź hipokrytą!

W kościele ostatni raz byliście ileś naście lat temu, konfesjonał omijacie szerokim łukiem a o sobie mówicie: niepraktykujący. Ślub był cywilny albo i nie ma go wcale. Ale chrzest będzie. Bo wszyscy tak robią. Bo to fajna impreza rodzinna jest. Bo fajna sesja zdjęciowa może wyjść. Bo to czy tamto. Nie przykładacie wagi do wychowania w duchu wiary katolickiej, nie macie zbyt wielkich zamiarów co do tego, nie stanowicie nawet właściwego wzorca dla Waszego dziecka. Po co więc ta cała szopka? Nasuwa się jedno, bardzo proste i brutalne w tej prostocie zarazem, pytanie: po co pakujecie dziecko w coś, w co sami nie wierzycie? Przecież to zakrawa na totalny absurd! Nie zapominajmy w tym wszystkim, że chrzest wcale nie daje nam gwarancji zbawienia, wszystko zależy od nas i tego, jak swoje życie przeżyjemy. Brak chrztu zaraz po narodzinach drogi do tegoż zbawienia dziecku nie zamyka, wszystko przed nim… Jeżeli sami nie jesteśmy do czegoś przekonani, nie narzucajmy tego potomstwu już na starcie. To istotki rozumne i w pewnym momencie gotowe podjąć odpowiednią dla nich decyzję.

***

Argumenty można mnożyć. Ile osób – tyle opinii. Sama napotykam dość skrajne. Niekiedy to, co widzę lub słyszę – napawa zdziwieniem. Ktoś wybiera chrzestnych pod kątem zasobności portfela. Ktoś inny organizuje chrzest na wzór mini-wesela. Jeszcze w innym przypadku ktoś skupia się tak bardzo na organizacji przyjęcia, że zapomina o tym, że w tym wszystkim chodzi przecież o sakrament. Nie krytykuję nikogo, każdy ma prawo do własnych decyzji.

Problem nie zawsze tkwi w rodzicach, niekiedy sam Kościół jakiś tworzy. O ile wiara w Boga to jedno, o tyle zawiłości organizacyjne Kościoła bywają nie do przejścia. Można trafić na nieco mniej życzliwego duchownego i problemy zaczynają się mnożyć. Ot, życie. I na nic zdają się złote rady, naciski czy ostracyzm otoczenia, jeżeli są chęci rodzica a brak chęci ze strony tych, którzy przecież powinni nauczać a nie zniechęcać. Nic nigdy nie jest czarno-białe, zanim kogoś ocenimy – zastanówmy się, tak zupełnie szczerze, czy to w ogóle nasza sprawa…? 

 

Zdjęcia: Lady Amarena Photography
na potrzeby powaszemu.pl

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Napisane teksty 282

9 thoughts on “Trudny temat: chrzcić czy nie chrzcić?

  1. Smutne ale i prawdziwe. Ludzie robią ze świętości zabawę i co gorsza biznes. Autorko nie martw się. Trafisz w końcu na dobrego księdza. I się uda 🙂

  2. Również syna nie ochrzciłam z prostego powodu- nie chodzę do kościoła i nic mnie to nie obchodzi. Nie spodziewałabym się hejtu, bo to nie te czasy

  3. Świetny tekst! Do argumentu za chrztem dodałbym jeszcze możliwość wyboru rodziców chrzestnych. Sama ostatnio zostałam chrzestną, mimo że z nie wierzę w Boga wykreowanego przez Kościól. Miałam duży dylemat, czy się zgodzić, bo to przecież hipikryzja. Pomyślałem jednak o tym, że matka chrzesna to także rola kulturowa, a ja bardzo chcę być kimś wyjątkowym na synka mojego brata.

  4. Ja mam dwóch synów i mieszane uczucia. Jeden ma 18 lat, był ochrzczony, był ukomunii i u bierzmowania, na którym biskup powiedział, że teraz są dorośli i sami podejmują decyzje o sobie. Od tego czasu przestał chodzić do kościoła. Mało tego, jest w trzeciej klasie liceum i przestał chodzić na religię bo wystarczyło napisać podanie. Może kiedyś się coś zmieni, tego nie wiem. Drugi syn ma 2,5 roku i też jest ochrzczony. I w każdą niedzielę krzyczy jedziemy do kościółka. Czasami jeździmy ale nie w każdą niedzielę. Sama mam mieszane uczucia do kościoła ale czasami mam po prostu potrzebę, żeby tam pojechać. Każdy musi sam zdecydować i nie patrzeć na innych i na to co powiedzą. Teraz jest takie prawo przynajmniej w diecezji siedleckiej i lubelskiej, że jeżeli rodzic przychodzi i prosi o chrzest to ksiądz musi ochrzcic i nie jest ważne czy to rodzice po ślubie kościelnym, czy żyjący w wolnym związku czy osoba samotna więc z tym już mniejszy problem. Większy jest problem duchowy. Super to wszystko opisalas ☺może najlepiej by było, żeby dziecko jak dorosnie samo zdecydowało czy chce być ochrzczone. Pozdrawiam

  5. Moje dzieci nie były chrzczone. Mąż jest zadeklarowanym ateistą, a i mnie do kościoła jakoś nie po drodze. Totalną hipokryzją byłoby dla mnie zabrać dzieci do kościoła i przed księdzem, rodziną i tłumem ludzi oświadczyć, że wychowam je w wierze katolickiej, poczym zamknąć za sobą drzwi i nigdy więcej nie przekroczyć progu kościoła.
    Przepraszam, znam wiele przypadków, gdy po raz kolejny zarówno dziecko, jak i rodzice przekraczają progi kościoła, kiedy w podstawówce pada hasło “komunia” i znów zaczyna się cały ten cyrk, zwieńczony imprezą na miarę niewielkiego wesela i prezentami idący w setki, a nawet tysiące złotych.
    Czy naprawdę tylko to się liczy…
    Moje dzieci, kiedy dojrzeją do samodzielnej decyzji, same wybiorą sobie swoją drogę. Możliwe, że będzie ona związana z kościołem katolickim, ale nie zamierzamy ich w tym temacie ograniczać.

  6. “Bo okazuje się, że wystarczy iż dziecko jest nieślubne a ojciec ma je w głębokim poważaniu i ksiądz stwierdza, że chrztu nie udzieli. Albo będzie w nieskończoność odwlekał decyzję. Niekiedy nawet koperta nie pomaga.” słucham? koperta nie pomaga? a na jakiej podstawie ksiądz ma udzielić chrztu dziecku, którego rodzic nie wykazuje żadnych postaw i nie wychowa dziecka?

  7. Mój syn, lat 6, jest ochrzczony – bo tak wypada … nie umie się przeżegnać, nie zna żadnej modlitwy… córka,1,5 roku, nieochrzczona, powiedziałam stop hipokryzji , chce wychować dzieci wolne wyznaniowo, szanujące drugiego człowieka i mające prawo wyboru …

Pozostaw odpowiedź Dawid Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

%d bloggers like this: