Blog Conference Poznań 2016 – matka miała wychodne!

W zeszłym roku, gdy ledwie raczkowałam w blogosferze, nawet nie próbowałam dostać się na Blog Conference Poznań. Bo Malutki był za mały, bo nie czułam się odpowiednio dobra by spróbować swoich sił, bo miałam inne sprawy na głowie. W tym roku jednak wyczekiwałam chwili, gdy ruszą zapisy. A jeszcze bardziej wyczekiwałam później momentu wyników selekcji. I się udało. Dostałam się! Nie dość, że w moim mieście, to jeszcze tak niedaleko naszego domu – nic tylko się cieszyć. I odliczać dni.

evenea.pl

Plan zakładał coś zgoła odmiennego niż to, jak ostatecznie ten weekend się potoczył. Miałam zawieźć Malutkiego do Dziadków i w sobotę skoro świt ruszyć z powrotem do Poznania a następnie w niedzielę tuż po zakończeniu BCP wrócić po Niego. Taki był plan. Wyszło inaczej. Do Dziadków ruszyliśmy w czwartek z rana. Spędziliśmy dwa całe dni tam razem, z doskoku próbowałam popracować, korzystając z możliwości postawienia komputera na ogrodowym stole i pisania w przyjemnym cieniu drzew, czego na naszym balkonie z widokiem na ulicę nie uświadczę. W piątek wieczorem spakowałam swoją torbę i ruszyliśmy z powrotem do Poznania z przyjacielem, który to wysunął bardzo trafioną propozycję by piątkowy wieczór należycie uczcić skoro Malutki jest w dobrych rękach. Serio – po kilkunastu miesiącach życia na najwyższych obrotach za dwoje – miałam wieczór dla siebie, nie sama i bez żadnego napięcia czy presji czasu. Pominę milczeniem nerwowe sprawdzanie telefonu co chwilę, stanowcze: Wyluzuj! w końcu przywołało mnie do porządku.

Przez pół nocy oglądaliśmy filmy. Rano wskoczyłam w swoją ukochaną czarną mgiełkę i popędziłam do Starego Browaru, do Słodowni. Na miejscu odebrałam identyfikator i upominki. I tak właściwie w ten dzień Blog Conference się dla mnie skończyło… Kiepsko się poczułam, wyszłam na moment na zewnątrz złapać odrobinę świeżego powietrza a godzinę później… leżałam już na SOR. Ze szpitala wypuszczono mnie kilka godzin później, wróciłam do domu, chwilę później pojawił się mój towarzysz. Odpoczęłam trochę, pojechaliśmy do Kiekrza nad jezioro i… dopadła nas burza. Wróciliśmy więc do oglądania kolejnych filmów, z przerwami na moje telefony do Dziadków. Chciałam rzucić to wszystko i jechać po Malutkiego ale chciałam też skorzystać chociaż z drugiego dnia BCP. Wspierana w swojej decyzji – zostałam w Poznaniu.

W niedzielę rano – no cóż – miałam przygotowaną kawę i wyprasowaną koszulę. Dacie wiarę?! Wciągnęłam ją więc na siebie i pomknęłam ponownie do Starego Browaru, wyposażona w zapas wody i ładowarkę do telefonu – dzień wcześniej tenże telefon padł mi akurat na SOR… I udało się! Absolutnie najbardziej spodobały mi się dwie rzeczy tego dnia, zresztą wcześniej przeze mnie wyczekiwane. Wykład Moniki Czaplickiej o siedmiu grzechach głównych blogerów i panel dyskusyjny prowadzony przez Matyldę Kozakiewicz ( segritta.pl <3 ). W obu przypadkach słuchałam niemalże bez ruchu, starając się zapamiętać co ciekawsze czy istotniejsze stwierdzenia. Bo naprawdę fajnie jest usiąść i posłuchać kogoś bardziej doświadczonego od siebie.

13428555_1004308449652974_1028373277519101998_n

13346781_1004308746319611_5052797711238636477_n

( foto: magicznechwile.pl )

Wykład Moniki wprowadził mnie w tak doskonały i lekki humor, że przestałam odczuwać jakiekolwiek zmęczenie, w zamian układałam sobie w głowie, co muszę jeszcze u siebie dopracować czy poprawić. Przez cały czas jej wystąpienia jednocześnie słuchałam i bardzo intensywnie planowałam. Naprawdę fajnie jest móc spotkać na żywo i wysłuchać tych, których na co dzień tylko czyta się w Internecie – bo Kryzysy w social mediach wybuchają w weekendy obserwuję akurat regularnie. Zaraz po niej głos zabrała Matylda Kozakiewicz i jej goście, którzy rozmawiali o tym, czy warto… pomagać? Innymi słowy zgłębiali sens prowadzenia akcji charytatywnych na blogach. Nie ukrywam, że ten panel również do początku najbardziej mnie interesował ze względu na moje blogowe plany co do drugiej połowy tego roku – nie mogłam się więc doczekać, co z tego wyniosę. Bez wątpienia to Kuba z oczekujac.pl zdobył moje serce swoimi odpowiedziami – po prostu zgadzam się z nim w każdej poruszonej kwestii. Nie będę tutaj szczególnie przytaczać treści jakie padły, jednak wysłuchanie tego dało mi naprawdę sporo do myślenia i – przede wszystkim – do działania i zmian w dotychczasowym planowaniu.

13432218_1004309682986184_4537319317336153264_n

13427794_1004309729652846_8603281392980717789_n

( foto: magicznechwile.pl )

W innej sytuacji korzystałabym z tego pozytywnego chaosu, jaki panował. Bo Semilac zapraszał do malowania paznokci, bo serwowano pyszną kawę. Bo były ścianki i wspólne selfie. Było również after party. W przyszłym roku wybiorę się – jeśli będzie mi to dane – w o wiele lepszej formie i wyniosę z tego wydarzenia jeszcze więcej. Takie eventy zawsze czegoś uczą i cos nam pokazują, warto po prostu z tego umiejętnie skorzystać. Może i nie będę następcą Kominka ale odrobinę większą pewność siebie i jaśniejszy plan na rozwój bloga zyskałam dzięki tym dwóm dniom. No dobra – jednemu dniu! 🙂

13327377_1026254717458033_8068059189078443492_n

13393995_1026255410791297_6016202203095714459_n

( foto: kotkowicz.pl )

IMG_20160604_212926

( foto: instagram.com/mamasamapl )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top