Z garderoby młodej mamy: moi ulubieńcy do pracy

Pisywałam już kilkukrotnie o swoich ulubieńcach, którzy mieszkają w mojej garderobie. Można ich spotkać na moim Instagramie, na Ślubposwojemu.pl również goszczą. Postanowiłam zebrać to wszystko w całość tutaj. Bo skoro coś noszę naprawdę długo, naprawdę służy i naprawdę to lubię – śmiało można nazwać godnym polecenia. 

O ile coś, co mamy krótko – można polecać jedynie po pierwszym wrażeniu, o tyle tak długo posiadane rzeczy, już zdecydowanie bardziej wnikliwie można zrecenzować. O ile da się w ogóle recenzować ubrania? 

***

Co noszę do pracy? To temat rzeka! Bo połowa czasu pracy w ciągu tygodnia to jednak tryb #homeoffice przy klawiaturze i telefonie, wówczas mogę śmigać w czymkolwiek, jakkolwiek. Zazwyczaj to dżinsy albo dresy plus (teraz już) sweter. Pozostała część czasu pracy to spotkania z klientami, z wykonawcami, wizje lokalne w salach weselnych, bieganie po różnych sklepach. A gdzieś pomiędzy zakupy, gotowanie, sprzątanie, czas z B. i Małym Człowiekiem.

Lubię włożyć rano zestaw, który sprosta wymaganiom mniej lub bardziej intensywnego, dnia. I nie musieć się przebierać przed każdym punktem harmonogramu.

Obok wygodnych sukienek, o których już pisałam a do których ostatnio dołączyła jeszcze jedna – zdarza mi się nierzadko nosić spodnie. Mam jedne dżinsy i jedne wygodne szare spodnie. Tyle w temacie spodni. Zamiast marynarek – zdecydowanie bardziej wolę milutkie, niemniej eleganckie kardigany. A zamiast typowych koszul – nieco wygodniejsze, luźniejsze fasony.

Czarny kardigan

Kupowany absolutnie na szybko, jakoś we wrześniu – jest więc dość świeżym nabytkiem. Nadchodził ślub w plenerze, pogoda się dramatycznie zepsuła i byłam w pełni świadoma tego, że w samej sukience, mimo długiego rękawka – będzie mi zimno. Przebiegłam więc kilka sieciówek w poszukiwaniu dłuższej marynarki lub właśnie, kardiganu. Koniecznie czerń, co by uniwersalne było, niejednokrotnie się przydało i tak zwyczajnie… służyło.

Znalazłam go w Camaieu, kosztował 79 zł – podczas, gdy byłam skłonna wydać niemal trzy razy tyle. Przymierzyłam. Leżał idealnie, było mi w nim cieplutko, wygodnie, nie krępował ruchów. Akurat tego dnia miałam na sobie koszulę i cygaretki – miałam więc pogląd na to, jak w podobnej stylizacji się odnajdzie. I jak najbardziej się odnajdował. Kupiłam. I służy w zasadzie non stop, od kiedy się ochłodziło.

Biała bluzka z dekoltem V

Kupiona kilka miesięcy temu, w Quiosque, gdy szukałam alternatywy dla białej koszuli. Kosztowała sześćdziesiąt złotych, razem z nią kupiłam drugą, również białą i trafiłam na jakąś promocję, dzięki której jedna była chyba za pół ceny. Przewygodna, pasuje zarówno do dżinsów i swetra, jak i do cygaretek w zestawieniu ze szpilkami. Na co dzień, na oficjalne spotkanie, nie ma ograniczeń – tak naprawdę jedynym ograniczeniem są dodatki i wyobraźnia. 

Dobrej jakości, żadne pranie nic z nią nie porobiło, pozostaje wciąż w dobrej formie i świetnie się sprawdza. Na ostatniej koordynacji biegałam w niej całą noc i ponad pół dnia, przygotowując salę, spotykając się z podwykonawcami, wspierając Parę Młodą i robiąc mnóstwo innych rzeczy. Ktoś może stwierdzić, że pogrubia ale… wystarczy jej przód wpuścić w spodnie by temu zapobiec. Po raz kolejny powtórzę na koniec: (mimo wszystko) naprawdę przewygodna! 

Szare spodnie

Kupione jakoś na przełomie zimy i wiosny, w Bershce. Miały być na tyle uniwersalne, żeby służyły do białej koszuli i marynarki, i do trampek z t-shirtem. Wygoda obowiązkowo, uniwersalny charakte, stonowany kolor – tyle chciałam. I dokładnie tyle dostałam, kupując te konkretne spodnie. Kosztowały dziewięćdziesiąt złotych, czyli niespełna stówkę.

Służą niezmiennie, niemal przy każdej okazji. Jeżdżę w nich na targi, biegam na spotkania, chodzę na spacery, podróżuję i nie tylko! 🙂 Posłużą pewnie jeszcze bardzo długo, póki co nie ma żadnych problemów z jakością i mam nadzieję, że ten stan się możliwie długo utrzyma. 

Wszystkie powyższe zdjęcia powstały w jeden dzień – wówczas koordynowałam dzień ślubu i wesela naszej pary, była to realizacja najbardziej pracochłonna i stresogenna chyba w tym roku. Było dość chłodno, kardigan przydał się jak znalazł. Były też obecne z nami kamery – nie wchodziło więc w grę bieganie w niestarannym stroju, rozkładając podtalerze czy winietki. Outfit sprawdził się do ostatniej minuty, wskoczyłam w niego ponownie po oczepinach, gdy zakończyłam część oficjalną koordynację i wcieliłam się w rolę cichego obserwatora w holu, moszcząc się na hotelowej kanapie i dzielnie czuwając nad wszystkim. 

***

Tym tekstem kontynuuję serię – będę publikować kolejne części, pokazując swoje odkrycia, ulubieńców i marki, które uwielbiam. Co z tego wyjdzie? Dowód na to, że nie trzeba wiele by codziennie wyglądać inaczej, ubrać się na każdą okazję. Co dla mnie istotniejsze, pokażę to również i Wam – móc ubrać się rano na tyle uniwersalnie i wygodnie, żeby przebrnąć przez cały dzień, różne obowiązki i role, z wygodą i kobiecością. 

PS A jeśli chcesz się do mnie przyłączyć, wrzucaj zdjęcia na swój profil i oznaczaj je #30ubran #mamasamapl

 

Zdjęcia powstały z ręki Lady Amarena Photography, na potrzeby slubposwojemu.pl

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

2 Responses

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top