Trudny temat: dlaczego tak naprawdę wciąż nie mamy drugiego dziecka?

W większości przypadków drugie i kolejne dziecko to po prostu decyzja. Mniej lub bardziej wykalkulowana. Jedni rodzice chcieliby mniejszej, inni większej różnicy wieku między pociechami. Bywa i tak, że z drugim brzdącem się czeka, celowo odwleka. Przyczyny są różne. Być może dla wielu niezrozumiałe. Ja jednak wszelkie obawy doskonale rozumiem. Być może to jakiś syndrom samotnej matki. Być może to wynik zwykłej kalkulacji czy rachunku zysków i strat. Być może to po prostu suma wszystkich lęków. Jakich? Być może niewielu. Jednak na tyle dużych by skutecznie hamować wszelkie plany powiększania rodziny.

Te słowa napisałam nieco ponad rok temu, w tekście: Dlaczego długo nie będę gotowa na drugie dziecko? a dzisiaj przychodzę z odpowiedziami na pytania, które pojawiają się dość często. Część z nich jesteśmy w stanie zrozumieć, część jednak jest nieco zaskakująca. Gotowi…? 

***

Najpierw chcecie zbudować dom?

Nie traktujemy domu jako granicy, która zatrzymuje nas przed jakimikolwiek decyzjami czy zmianami. Dom, budowa czy zgromadzenie środków na ten cel motywują do oszczędności, pewnych drobnych zmian i decyzji na co dzień ale nie są hamulcem, jeśli chodzi o tak istotne aspekty życia, jak powiększenie rodziny. Więc nie – nie chcemy najpierw zbudować domu!

Jeśli mamy stawiać obok siebie dom i drugie dziecko – nie ma tutaj określonej kolejności. Działka, budowa, dom to plany z określonym terminem realizacji. Kolejna ciąża swojego terminu realizacji nie posiada. 🙂

Mały Człowiek jest zbyt absorbujący by mieć dwójeczkę?

Zdarzało mi się słyszeć opinie, że dzieci będące tzw. high need baby – zniechęcają poniekąd do kolejnych potomków. Potrzebę ciągłej uwagi, niekończące się tulenie, kołysanie, zagadywanie – wspominam dość… ciepło. Owszem, bywało trudno, gdy z tymi potrzebami zestawiało się ogrom pracy czy zmęczenia. Owszem, bywało i wciąż bywa trudno. Nie zmienia to jednak faktu, że to żadna przeszkoda, żaden argument przeciw, żadne zniechęcanie.

Zaburzenia mowy, długa walka o jakieś postępy, specjaliści, jeżdżenie na terapię- to również przyjmowaliśmy i przyjmujemy z pokorą. Każdy postęp był dla nas ogromnym sukcesem, teraz nacieszyć się nie możemy efektami! Dziecko to odpowiedzialność, mniej lub bardziej świadomie liczy na nas przecież! Nie wyobrażam sobie nawet machnąć ręką na jakiś problem i czekać – a nuż sam się rozwiąże?

Nie, Mały Człowiek nie jest absorbujący. I nie – nie stanowi czynnika, który wstrzymuje nas przed kolejnym dzieckiem.

Będziesz rodzić prywatnie?

To postanowiłam sobie jeszcze przed tym, jak poznałam B. W zasadzie – postanowiłam o tym tuż po narodzinach Małego Człowieka. Obiecałam sobie wówczas, że jeśli kiedykolwiek będę mieć drugie dziecko – absolutnie nie pójdę do publicznego szpitala. Człowiek podobno uczy się na błędach, podobno trzeba przekonać się o czymś na własnej skórze – by później tego nie powtórzyć.

Wiem, że są różne placówki. Wiem, że szpital szpitalowi nierówny. Ale nie chcę zakładać, że tym razem będzie lepiej, inaczej, po ludzku. Szpital do porodu wybrałam z jednej prostej przyczyny – mieli najlepszą opiekę dla noworodków. Gdyby cokolwiek złego się działo – z innego szpitala dziecko i tak przewieziono by tam. Nie pomyślałam wówczas ani przez chwilę o tym, że jestem przecież w tym wszystkim jeszcze ja – matka.

Nikt, kto nie doświadczył porodu bez minimum wsparcia, uprzedmiotawiającego i trudnego do zapomnienia – nie zrozumie, jak wielka może to być trauma. Nieważne, ile czasu upłynęło. Nieważne, że przecież zaraz po tym nastąpił moment, gdy poznało się swoje dziecko. Nieważne, że z czasem fizyczny ból minął. Zawsze, gdy tylko przyjdzie do głowy pomysł o drugim dziecku – w głowie niczym film odtwarzają się najgorsze z fragmentów wspomnień. I na jakiś czas odsuwa ten pomysł na odległy, naprawdę odległy plan. Czy ta trauma mnie dotyczy? Oczywiście.

Więc TAK, w grę wchodzi tylko opieka prywatna. Własny lekarz, własna położna, prywatna placówka, pewność poszanowania praw i co ważniejsze – możliwa obecność męża cały czas, bez wypraszania bo wybija jakaś godzina, bo coś tam. To temat na odrębny tekst, jednak tutaj pytanie było jak najbardziej trafione.

B. nie chce albo nie może mieć dzieci?

I chce, i może. 🙂

Kariera jest dla Was ważniejsza?

Nie. Kariera to pojęcie względne. B. pracuje na pełen etat – owszem. Jest osobą decyzyjną, w zasadzie nie do zastąpienia podczas ewentualnych nieobecności. Jednak nie jest karierowiczem – nie jest typem, który będzie przesiadywał po godzinach dla samego kultu pracy, bo wszyscy teraz tak robią, bo fajnie być zapracowanym. Ja również nie jestem (już) tym typem. Kiedyś – to co innego. Od czasu, gdy musiałam pogodzić pracę z wychowaniem Małego Człowieka, przebranżowiłam się i mogę pracować z domu – sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Kolejna sprawa – pisząc, nie mam zbyt wielkich szans na karierę.

Przeskoczyłam z groszowych zleceń, klepanych w klawiaturę kilkunastu tekstów dziennie – w większe zlecenia, które zajmują mi każde nawet kilka tygodni, generują stały, optymalny dochód i zapewniają spokój, ze ich nie zabraknie. Nie boli mnie nawet szczególnie to, że nie mogę podpisać się pod swoimi tekstami własnym nazwiskiem. Ghostwriting ma swoje plusy, ma swoje minusy – na ten moment jednak mi odpowiada. Po prostu.

Fakt, że podjęliśmy szaloną decyzję o czymś własnym, że w kilka miesięcy zaczęliśmy rozkręcać się z organizacją ślubów i co ważniejsze – już w tym sezonie je organizujemy, nie oznacza że to jest dla nas teraz numerem jeden. To nasz pomysł na siebie, spełniamy się w tym i powoli można powiedzieć, że tworzymy z tego sposób na życie. Na pewno do pewnego momentu będzie trudno.

Nigdy nie będzie to jednak najważniejsze. Nie jest i nie będzie również ważniejsze od rodziny.

Uważacie, że Was nie stać?

Stać to pojęcie względne. Zakładamy, że skoro jesteśmy w stanie określoną kwotę odkładać co miesiąc – stać nas również na wydatki związane z nowym członkiem rodziny. I tutaj absolutnie nie wchodzi w grę patrzenie na to pod kątem oszczędności. Nie odkładalibyśmy decyzji o drugim dziecku, tylko dlatego że ewentualne wydatki można w zamian tego – odłożyć. Zdecydowanie nie!

Często jest tak, że ludziom wydaje się, że ich nie stać – lub wręcz przeciwnie. Osobiście wychodzimy z założenia, że panujący dookoła kult wyprawki dla dziecka – nas totalnie nie rusza. Przy Małym Człowieku zarówno pierwsza wyprawka, jak i późniejsze wydatki – były dość zachowawcze, nie lubię nadmiaru i nie chciałam tego nadmiaru nigdy Go uczyć. Za drugim razem byłoby z pewnością podobnie. Nie poruszają mnie instagramowe pokoiki, wypełnione pierdyliardem różnych detali. Nie widzę sensu w gromadzeniu przedmiotów dla samego posiadania. I tutaj z B. w stu procentach się zgadzamy.

Podsumowując: tak, stać nas na dziecko.

***

Dlaczego więc (wciąż – jak to wielu zaznacza) nie mamy drugiego dziecka ani nawet nie informujemy, że się spodziewamy? Z prostej przyczyny: potrzebowaliśmy momentu, gdy poczujemy się w stu procentach gotowi. No dobra! Prawda jest taka, że to ja przede wszystkim musiałam to poczuć. B. cierpliwie czekał, nie naciskał, nie dopytywał. Dużo rozmawialiśmy, dużo musieliśmy przepracować. Ale wiecie co? Warto!

Warto przede wszystkim obalić błędne przekonania, które wykiełkowały wskutek jakichś tam złych doświadczeń. Warto rozwiać wszelkie wątpliwości, znać swoje zdanie nawzajem na konkretne tematy. I tak zwyczajnie, tak po prostu – mieć jakiś plan, chociaż zarys. Im więcej wiemy, im więcej ustalimy – tym łatwiej o spokój. 

Nie spodziewajcie się hashtagu #rodzew2018 czy #rodzew2019. Nie spodziewajcie się też relacji z każdego tygodnia ciąży. Nie spodziewajcie się dzielenia każdą decyzją, każdym detalem, każdym elementem tej nowej – wówczas – codzienności. Nie spodziewajcie się instagramowej wyprawki i niezliczonych sesji brzuszkowych. Kiedy TO się już wydarzy – będziemy chcieli współdzielić to szczęście tylko z najbliższymi. W spokoju i harmonii przygotować się do podwójnej roli, którą przyjdzie nam pełnić. To będzie nasz czas. Naszej trójki, z czasem w powiększonym już gronie. 

Kiedy? Nie wiem. Nikt chyba tego nie wie. Los pokaże. 

PS Możecie trzymać kciuki!

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

5 Responses

  1. To że nie będziecie dzielić się ze światem ciążą to było akurat do przewidzenia. Kobiety są głupiutkie, robią to od razu po teście ciążowym gdzie tyle ciąż przecież nie przetrwa z różnych przyczyn a ludzie w Internecie są okrutnymi debilami i swoimi bezpośrednimi pytaniami mogą tylko powiększać ból.
    Życzę wam jak najlepiej. I czekam na info o przyjściu na świat kolejnego Małego Człowieka!

    1. Myślę że jak ktoś się chwali publicznie ciąża to musi brać pod uwagę że ludzie będą pytać. Bo skoro ktoś opowiada na lewo i prawo ,,I jestem w ciazy”. I wszyscy piszą gratuluję A potem z jakichs przyczyn ciąża się skończy to nikt nie napisze tak samo chętnie ,,poronilam”. Więc ludzie dopytują interesują się itd. Skoro robią kobiety z ciąży wydarzenie dla publiczności to muszą się liczyć z tym że nie wszyscy będą robić to czego one oczekują

  2. Bardziej chodzi o brąk wsparcia dla rodziców od strony Państwa. Dwójka rodziców pracujacuch nie ma co zrobić z jednym dzieckiem w okresie wakacji, gdyż żłobki i przedszkola są zamykane na czas lipca czy sierpnia a na nianie nie stać jak również brak rodziców bądź zbyt duża odległość powoduje iż dziadkowie nie mogą w tym czasie wspomóc młodych rodziców. Nie chce zadnich 500+ czy 1000+ chciałabym aby władza zapewniła opiekę naszym dzieciom właśnie w tym najgorszym okresie. Bo co mi z tego ze dostane pieniądze na drugie dziecko jak musze zrezygnować z pracy na rzecz opieki nad nimi. Jedno dziecko jest problemem o drugim i więcej już nie wspomnę. .. no chyba ze to bliźniaki to przynajmniej się to kumuluje w jedno

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top