Trudny temat: nie wyrzucaj jedzenia, proszę Cię!

To jeden z tekstów kompletnie niezaplanowanych. Coś się wydarzyło, coś zobaczyłam, przeczytałam, coś sobie przypomniałam, na nowo przeżyłam i… musiałam to tutaj wylać. Bo o tym trzeba mówić, wołać, krzyczeć. Mimo że ileś razy już o tym pisałam – powtórzę. I to pewnie nie będzie ostatni raz! Jestem tego niemal pewna. A jeszcze bardziej pewna wolałabym być tego, że chociaż j e d n a osoba po przeczytaniu tego – uderzy się w pierś i od dzisiaj (nie od jutra!) wprowadzi w swoją codzienność tą drobną na pozór (a wielką tak naprawdę!) zmianę.

Nie marnujmy jedzenia. Nie wyrzucajmy. A wcześniej – nie kupujmy za wiele, nie wypełniajmy lodówki po brzegi tylko po to, żeby za kilka dni połowa tego wylądowała w koszu. Róbmy zakupy z głową, marnując jedzenie – marnujemy też pieniądze. Może to kogoś przekona? Bo niestety nie każdego przekonuje fakt, że inni mają mniej lub wcale…

***

Muszę to z siebie wydusić:

Jesteśmy dziś w Łodzi. Ogrom pracy, przeplatany odkrywaniem ciekawych miejsc i smaków. Wypompowani totalnie postanowiliśmy o kolacji i kinie, to nasze pierwsze “nocne” #wychodne od dawna.

Weszliśmy do marketu kupić przekąski na drogę powrotną rano. Dumamy nad waflami ryżowymi, gdy zaczepia mnie ktoś o 70 gr do dorzucenia. Nim zdążam zareagować ta sama drobna starsza pani pyta już kolejną osobę. Szybko wyciągam z portfela jedyną monetę, jaką mam i biegnę za nią. Widzę ulgę, gdy zaciska w ręce te 2 zł… Znika między półkami.

Bierzemy nasze ostatecznie wybrane pierniki i idziemy do kasy. Przed nami ta sama starsza pani. Pyta kasjera po ile są herbatniki, które kupiła oprócz jogurtu naturalnego. Bo wyszło jej o złotówkę więcej niż powinno. Płaci cztery złote wyłuskane z drobnych w ręce, zabiera te rzeczy i wraca do sklepu, sprawdzić cenę herbatników.

Płacimy, wychodzimy. Czuję się jakby wszystko działo się w innej rzeczywistości. Ogłuszona. Gdy pani minutę później wychodzi ze sklepu, daję jej te pierniki, które kupiliśmy. A ona mnie tak mocno przytula, życzy nam wszystkiego dobrego. I odchodzi szybko. Szybciej niż zdążyłam cokolwiek.

Płakałam długo. Wtulona w męża na środku galerii handlowej. Z bólu bo znam to uczucie chodzenia między półkami, z których nie mogę nic kupić. Pamiętam to. I dziś wróciło. Przecież to było niedawno. Przecież to było straszne… Z bezsilności bo mogłam zaprosić ją na herbatę, zatrzymać ją i zrobić jej zakupy, cokolwiek. Te pierniki i te 2 zł to dla niej i tak dużo, widziałam to. Ale MOGŁAM WIĘCEJ. I ta myśl nie daje mi spokoju…  

Musiałam to napisać, wybaczcie.

Muszę to z siebie wydusić: Jesteśmy dziś w Łodzi. Ogrom pracy, przeplatany odkrywaniem ciekawych miejsc i smaków….

Opublikowany przez mama-sama.pl Sobota, 5 maja 2018

Pamiętacie? Napisałam to 5 maja tego roku na naszym Facebooku. Tego wieczoru długo nie mogłam się otrząsnąć, kolejnego dnia również, następne dni toczyły się już zupełnie normalnym rytmem: wróciliśmy do domu, wyprzytulałam Małego Człowieka a mimo to gdzieś z tyłu głowy miałam wspomnienie tego wieczoru. Czułam, że mogłam zrobić więcej. 

Znałam to. Znałam błądzenie między półkami, wypatrywanie czegoś, co zmieści się w budżecie i będzie zadowalającą ilością. Najtańszej kawy, najtańszego makaronu, wszystkiego co najtańsze. Byleby wystarczało do funkcjonowania. Czasami odpuszczałam sobie jakiś posiłek w ciągu dnia, czasami pozwalałam na małe – w moim mniemaniu – szaleństwo i kupowałam pączki czy coś podobnego. Ale jedna jedyna myśl trzymała mnie przy siłach: mój Mały Człowiek ma wszystko i tego nie odczuwa. Nie brakowało Jemu jedzenia, pampersów, chusteczek, lekarstw. Nigdy. Nie był świadomy, ile brakuje dla mnie. A dla mnie z kolei najważniejsze było zaspokojenie Jego potrzeb.

Dlaczego o tym mówię? Dlaczego o tym piszę? Dzisiaj przeglądałam sobie Instagram, konkretnie to Stories Joanny Banaszewskiej, którą obserwuję. Aktualnie jest w podróży na Madagaskar, piękne widoki, piękne relacje a dziś czytam:

Wrzuciłam Wam przed chwilą filmik, jak sobie jemy obiad, jest kolorowo i wszystko fajnie.

Nim jeszcze przeczytałam kolejne nagrania – wiedziałam, co będzie dalej. Czułam to. W momencie, gdy zobaczyłam zdjęcie dzieci, zajadających jedzenie, które ci ludzie dali im ze swojego obiadu – pękłam. Czułam się jak w tej Łodzi te trzy miesiące temu, tak samo bezsilna i tak samo słaba jak wtedy, gdy przeliczałam każdą złotówkę by wystarczyło na wszystko dla Małego Człowieka – ledwie trzy lata temu. 

Wiemy, jesteśmy świadomi tego, że w tamtych rejonach jest głód. Prawda? Wiemy to? Jesteśmy również świadomi, że bieda i głód są obok nas, niedaleko. Że można je spotkać na polskich ulicach, w polskich podwórkach. Z B. wspieramy różne inicjatywy, takie malutkie, dedykowane konkretnym ludziom, miejscom. Nawet na nasz ślub kościelny zamiast kwiatów – chcemy wesprzeć Dom Samotnej Matki tym, co dla nich potrzebne. Piszemy nierzadko o godnych uwagi inicjatywach. Ale to jest n i c.

Nic w porównaniu ze skalą, jaką by się osiągnęło – gdyby w podobny sposób działało więcej ludzi.

Czego nie mogłam pojąć, czego nie mogłam ogarnąć w tych trudnych dla mnie latach? W chwilach, gdy zwyczajnie mi brakowało? Gdy tęskniłam za przyziemnymi detalami? Za dobrą kawą, za ciastkiem, za porządnym obiadem? Nie mogłam pojąć tego, że jedni nie mają nic albo mają niewiele, niewystarczająco – podczas gdy inni tak lekkomyślnie marnują. Tak po prostu nie mogłam tego przyjąć do wiadomości. Nie mogłam zrozumieć, że można nakupować wszystkiego a kilka dni później… wyrzucić.

Marketowe wózki wypełniane po brzegi co kilka dni, lodówki przepełnione, półki wypchane. A później – zaledwie po kilku dniach – te same produkty trafiające do kosza. Cały chleb tostowy bo spleśniał, zapomniany. Zrobiono dwa tosty a reszta leżała i leżała, marniejąc. Zgniłe owoce bo kupione bez zastanowienia, czy w ogóle zostaną zjedzone? Wędliny, sery, mięso czy warzywa – pominięte w posiłkach, ostatecznie niechciane czy zapomniane. Wymieniać można bez końca!

***

Za każdym razem, gdy zechcesz kupić coś, czego zużycia nawet nie jesteś pewien – zastanów się, czy ktoś nie pragnie tego produktu najmocniej na świecie, podczas gdy Ty wyrzucisz go po weekendzie do śmieci? Za każdym razem, gdy zechcesz wyrzucić coś, co nadaje się jeszcze do spożycia ale Ty nie masz już na to ochoty – zastanów się, czy nie da się tego jakoś spożytkować? Albo chociaż zamrozić na później? Cokolwiek zrobić ale nie wyrzucić? 

Za każdym razem, gdy wyrzucasz jedzenie – pomyśl o tym, że ulicę dalej jakieś dziecko marzy o kanapce. A Ty właśnie taką kanapkę wywalasz do śmietnika. Za każdym razem, gdy kupujesz zbyt wiele – pomyśl o tym, że inni nie mają możliwości kupić nawet ułamka z tego. 

Świat jest niesprawiedliwy. Życie jest niesprawiedliwe. Trzy lata temu doświadczałam tego każdego dnia, walcząc o lepsze jutro. I to mi się udało. Dzień po dniu, pracując ponad siły, podnosząc się po każdym upadku. Ale nie każdy ma tą siłę, nie każdy ma możliwości, nie każdy ma perspektywy i szczęście. I nie chodzi o to, że mamy głodować bo inni głodują. Mamy szanować to, co mamy a czego inni zwyczajnie mieć nie mogą. Tak wiele i tak niewiele. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

4 Responses

  1. Ludzie kupują na potęgę a później wyrzucają. Pomijam już zamawianie w knajpach iluś dań i skosztowanie tylko każdego. Nie dość że zostawia sie tam grube pieniądze to jeszcze marnuje jedzenie …

  2. Poruszyłaś bardzo ważny temat. Strasznie denerwuje mnie marnowanie żywności, jest to jakaś plaga XXI wieku. Kiedyś znalazłam raport pokazujący ile żywności marnujemy i niestety Polska była w europejskiej czołówce 😐 Ja sama staram się temu przeciwdziałać nie tylko prywatnie, ale i jako dietetyk układający jadłospisy dla innych osób. Dokładam wszelkich starań by minimalizowały one marnowanie żywności.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top