#książkacomiesiąc w lipcu: Wolność jaskółki

I stało się. Zgodnie z postawionym sobie w grudniu celem – co miesiąc będę publikować recenzję jednej książki, którą udało mi się skończyć czytać w miesiącu poprzednim. W każdy pierwszy piątek miesiąca pojawia się taki właśnie wpis. Dlaczego? Powodów jest tak naprawdę kilka. 

Każdy z nich sprowadza się do jednego: czuję niedosyt. Czytam zbyt mało. Zdecydowanie za mało. Chciałabym o wiele, wiele więcej. Patrzę na książki, zapisuję sobie w pamięci i nigdy po nie już nie sięgam – bo nie mam czasu, energii, powodu, chęci. 

***

Jakiś czas temu wspominałam o tym, że zostałam zaproszona do kampanii społecznej Za zamkniętymi drzwiami, zorganizowanej przez Fundację 3-4-start, pamiętacie? Wówczas powstały poniższe teksty:

Trudny temat: te drzwi zawsze są zamknięte

Trudny temat: jak rozpoznać przemoc psychiczną?

Trudny temat: gaslighting

Niedługo później w moje ręce wpadła właśnie książka Wolność jaskółki, Pauli Er. Nie ma co ukrywać – książka budziła moje wątpliwości. W zasadzie to zadawałam sobie pytanie: czy powinnam, czy chcę w ogóle ją czytać? Jakie emocje wzbudzi? Co znajdę na kolejnych stronach? Jak to odbiorę? I tak dalej, i dalej. Pytań było sporo. Niewiele dzieliło mnie od poznania odpowiedzi – wystarczyło po nią sięgnąć i zacząć czytać. Ot, cała filozofia.

Z każdym dniem, z każdą kolejną kłótnią Olga wierzyła coraz mocniej, że mąż ma rację i że jedyne, co potrafi ona, to narzekać i wymagać, a sama jest nic niewarta.

Zaledwie jedno zdanie, z samego początku książki – a taki wydźwięk, prawda? Czytając ją dalej, strona za stroną – odnosi się wrażenie wejścia w życie bohaterów. Wejścia w ich emocje. W problem, o którym wciąż tak mało się mówi. Bo zazwyczaj rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Z dala od ciekawskich spojrzeń, z dala od ocen, bez szans na reakcję.

Dla kogo ta książka? 

  • dla każdego, absolutnie każdego – zarówno dla tych, którzy są świadomi problemu, jak również dla tych nieświadomych zupełnie,
  • dla każdej kobiety – ku przestrodze,
  • dla każdego mężczyzny – jak wyżej,
  • dla ofiar przemocy domowej – na dowód, że nie są same, że ktoś zna ich problem, ktoś o tym mówi i niesie cień nadziei, że są ludzie gotowi im pomóc, po prostu, bezinteresownie.

Co znajdziemy w książce?

  • realistyczne urywki z życia niejednego kata i niejednej ofiary,
  • realistyczne, do bólu bezpośrednie opisy scen przemocy domowej,
  • obraz psychiki przeciętnej ofiary przemocy domowej, studium jej zachowań, reakcji obronnych, wyparcia i… nadziei.

A teraz zupełnie szczerze – czy warto?

Ogłada przy znajomych – może też oznaczać okrucieństwo za zamkniętymi drzwiami. Elegancja na co dzień – może też oznaczać brak jakichkolwiek zahamowań za zamkniętymi drzwiami. Pozory szczęścia i wzajemnej adoracji mogą kryć pod piękną otoczką… rozpacz, zwyczajną i nieposkromioną, trudną do zniesienia, dźwiganą codziennie. Wciąż od nowa, i od nowa, bez końca. Ta otchłań cierpienia może wydawać się nie mieć końca, przytłaczająco rutynowa, okrutna codzienność.

Czy my to wszystko wiemy? Część społeczeństwa jest tego świadoma. Jakiś jej ułamek nie odwraca głowy, gdy trzeba – wzywa policję, dzwoni na numer alarmowy, wyciąga rękę ze wsparciem. Zdecydowana większość jednak tematu unika, wręcz ignoruje. Ile razy udajemy, że nie widzimy, że nie słyszymy? W ilu domach słyszy się hałasy, awantury, odgłosy upadku za ścianą a mimo to… nie reaguje?

No właśnie.

I tutaj znajdziemy odpowiedź na pytanie: czy warto? Tak, absolutnie! Warto przeczytać ją chociażby po to, żeby otworzyła nam oczy na realia, w jakich żyje ogromna ilość kobiet. Na problem, jakim była, jest i pewnie wciąż jeszcze będzie – przemoc domowa. Na zbrodnie w białych rękawiczkach, które mają miejsce każdego dnia, w każdej godzinie, gdzieś obok nas.

A teraz? Teraz wysyła jej obelżywe esemesy, oczywiście z obcych numerów. Znowu straszy, że zrobi wszystko, żeby córka była tylko z nim. Posunął się nawet do wmawiania żonie, że to ona jest chora psychicznie i przez nią tracił panowanie nad sobą. Powiedział, że zamknie ją w domu wariatów, bo tylko tam się nadaje, a on pozna jakąś miłą panią i pozwoli jej wychować małą tak, żeby przyzwyczaiła się do nowej mamy.

Kolejny cytat, który porusza bezpośredniością opisu. Konkretnie do bólu, bez owijania w bawełnę, dokładnie tak jak wygląda to zazwyczaj naprawdę. I dokładnie taka jest ta książka. Nie znajdziemy tutaj polukrowanego obrazu idealnej, przykładnej rodziny. Zdecydowanie nie!

***

Sprawcy przemocy przybierają na co dzień maski, dzięki którym nikt nawet nie podejrzewałby ich o cokolwiek niewłaściwego. Zazwyczaj widzimy przykładnych, ułożonych i opanowanych ludzi, nierzadko bogobojnych i wypowiadających się w temacie moralności niczym niedoścignione wzorce. Przemocowcy to mistrzowie pozorów, przesiąknięci hipokryzją i obłudą. Czasami latami tworzą wokół siebie otoczkę, która znika wraz z przekroczeniem progu własnego domu. Wówczas stają się tyranami, którymi są zawsze i naprawdę.

To co widzimy na co dzień to jedynie element ich gry. O ile dajemy się na to nabrać, nie mamy pojęcia ile fałszu jest w ich zachowaniu – nie możemy zrobić nic. Jeśli jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że to zaledwie maska a człowiek taki krzywdzi kogoś innego – nie robiąc z tym nic, współuczestniczymy w tej przemocy. Ba! Również jesteśmy jej sprawcami. I o tym trzeba mówić! 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

One Response

  1. Strasznie trudny temat.
    A Ty sama nie myślałas o książce? Jestes dobrym przykładem, ze mozna sie wyrwac i odzyc, zaczac na nowo.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top