Mezoterapia igłowa – moje pytania i obawy

Całkiem niedawno zaczęłam wspominać, że wprowadzam jakąś tam rewolucję w pielęgnacji twarzy, prawda? Jednak dobór odpowiednich kosmetyków, pozbycie się tych skrajnie nieodpowiednich i niedopasowanych – to nie wszystko. Rezygnacja z zabiegów czy rytuałów niewłaściwych dla mojej skóry – to również nie wszystko. 

Bo przecież to wszystko, co nieodpowiednie – warto czymś zastąpić. Po długich rozmowach z moją nową kosmetolog (absolutnie trafioną, nie pójdę już chyba do żadnej innej!), która sugerowała mi mezoterapię igłową – porządnie przyłożyłam się do researchu i zaczęłam czytać.

***

Nie dowiedziałam się o wiele więcej, niż ona sama mi wyjaśniła w gabinecie. Czułam się jednak maksymalnie uspokojona, że wiem wszystko. Biorąc pod uwagę to, że będę ten temat częściej przywoływać – chociażby na InstaStories, z samych już zabiegów – postanowiłam wszystko to, co wyczytałam, zebrać w sensowną całość. Niech służy innym!

Dla kogo przeznaczona jest mezoterapia igłowa?

Wskazań do zabiegu jest naprawdę wiele, w zasadzie u każdego można jakieś znaleźć – taki wniosek nasuwa się po przejrzeniu listy. Bo i na przebarwienia, i na blizny, na zmarszczki i na fotostarzenie, na suchą skórę i na tą wrażliwą, na rozszerzone pory, rozszerzone naczynka, wszelkie zanieczyszczenia. 

Przeciwwskazaniem jest ciąża, karmienie piersią, alergie, opryszczka, stany zapalne skóry, trądzik różowaty, nowotwory. 

Jak przygotować się do zabiegu mezoterapii igłowej? 

Tutaj akurat można znaleźć różne informacje, najczęściej powtarzanym zaleceniem jest jednak unikanie leków zmniejszających krzepliwość krwi oraz nie stosowanie kremów na kilka – kilkanaście dni przed. Oba zalecenia usłyszałam również w swoim gabinecie. W moim przypadku używany jest krem dopasowany do potrzeb mojej skóry, jednak na swój sposób dość silny i otrzymałam konkretne wytyczne co do dnia, w którym mam przestać go używać aż do zabiegu.

Jak wygląda zabieg mezoterapii igłowej?

Przyznaję, że to jedno niewinne słówko: igłowa – wystarczyło, żeby wzbudzać jakieś takie… sprzeczne emocje. Uspokojona przez moją panią kosmetolog, dodatkowo wyczytałam na stronie warszawskiej kliniki Le Spa akapit, który w zupełności wystarczył by rozwiać resztę obaw:

Przed zabiegiem stosuje się krem znieczulający. Zabieg jest praktycznie bezbolesny. Mezoterapia polega na ostrzykiwaniu skóry za pomocą mikroigieł i wprowadzaniu do niej odżywczych substancji czynnych, które stymulują procesy regeneracji, pobudzają fibroblasty do syntezy nowego kolagenu, przez co odmładzają skórę. Dzięki takiej technice wprowadzamy substancje omijając barierę naskórkową, przez którą nie przenika większość kosmetyków. Sam proces nakłuwania wpływa korzystnie na przebudowę skóry, a odpowiednio dobrane koktajle pozwalają uzyskać świetne efekty w dość krótkim czasie. Skóra po zabiegu jest zaczerwieniona, podrażniona i lekko obrzęknięta. Tego typu objawy mogą utrzymywać się do 2 dni. Czasem pojawiają się drobne siniaczki, krwiaki. Bezpośrednio po zabiegu nie zaleca się nakładać makijażu.

Krem znieczulający brzmi szalenie uspokajająco, prawda? 😉 A tak już zupełnie na poważnie – wszystko jest chyba na tyle jasne, że nie muszę nic ponad cytat dodawać? Przyznam, że sama miałam mnóstwo pytań i uzyskałam naprawdę sporo wyczerpujących odpowiedzi. Ten króciutki opis powyżej jest jednak idealnym skrótem tego wszystkiego. Nic dodać, nic ująć.

Jakie efekty daje mezoterapia igłowa?

Przede wszystkim wygładza, regeneruje, odżywia i nawilża skórę. Innymi słowy: argument dla mnie wystarczający. Idźmy dalej. Poprawia koloryt i napięcie. Bomba, nie mam nic przeciwko! Spłyca blizny i zmarszczki. Zapobiega procesowi starzenia się skóry i poprawia owal twarzy. Każdy z tych efektów jest istotny, kilka jednocześnie to jest już coś, o co warto powalczyć. Dla własnego samopoczucia i samooceny!

Dlaczego się na to zdecydowałam?

Do tej pory chodziłam – jak się okazuje zupełnie niepotrzebnie! – na peeling kawitacyjny, zamiennie z mikrodermabrazją. Teraz dopiero dowiedziałam się, że ten pierwszy zabieg był absolutnie niedopasowany do moich potrzeb i objawy, które najbardziej mnie denerwowały – tylko zaostrzał. Owszem, efekt był fajny przez kilka pierwszych dni ale później wracał poprzedni stan rzeczy. I tak w kółko.

Do tego doszły kosmetyki, nieodpowiednio dobrane – podobnie jak zabiegi. I w ten sposób wciąż walczyłam z przesuszoną miejscami skórą, z rozszerzonymi porami, z zanieczyszczeniami zawsze w tym samym miejscu. Walczyłam nieodpowiednią bronią i sposobami. No ręce opadają! Z perspektywy czasu sama sobie się dziwię, że regularnie chodziłam, wykonywałam, używałam i wklepywałam a przy tym wszystkim zadowalał mnie efekt, będący zaledwie połową pożądanego. 

***

Teraz mam absolutną jasność, co do moich potrzeb i co do tego, jakich efektów mogę oczekiwać. Od kiedy na moich półkach w łazience hula wiatr i są pustki – bo wszystko bez wyrzutów sumienia, wywaliłam – jestem pewna swojej pielęgnacji. Bo żel do mycia, tonik, mleczko do demakijażu zostały zastąpione jedną buteleczką. Bo w miejsce kilku kremów – stanęły dwa. Trzy kosmetyki, które towarzyszą mi na co dzień i każde ich użycie utwierdza mnie w przekonaniu, że dotąd używałam naprawdę nietrafionych. 

Gdyby podliczyć wszystkie nietrafione zabiegi i kosmetyki – nazbierałaby się spora sumka. Mezoterapia cenowo jest nieporównywalnie droższa od takiego peelingu kawitacyjnego chociażby – bo w moim gabinecie jakieś dwa i pół razy droższa. Biorąc pod uwagę jednak trefne inwestycje kosmetyczne wcześniej, jestem w stanie to przeboleć i uznać to prezent dla samej siebie. O efektach z pewnością napiszę! 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

8 Responses

    1. Wiem z relacji innych, że nie. Jest dyskomfort ale bez szaleństwa. Przekonam się dopiero na własnej skórze, jak to jest.

    2. Zależy od Twojego progu bólu. Mnie mezoterapia igłowa boli ale jest to do wytrzymania – robię ten zabieg bez maści znieczulające, bo u mnie przy jej zastosowaniu skóra gorzej reaguje (mam więcej siniaczków i trochę bardziej krwawię). Ogólnie – jest dyskomfort ale warto!

    3. Osobiście nie nazwała bym tego bólem, raczej dyskomfortem, czymś umiarkowanie przyjemnym.. Ale każdy ma inaczej, jednak sądzę, że dla nikogo nie jest to zabieg nie do przejścia z tego powodu 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top