Ślub po swojemu: jak wybrać sukienkę na wesele?

Nie ma większego sensu w kupowaniu czegoś tylko i wyłącznie na jedną okazję. Wychodzę z takiego założenia, chętnie sięgam po sprawdzone już ubrania, czasami zaprzyjaźniam się z nowymi, które zostają ze mną na dłużej lub wręcz przeciwnie – nie przypadną do gustu absolutnie. Ukochana mała czarna, od niedawna ta mała czerwona – moje absolutnie ulubione “wyjściowe” sukienki. Naprawdę warto znaleźć takie niezastąpione typy, które mogą nam posłużyć w każdej niemal sytuacji. ?

Tak pisałam w dwóch zeszłorocznych tekstach:

Ślub po swojemu: w czym na letnie wesele? 

Ślub po swojemu: w czym na jesienne wesele?

***

Sezon ślubny w pełni, wesela się odbywają, zawodowo bierzemy udział w coraz większej ich ilości, prywatnie również kilka się zbliża. Obserwuję panie na tychże weselach i widzę błędy, które są popełniane notorycznie, zwykle pewnie nieświadomie. Dlatego postanowiłam zebrać w jeden tekst te właśnie błędy oraz propozycje na ich uniknięcie.

Błąd: sezonowość wyborów.

W skrócie: idziecie na wesele w sukience, która w danym sezonie jest skrajnie modna. Noszą ją gwiazdy, jest ich mnóstwo w sieciówkach, w s z ę d z i e. A na tym weselu – jeszcze cztery takie same sukienki. Bo przecież modne są, wszyscy noszą. Czemu się tu dziwić w ogóle? Jeśli rynek zalewa fala czegoś, nie możemy być przekonani, że tylko my wpadliśmy na pomysł kupienia tego. Po prostu.

Rada? Nie podążajmy ślepo za trendami. Są takie wybory, które zawsze się obronią – niezależnie od sezonu. Ponadczasowe, uniwersalne. Prosta elegancja sprawdza się niemal za każdym razem, dlaczego więc z niej nie skorzystać? Osobiście jestem zwolenniczką zainwestowania w jedną – może dwie – porządne, klasyczne sukienki, które nadadzą się na niejedną okazję.

Chociażby taka mała czarna. Czy to skrajnie prosta, dopasowana, rozkloszowana, czy z odrobiną koronki. Czy to z krótkim rękawem, czy to z rękawkiem do łokcia, czy też bez rękawów – na tyle uniwersalna, że dzisiaj założymy ją na wesele, jutro na randkę a za miesiąc na inną ważną okazję. 

(zdjęcie: zippini.pl)

Błąd: jednorazowy charakter kreacji.

Kupujemy coś na konkretne wesele, czyli konkretną okazję – a później trafia to do szafy. I wisi. Nieużywane. Na kolejne wesele kupujemy kolejne coś. I takie kolejne coś trafia do szafy. Później w szafie takich jednorazowych strojów wisi całkiem sporo ale mimo wszystko, gdy przychodzi kolejna okazja – jest i kolejny zakup. I taj w kółko, bez końca.

Rada? Tutaj nie chodzi nawet o to by kupowane ubrania były uniwersalne i jeszcze posłużyły na jakąś okazję – chociaż to byłoby najlepsze rozwiązanie. Jedna czy dwie sukienki na szczególne okazje. Możemy też ugryźć to inaczej i – na przykład – na letnie wesele włożyć lekką sukienkę, którą już mamy. Zwiewną, kwiecistą, pastelową czy w ciemniejszym kolorze.

Jakąkolwiek, którą lubimy i w której dobrze się czujemy! Nie zapominajmy, że ta sama sukienka zestawiona z trampkami i kapeluszem nada się na plażę czy spacer – ale w połączeniu ze szpilkami, kopertówką i ładną fryzurą… na wesele na przykład!

(zdjęcie: zippini.pl)

Błąd: nadmierna strojność.

I tutaj – o dziwo – mamy do czynienia z przypadkiem, który pojawia się bardzo często, zbyt często. Ostatnio miałam okazję przeglądać materiał zdjęciowy z wesela, nad którym pracował jeden z naszych fotografów i sam zwrócił uwagę (facet to zauważył, pierwszy ode mnie!), jak bardzo wyróżnia się jedna z pań w gronie gości. Nazbyt wyzywająco, nazbyt ekstrawagancko, po prostu… nazbyt. Patrząc na zdjęcia – najpierw widziało się ją, później dopiero resztę kompozycji.

Rada? Trąci banałem zapewne ale ślub i wesele to dzień Pary Młodej. Owszem, oni są najważniejsi. Owszem, goście też są ważni. Owszem, każda kobieta ma prawo (i wręcz powinna!) czuć się pięknie. Przy okazji wesela jednak, gdy pełnimy rolę gościa – przystopujmy nieco może? Postawmy na elegancję, prostotę, skromność.

Kobiecość i piękno nie muszą oznaczać dekoltu do pępka, sukienki kończącej się na linii pośladków, półprzezroczystej ani przykuwającej wzrok wszystkich już z daleka. Kobiecość może oznaczać delikatność, mniej zamiast więcej, subtelny urok ponadczasowej elegancji. Tak jak wyżej – klasyczna mała czarna, może mała szara, mała granatowa? A może zwiewna, lekka, romantyczna sukienka? Opcji jest wiele, nie trzeba wcale przesadzać jakkolwiek. Naprawdę nie trzeba. 🙂

***

Jakiś czas temu szukałam kobaltowej sukienki na ślub i wesele, które koordynowałam. Dlaczego kobaltowej? Z góry zaznaczam, że standardowo na koordynację mam przewidzianą małą czarną, małą szarą lub małą granatową, zależnie od charakteru uroczystości. Dla przykładu: we wrześniu koordynujemy wesele z naciskiem na spójność i elegancję, wszyscy usługodawcy obecnie w tym dniu (od zespołu, przez fotografa – na nas koordynatorach, kończąc) – ubrani będą w czerń. Wówczas oczywistością jest skromna mała czarna.

Wróćmy do kobaltowej. Szukałam na Zippini (przy okazji: sprawdź czy kozaki skórzane są dla Ciebie – jest tam spory wybór!) kobaltowej, skromnej sukienki. Ślub i wesele miały być w tym kolorze przewodnim, Panna Młoda była zachwycona pomysłem bym włożyła sukienkę do niego dopasowaną. Szukałam więc. Trudno było, mimo że kobalt gości w tym sezonie dość często. W końcu się udało. Wypatrzyłam, zaakceptowałam i tyle w temacie. Dzięki takim wyszukiwarkom życie jest nieco łatwiejsze. W sukience śmigałam prawie całą dobę, sprawdziła się, wisi w szafie w oczekiwaniu na inną okazję. A gdyby okazja się nie nadarzyła – nie ma problemu, przyda się również na co dzień. Tak po prostu. 🙂 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top