Dlaczego uczę się delegować zadania?

Wow! Od kiedy ogłosiliśmy światu, że rozkręcamy coś swojego, że zaczynamy organizować śluby – pierwszym szokiem byli klienci już na ten sezon. Płynnie przeszli od uczęszczania na zajęcia pierwszego tańca, do których (jako przedsmak życia wedding plannera) wróciłam – do rozmów o koordynacji dnia ich ślubu, ich wielkiego dnia.

Tym samym tydzień po ukończeniu kursu, odebraniu certyfikatu i wymaganych kwalifikacji – miałam już dwie pary na ten sezon do skoordynowania w ich termin. Szok i niedowierzanie, mobilizacja i motywacja. To przede wszystkim. Nie zapominajmy jednak o istotnej kwestii. Organizację planowaliśmy, oczywiście – ale z realizacją na przyszły sezon. 

***

Na ten moment na co dzień ogarniamy swoją dotychczasową pracę – B. na etacie, ja wciąż pisząc dla agencji marketingowej i redakcji. Do tego dochodzi organizacja naszego drugiego ślubu – kościelnego, łącznie z weselem. Zaraz obok plasują się moje studia. Kończone i te zupełnie nowe, rozpoczęte jesienią. Blog to kolejny punkt codzienności. W zasadzie to już dwa blogi. Przez wiele miesięcy pracowałam nad czymś, co teraz znajdzie swój finał ale pożarło ogromną ilość czasu. Niezmiennie, codziennie, cały czas – wychowujemy Małego Człowieka, dbamy o dom, wytyczamy nasze cele i marzenia, podróżujemy chociaż po kraju, chociaż na weekendy.

Od początku tego roku dołączyły do tego targi ślubne weekendami, sesje wizerunkowe – również weekendami. Aktualnie dochodzą do tego formalności związane z otwarciem agencji, praca nad identyfikacją wizualną, nową stroną, kolejne sesje, rozmowy z partnerami. A równolegle praca z sześcioma parami przyszłych nowożeńców, ich pierwsze tańce, ich przedślubne dylematy a teraz już przygotowania do koordynacji dwóch z tych sześciu ślubów. Dodajmy do tego jedną pełną organizację ślubu… w trzy miesiące. Na dodatek ślubu szczególnego – o czym niebawem opowiem – bo ma szansę stać się naszą wizytówką na lata.

Pytacie wciąż: jak?! No jak my to robimy?

Pisywałam już o tym niejednokrotnie, podobnie jak o odpuszczaniu sobie, gdy brakuje nam sił i zapału – w tekście: Co robić, gdy nam się… nie chce?, który przyniósł wiele pytań w wiadomościach. Dużo mówię i piszę, zwłaszcza na naszym Instagramie o sztafecie obowiązków. Dotąd sprawdzała się zwłaszcza w przypadku choroby Małego Człowieka i weekendów, które spędzam na uczelni. Teraz doszło wiele obowiązków, które trzeba gdzieś wcisnąć. Jak? Jak to zrobić?

Delegować.

Delegować te zadania i obowiązki, które możemy delegować bez wyrzutów sumienia. Kiedy możemy to zrobić bez wyrzutów sumienia? Kiedy mamy świadomość, że uzyskany dzięki temu, czas – spożytkujemy lepiej niż wówczas, gdybyśmy sami się daną kwestią zajęli.

Przykład pierwszy: obróbka zdjęć.

Zakładając blog slubposwojemu.pl a teraz tworząc również stronę agencji – postawiliśmy sobie już na starcie bardzo wysoko poprzeczkę, postanawiając o umieszczaniu tam zdjęć tylko i wyłącznie swoich lub współpracujących z nami, fotografów. W drugim przypadku – problem z głowy. Fotograf zawsze oddaje nam zdjęcia już obrobione. W przypadku tych wykonywanych przez nas – już zostaje to w naszym zakresie.

O ile zdjęcia mogę pstrykać i pstrykać, zawsze wybierając spośród nich te bardziej udane – o tyle obróbka to już mój poniekąd… wróg. Od zawsze w tej kwestii byłam samoukiem, uczyłam się metodą prób i błędów, z naciskiem na te ostatnie. Potrafiłam spędzić kilka godzina nad kilkunastoma zdjęciami i szczerzee nienawidzić efektu. Wytykałam sobie niedociągnięcia i porażki. Zaczynałam od nowa, traciłam kolejne godziny.

No właśnie. Traciłam godziny. Przeliczając najprościej, jak się da: sześć godzin nieudanej obróbki to dwa teksty blogowe lub dla klienta. Innymi słowy: zarobek. Sześć godzin to wypad z Małym Człowiekiem i B. na świetne popołudnie w fajnym miejscu. Sześć godzin to sporo nauki czegoś, co naprawdę mnie interesuje.

Oddelegowałam to zadanie. Obróbkę zdjęć na nową stronę zlecamy specjaliście, koszt jest nieporównywalny ze stratami, jakie generowały moje samodzielne próby. Zyskałam czas, w którym zarabiam lub spędzam czas z bliskimi. Ewentualnie mogę szybciej położyć się spać czasami… 🙂

Przykład drugi: obowiązki domowe.

Tutaj delegujemy je sobie nawzajem. Skoro B. jeździ co rano do pracy i po południu z niej wraca – odwozi i odbiera Małego Człowieka z przedszkola, dzięki czemu ja nie tracę czasu na dojazd w tę i z powrotem, na dodatek dwa razy dziennie. Skoro ja jestem przed południem zazwyczaj w domu – robię obiady, skoro trzy razy w tygodniu wychodzę wieczorem do pracy – B. robi kolacje. Ja wstawiam pranie, On rozwiesza.

Ja robię zakupy świeże – typu pieczywo, owoce, warzywa. Wracając ze spotkań, siłowni, zajęć. Duże zamawiamy z dowozem a jeśli zapomnimy – B. jedzie po nie wieczorem. Jak się bliżej przyjrzeć – okazuje się, że wiele rzeczy możemy robić osobno, co znacznie przyspiesza pewne procesy. Do Ikei może pojechać jedna osoba na przykład. A zakupy zostaną zrobione w takim samym stopniu, jak te we troje. Przykłady można mnożyć.

U nas słowo-klucz brzmi: przy okazji. B. przy okazji drogi do pracy, ogarnia przedszkole i małego Człowieka. Ja przy okazji spotkań, kupuje świeże produkty w warzywniaku czy piekarni. Przy okazji czegoś – zazwyczaj dodatkowo coś innego. Bardzo łatwo można przyzwyczaić się do podobnego trybu, naprawdę fajne efekty. Bo ostatecznie ilość spraw nam się sukcesywnie pomniejsza – przy okazji załatwiania zupełnie innych.

Przykład trzeci: pozwalam sobie pomagać.

Oh, najtrudniejsze chyba! Bo czasami – znacie to, prawda? – wpadamy w wir “ja sama, ja lepiej, ja muszę!” i nic ponad to. W ten sposób nakręcamy się kolejnymi obowiązkami, odhaczanymi niemal bez końca, nie dopuszczając przy tym do siebie myśli, że ktoś mógłby nam pomóc. A przecież pomoc w czymkolwiek jest naturalnym odruchem osób nam bliskich, które wcale nie chcą wydzierać nam naszych umiejętności czy zaangażowania. Jedynie chcą nas odciążyć.

Długo czułam wyrzuty sumienia za każdym razem, gdy ktoś chciał mnie w czymś czasami wyręczyć. W końcu się ogarnęłam – po długiej drodze – i zrozumiałam, że powinnam się cieszyć!

Jeśli mamy taką możliwość – Mały Człowiek zostaje na kilka godzin z Dziadkami a my jedziemy w tym czasie na sesje, targi czy cokolwiek podobnego. Przywykliśmy do podróżowania całą paczką – nasz chłopiec jest jednak już na tyle duży, że bez problemu może spędzić dzień u bliskich, co daje jemu ogrom radości. A nam swobodę działania. Skupiamy się wówczas tylko i wyłącznie na danych obowiązkach, bez rozpraszania się. 

Przykład czwarty: profesjonale usługi.

I tutaj najlepszym przykładem kategorii, w której to się genialnie sprawdza – jest pielęgnacja! Przez długi czas wszystko robiłam sama. Malowałam średnio dwa razy w tygodniu paznokcie, wykonywałam domową mikrodermabrazję, maseczki, depilację woskiem, regulację brwi i wiele innych, potrzebnych drobnych zabiegów.

Traciłam czas, nerwy – bo nie zawsze wychodziło idealnie. Od kiedy mam na głowie tak naprawdę trzy różne prace, rodzinę, studia i dom – powiedziałam STOP.

Koniec z malowaniem paznokci w pośpiechu, co kilka dni. Raz na trzy tygodnie manikiurzystka robi mi hybrydę, zajmuje to godzinkę, podczas której mogę wypić kawę, odpocząć a później pędzić dalej. To samo z woskiem i pielęgnacją twarzy.

Mniej więcej co 2-3 tygodnie przypada wizyta. Wtedy mam wybór – albo te trzy zabiegi łączę w jedno przedpołudnie albo rozbijam na dwa lub trzy, odrębne – mniej odczuwalne. Wówczas między spotkaniami, pisaniem a obowiązkami – wpadam na godzinę do salonu i już. Później lecę dalej.

***

Jeśli coś nam zwyczajnie nie wychodzi a ktoś inny zrobiłby to zdecydowanie lepiej, sprawniej – warto wówczas powierzyć to w zaufane ręce. Zrobić rachunek zysków i strat, ocenić nasze moce przerobowe i zwyczajnie odpuścić sobie tam, gdzie tracimy czas i energię, podczas gdy moglibyśmy ten sam czas spożytkować sensowniej. 

Nie bójmy się mówić wprost, że czegoś nie chcemy lub nie musimy, robić. To żaden powód do wstydu. Nie każdy musi być manikiurzystką, znawcą Photoshopa, mechanikiem ani żadnym innym specjalistą. Bądźmy dobrzy w tym, w czym jesteśmy i chcemy być – nie w tym, w czym powinniśmy. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

 

2 Responses

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top