Wrocław: gdzie rodzice mogą pójść na kawę… z dzieckiem? | część 2

Zgodnie z obietnicą, kontynuujemy naszą serię o wrocławskich miejscówkach, gdzie można wybrać się na kawę, czy to z dziećmi u boku, czy to we dwoje, czy to też z przyjaciółmi (również tymi bezdzietnymi!). Ostatnim razem pokazaliśmy trzy adresy, postanowiliśmy zrobić z tego normę i za każdym razem przedstawiać właśnie trójkę. 

Tym razem będzie jedna klubokawiarnia dla dzieci, jedna klimatyczna kawiarenka i jedna taka, w której urzekają przede wszystkim słodkości, dla których warto jechać i przez pół miasta! Gotowi? 🙂 

***

Port Cafe, ul. Marca Polo 23

Mieszkamy we Wrocławiu już ponad rok. Bywaliśmy w naprawdę różnych miejscach. Mamy swoją ulubioną knajpkę na wychodne we dwoje (dotąd udało nam się tam być “aż” dwa razy, w toku procesu adopcyjnego – między rozprawami i ogarnianiem formalności), teraz mamy też już absolutnie ulubioną kawiarnię. I nie chodzi o kawę, słodkości, wystrój czy cokolwiek innego. No dobra – o to też!

Ale naszym wyborem kieruje akurat coś zupełnie innego. Klimat. Ludzie. Pierwsze i ostatnie wrażenie. Człowiek czuje się tam jak w domu. To jedno z tych miejsc, do którego bez skrępowania można wstąpić w dresie, bez makijażu, z płócienną torbą a w niej laptopem – bo nie chciało nam się dźwigać pokrowca. To jedno z tych miejsc, gdzie kawę można pić bez pospiechu, pracować przy kojącej muzyce, rozmawiać z obsługą, która jest niczym dobrzy znajomi.

Można u nich wydziwiać. I mówię to z przymrużeniem oka – bo od jakiegoś czasu, z przyczyn czysto zdrowotnych zmieniłam nieco swoje nawyki kawowe. A wizyty tam absolutnie z nimi nie kolidują! Bo dostanę wyborne cappuccino, na pojedynczym espresso, na mleku bez laktozy. Na innych rodzajach mleka też można kawę bezproblemowo otrzymać. W moim przypadku kawa zawsze bez spodka i łyżeczki – już kojarzą, że wystarczy mi sama filiżanka. Lubię mieć miejsce na stoliku, jeśli piszę. Znakomita większość tekstów na slubpsowojemu.pl powstawała właśnie tam. Wpadałam na trzy godziny, machnęłam ze dwa teksty naraz, wypiłam ze dwie kawy, do tego przepyszna kanapka, kawałek ciasta albo koktajl, zależnie od tego, czy przyszłam raczej na śniadanie – czy może ledwie na deser.

Bywam regularnie, zazwyczaj gdy mam w pobliżu konsultacje. Wpadam do Port Cafe przed nimi albo pomiędzy, popracować godzinę czy dwie. I zawsze czuję się tam zwyczajnie dobrze, tak po prostu. Kącik dla dzieci mają, kącik do poczytania książek, są planszówki, są leżaki na zewnątrz, krzesełka dla dzieci i lody też są. Można przyjść całą rodzinką, dla każdego coś dobrego. 🙂 

Ciepło zimno, ul. Dembowskiego 55

Tu z kolei trafiliśmy totalnie z polecenia. Tyle się nasłuchałam o ciastach, których można tutaj skosztować, że w końcu się wybraliśmy, z czystej ciekawości. W którąś ciepłą niedzielę wrzuciliśmy adres w nawigację i pojechaliśmy na kawę z Małym Człowiekiem. Na miejscu kolorowy ogródek, spory wybór lodów, dość ciekawe wnętrze i – rzeczywiście! – genialne słodkości. Wzięliśmy z B. po kawałku dwóch różnych torcików, Mały Człowiek zdecydował się na gofra i gałkę lodów.

Torciki rozpływały się w ustach, przepyszne! Delikatne, idealnie skomponowane, świeżutkie i tak po prostu – piękne. Później mieliśmy jeszcze okazję na przyjęciu u znajomych jeść ciasta stąd i znów się nie zawiedliśmy, było pysznie! Jedna wizyta i jedna zaledwie okazja w późniejszym czasie – wystarczyły by mieć ochotę na więcej. Nasze planowane letnie przyjęcie z pewnością uświetnią ich ciasta! 

Dzieciolada, ul. Skrzydlata 21a/1b

Kolejne miejsce z polecenia. Znajoma z dziećmi była, zaciekawiła mnie swoją relacją, postanowiłam również się wybrać. W któryś z weekendów, które spędzaliśmy w domu – pojawiliśmy się więc w Dziecioladzie. Akurat oprócz nas – nikogo nie było. Pierwsze wrażenie? Dość przestronnie. Drugie wrażenie? Rzucił się w oczy podział stref. Małpi gaj jest osobno, kącik do zabawy osobno, stoliki dla maluchów są obok stolików dla dorosłych. Jest również biblioteczka, można coś z dzieckiem sobie poczytać.

To druga klubokawiarnia z małpim gajem, którą poznałam we Wrocławiu (pierwszą opisywaliśmy w tekście Wrocław: gdzie rodzice mogą pójść na kawę… z dzieckiem?) i muszę przyznać: Mały Człowiek oczywiście był zachwycony, wyszalał się, wyskakał i nabrał apetytu na coś pysznego z ich menu. Próbowaliśmy naleśników, gofrów, kawy – pysznie, świeżo, estetycznie, przyjaźnie maluchom. 

Miejsce jak najbardziej dostosowane dla maluchów, można przyjść na kawę, podczas gdy dziecko bawi się, w międzyczasie może też coś przekąsić. Kolorowo, przestronnie, z dość obszernym menu. Lokalizacja może i odrobinkę nie po drodze ani nawet w pobliżu, jednak wrócimy tam jeszcze bez wątpienia. 🙂 

***

We wszystkich trzech przypadkach mamy dobrą kawę, coś słodkiego (na dodatek różnorodnego, bo jest rotacja w menu!) i całkiem fajną przestrzeń. W Dziecioladzie funkcjonuje opłata za korzystanie z małpiego gaju, uzależniona od czasu zabawy. W Ciepło zimno ciasta i desery kuszą tak bardzo, że można bez oporów zamawiać na jakieś okazje. W Port Cafe można złapać oddech, w skupieniu popracować albo wystawić się na słońce z lemoniadą, korzystając z ich leżaków. W każdym z tych miejsc rodzice z dziećmi znajdą coś dla siebie, zarówno całą rodziną, jak i we dwoje, na wychodnym. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top