#książkacomiesiąc w czerwcu: Mieszkaj pięknie!

I stało się. Zgodnie z postawionym sobie w grudniu celem – co miesiąc będę publikować recenzję jednej książki, którą udało mi się skończyć czytać w miesiącu poprzednim. W każdy pierwszy piątek miesiąca pojawia się taki właśnie wpis. Dlaczego? Powodów jest tak naprawdę kilka. 

Każdy z nich sprowadza się do jednego: czuję niedosyt. Czytam zbyt mało. Zdecydowanie za mało. Chciałabym o wiele, wiele więcej. Patrzę na książki, zapisuję sobie w pamięci i nigdy po nie już nie sięgam – bo nie mam czasu, energii, powodu, chęci. 

***

Zdarzają się książki, po które sięgamy niemal odruchowo, gdy tylko zobaczymy tytuł. Zdarzają się też takie, na których premierę czekamy z niecierpliwością ogromną. Później czytamy zachłannie pierwszy raz, później kolejny, jeszcze kolejny a sama książka zajmuje miejsce na naszej półce. Albo wręcz przeciwnie – czytamy raz, niekiedy z trudem i odkładamy ją na bok, ewentualnie oddajemy komuś innemu. Bo nas rozczarowała. Przyznam, że często mi się to zdarza.

Po przeczytaniu każdej książki decyduję: czy coś wniosła, czy mnie zainteresowała, czy chętnie do nie jeszcze wrócę?

Mieszkając w wynajmowanym mieszkaniu – mamy świadomość tego, że podłoga nam się nie do końca podoba, że sami wybralibyśmy zupełnie inną. Jesteśmy również świadomi tego, że brakuje nam naszych kolorów ścian, które sami byśmy dobierali, pod siebie i nasze upodobania. Wiele elementów z pewnością wybralibyśmy zupełnie inaczej. Poczynając od układu mieszkania – na płytkach łazienkowych, kończąc. I to jest zupełnie naturalne. Bo tworząc swój dom, tworzymy go pod siebie. Niekoniecznie pod zdjęcia na Insta. Niekoniecznie pod panujące trendy, które za moment się zmienią. Niekoniecznie pod opinie innych.

Książka Mieszkaj pięknie Jagody Kutkowskiej, przykuła moja uwagę chyba gdzieś w otchłaniach Instagrama. Zamówiłam i czekałam, kiedy będzie do odbioru w salonie. Po odbiorze niemal od razu zaczęłam czytać, nosiłam ją kilka dni w torbie – kartkując przy kawach między spotkaniami lub w drodze na nie. W końcu odłożyłam ją na półkę i podczytywałam w domu, z dużymi przerwami. Nie wciągnęła mnie, nie zaskoczyła, nic nowego nie uczyła, niestety… 

Przeczytałam: przede wszystkim nie zagracaj mieszkania. Czyli coś, co wiem, co pokazuję i co rozumiem w stu procentach. Poczytałam też o łączeniu kolorów i wzorów, co nieco o przestrzeni w przedpokoju, wyborze lamp i urządzaniu miejsca pracy w domu. Z każdą kolejną stroną, z każdym kolejnym tematem – utwierdzałam się tylko w przekonaniu, że wszystko wiem. Innymi słowy czytanie nie przyniosło dla mnie nic odkrywczego. Marki, kadry, triki – wszystko poznane już osobiście lub widywane na Instagramie. 

Instagram. No właśnie. W czasach, gdy wystarczy wklepać odpowiedni hashtag – przekładanie tej tony inspiracji do książki, moim zdaniem odrobinę mija się z celem. Przynajmniej w moim odczuciu, kiedy to wszystko widzę na Insta, sięgam po książkę z nadzieją na przeczytanie czegoś nowego i widzę tam dokładnie to samo, co na tymże Insta obserwuję.

Dla kogo ta książka?

  • dla osób, które nie używają Instagrama i Pinterestu,
  • dla osób, które kompletnie nie znają się na wnętrzach,
  • dla osób, które nie mają wyczucia i określonego gustu,
  • dla osób, które nie mają absolutnie żadnego pomysłu na przestrzeń dookoła siebie,
  • dla osób, które chciałyby coś zmienić w swoim otoczeniu ale nie mają na to pomysłu.

Co znajdziemy w książce?

  • piękne zdjęcia wnętrz,
  • gotowe pomysły na konkretne pomieszczenia,
  • kolory i wzory do zestawiania ze sobą,
  • listy sklepów i miejsc w sieci, gdzie warto szukać gotowych produktów lub inspiracji.

A teraz zupełnie szczerze – czy warto?

Jak dla mnie, tak zupełnie osobiście – nie. Absolutnie nic nie wniosła w moje życie, niczego nie nauczyła, nic nie zmieniła. Ale mam na uwadze, że jest całe mnóstwo ludzi, którzy nie wiedzą tyle, co ja, nie śledzą nowinek czy inspiracji. Albo tak po prostu – nie są świadomi chociażby tego, że mniej znaczy więcej. I że zagracanie jest bleee. Albo że pewnych wzorów nie warto łączyć. Naprawdę nie każdy musi to wszystko wiedzieć. To świetny podręcznik dla tych, którzy w podobnej tematyce nie umieją się odnaleźć. 🙂

Dlatego uważam, że jak najbardziej – jest grupa osób, dla których ta książka będzie jak najbardziej trafiona, ciekawa, coś wnosząca. Ja do tej grupy absolutnie nie należę. Gdybym miała polecić komuś ten tytuł – wskazałabym go z pewnością wszystkim niezdecydowanym, niepewnym swoich wyborów, gustu, nie znających w zasadzie żadnych trików czy zasad urządzania wnętrz. Innymi słowy: osobie totalnie początkującej, która od podstaw musi zacząć.

***

Czasami po jakąś książkę trzeba sięgnąć, żeby dowiedzieć się jednego: wiele już wiemy. Zdarza się, że mamy wielką nadzieję nauczyć się czegoś nowego ale dochodzimy do wniosku, że planowanej nowej wiedzy czy umiejętności – w dany sposób nie uzyskamy. Z banalnego powodu! Bo już je posiadamy! Bo wiemy i umiemy więcej niż potencjalny odbiorca, chociażby takowej książki. Wtedy rodzi się pytanie: czego jeszcze możemy się dowiedzieć, nauczyć? 

I wówczas sięgamy po kolejne pozycje książkowe, po kolejne sposoby, kolejne możliwości. O to przecież chodzi! By nie stać w miejscu, sięgać po więcej, uczyć się i rozwijać. Nie poprzestawać na tym, co już wiemy i znamy. Niekiedy wychodzić poza swoją strefę komfortu, stawiać na siebie i swoje małe wielkie marzenia, drobne cele – prowadzące do gigantycznych efektów. Nie przestawajmy, nigdy! Nie przestawajmy się rozwijać wciąż i wciąż, czerpiąc z życia i możliwości… ile wlezie, do oporu, do skutku! 🙂 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top