Urządzamy mieszkanie: a może coś totalnie innego?

Wydawać by się mogło, że z naszym zamiłowaniem do minimalizmu czy jasnych kolorów – tak właśnie będzie wyglądał nasz wymarzony, wyczekany dom. Biel, szarości, przestrzeń i meble na nóżkach, dodające dodatkowo lekkości pomieszczeniom. W dobie Instagrama mogłoby się też wydawać, że wszystko musi być spójne, perfekcyjnie dobrane – ile pomieszczeń byśmy nie przeszli, wszystkie identyczne urządzone, w tym samym stylu i kolorystyce.

Nic bardziej mylnego! Zastanawialiście się kiedyś: po czym poznać dobrze urządzony dom lub mieszkanie? My mamy na to prostą – banalnie! – odpowiedź. Jeśli któregoś dnia wpadnie Wam do głowy przenieść regał z salonu do sypialni albo z przedpokoju do gabinetu i będzie pasował do nowego miejsca – macie TO. Macie mądrze urządzone wnętrza.

***

Oczywiście jest to nasze subiektywne zdanie, co ważniejsze – u nas to się po prostu sprawdza. Komoda, która stoi w przedpokoju, bez problemu mogłaby trafić teraz do pokoju Małego Człowieka i pasować. Stolik, który do niedawna służył właśnie w tym pokoiku – teraz z powodzeniem pełni rolę stolika kawowego w salonie. I wszystko gra!

Aby wszystko ze sobą fajnie grało, wcale nie musi być z tej samej serii, czy sklepu. Absolutnie!

Aktualnie mamy białą kuchnię z drewnianymi blatami – a w salonie białe meble z drewnianymi nóżkami. Stół też biały ale krzesła już z kolei dwa ciemnoszare z ciemnymi nóżkami, dwa białe z jasnymi nóżkami. Narożnik szary, komoda biała z ciemnymi uchwytami. Szafa w zabudowie w przedpokoju jest drewniana z lustrami. Wszystko łączą właśnie te drewniane elementy – większe lub mniejsze, skomponowane poniekąd z bielą. 

Gdybyśmy – na przykład – chcieli przenieść później ten wystrój do innego mieszkania lub domu, nie byłoby to szczególnie trudne. Do bieżącego umeblowania bez problemu moglibyśmy dodać kolejne moduły tej samej ikeowskiej serii albo coś zupełnie innego. Jednym z naszych bliskich planów jest witrynka do pokoju dziennego, mamy na nią wyznaczone miejsce, przesądzona jest już nawet jej zawartość. Kwestia odpowiedniego momentu i wyboru.

A gdyby tak… minimalizm i skandynawski styl połączyć z czymś zupełnie innym?

W pierwszym odruchu wyszukałam sobie kilka witrynek białych. Biała z szufladami na dole i oszkloną górą, z półeczkami. Biała z drewnianymi półkami na całości, oszklonymi drzwiczkami. Biała z drewnianymi nóżkami i uchwytami. I kilka innych. Białych, oczywiście. Jednolitych, w prostej formie, uniwersalnych i pasujących do obecnego wystroju. Aż w końcu wpadł nam do głowy zupełnie inny pomysł i postanowiliśmy znaleźć coś w nieco innym stylu, co będzie nam fajnie pasować – mimo tej inności.

Meble Forte oczywiście kojarzyłam już dużo wcześniej. Przyznaję – nie przeglądałam ich oferty jakoś szczególnie, dopiero teraz przy okazji poszukiwań wspomnianej witryny, przyjrzałam im się bliżej. Pierwsze wrażenie? Nie nasz styl. Drugie wrażenie? Całkiem fajne te niektóre mebelki! Trzecie wrażenie? No dobra, ta jedna witryna skradła moje serce. Doszczętnie. 

(zdjęcie: forte.com.pl)

Trochę inna niż to, co u nas można podejrzeć na co dzień, prawda? Jednak niemal od razu zobaczyłam oczyma wyobraźni w przedpokoju, w miejscu obecnej komody. Ta komoda trafiłaby wówczas do pokoju Małego Człowieka (i tak planowaliśmy jakąś podobną tam wstawić) i tyle. Wracając do komody – w niej skrywane książki, pudełka z pamiątkami i część zastawy, którą używa się rzadziej niż codziennie.

Nad nią i obok niej – na ścianie – nasze ukochane obrazy, grafiki, zdjęcia. Pod nią niewielki dywanik.

Wieczorami mogłaby być podświetlana, zastąpiłaby inne źródło światła po zmroku. Witałaby wchodzących do domu, swoją elegancją i wrażeniem przytulności, które zdaje się roztaczać. Później widziałabym ją w salonie naszego domu, pomiędzy jadalnianym stołem a kominkiem, dzielnie dźwigającą na swoich półkach nasze pamiątki i skarby. To jeden z tych mebli z duszą – na który patrzymy i widzimy historię, którą możemy na nim zapisać. To jeden z tych elementów, bez którego z czasem nasze wnętrza wydawałyby się puste – bo przywyklibyśmy do jego obecności.

***

Urządzanie domu – czy to od podstaw, kompleksowo, czy też stopniowo wprowadzając kolejne zmiany w obecnym już wyglądzie – to zawsze rodzaj przygody. Od żmudnych poszukiwań, przez trudy wyboru, na efekcie kończąc. I ten właśnie finalny efekt, wcześniej oczekiwanie na niego – budzą jakieś emocje. Pozytywne oczekiwanie i pytania: jak to będzie? Czy polubimy się ze zmianą, czy się do niej przyzwyczaimy? Czy to będzie ta ostateczna? Czy może jedynie tymczasowa, na drodze do kolejnych? 

Jedno jest pewne! Nie warto zamykać się na zmiany i możliwości inne niż te nam najbliższe, lubiane. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z meblami w stylu skandynawskim – zestawić coś industrialnego. Nic nie może nas powstrzymać przed tym, żeby przy jadalnianym stole mieć sześć krzeseł, każde z innej parafii. Długo się nad tym zastanawiałam ale postawienie na dwa zupełnie różne kolory tego samego modelu krzeseł – było naprawdę dobrą decyzją i absolutnie jej nie żałujemy. Warto się przełamywać, serio! 🙂 Mieszajmy style, miksujmy wzory, próbujmy czegoś nowego. Stawiajmy na ciekawe rozwiązania, które nas urzekają i intrygują. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top