#książkacomiesiąc w maju: Slow life. Zwolnij i zacznij żyć

I stało się. Zgodnie z postawionym sobie w grudniu celem – co miesiąc będę publikować recenzję jednej książki, którą udało mi się skończyć czytać w miesiącu poprzednim. W każdy pierwszy piątek miesiąca pojawia się taki właśnie wpis. Dlaczego? Powodów jest tak naprawdę kilka. 

Każdy z nich sprowadza się do jednego: czuję niedosyt. Czytam zbyt mało. Zdecydowanie za mało. Chciałabym o wiele, wiele więcej. Patrzę na książki, zapisuję sobie w pamięci i nigdy po nie już nie sięgam – bo nie mam czasu, energii, powodu, chęci. 

***

Pamiętacie jeszcze listę 30 książek do przeczytania, którą swego czasu stworzyłam? I chociaż ostatnio staram się czytać naprawdę sporo, z mojej półeczki wstydu ubywa kolejnych pozycji, które udaje mi się skończyć – na tej liście wciąż większość to te nieprzeczytane. Co mnie jednak niesamowicie cieszy? Że każda z książek, po które w tym roku zdążyłam już sięgnąć – coś wniosła. I to w każdym przypadku na tyle, że te tytuły zostały na półce, z powkładanymi zakładkami, notatkami na karteczkach i perspektywą na powroty do czytania. Ponownego – by ocenić, co od ostatniego czytania się zmieniło.

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć na tej wspomnianej wyżej liście również się wówczas znalazła. Cieszę się, że w końcu udało mi się po nią sięgnąć! Przeczytałam ją niemal błyskawicznie, mimo że wiele rozdziałów kilkakrotnie nawet, powtarzałam. To jedna (znów!) z tych książek, w której w zasadzie co kilka stron znajduję fragment godny uwagi, zapamiętania, zaznaczenia. Kilka sformułowań utkwiło mi w pamięci zdecydowanie na dłużej, można ze spokojem powiedzieć: na zawsze. Szczególne znaczenie ma dla mnie fragment wywiadu autorki z Alexandrą Franzen:

Kiedy mam zupełnie bezproduktywny dzień, mówię sobie: Ten dzień się jeszcze nie skończył!, i zobowiązuję się dokończyć chociaż jedno drobne zadanie przed końcem dnia. Jedna mała rzecz jest lepsza niż nic!

Niesamowicie inspirujące słowa! Właśnie taki drobiazg na pozór – wiele wniósł. Bo wprowadziłam taką zasadę w życie. W banalnie prosty, nieodczuwalny wręcz, sposób. Zapisałam sobie to na samoprzylepnej karteczce i przeklejam ją teraz w plannerze na każdy kolejny tydzień. Kiedy zerkam danego dnia i widzę, że z listy iluś rzeczy do ogarnięcia – nic tak naprawdę nie udało mi się skończyć, robię cokolwiek. Coś zaplanowane na inny dzień. Coś w ogóle niezaplanowane ale do zrobienia w czasie bliżej nieokreślonym. Po prostu coś robię, żeby było zrobione, odhaczone i tyle.

I już za sam ten jeden detal tą książkę pokochałam! A takich detali nazbierało się w trakcie czytania całe mnóstwo.

Dla kogo ta książka?

  • dla zabieganych,
  • dla tych, którzy nie potrafią (albo nie chcą) odpoczywać,
  • dla tych, którym czas dosłownie przecieka przez palce,
  • dla tych, którzy nie umieją wyznaczyć sobie priorytetów,
  • dla tych, u których granica między pracą a życiem prywatnym się zatarła.

Co znajdziemy w książce?

  • bodziec do zmian – nie tylko tych drobnych, również całkiem sporych,
  • inspirujące wywiady – na przykład z Olą Budzyńską (Panią Swojego Czasu),
  • ciekawe (i banalnie proste!) ćwiczenia, które inspirują i pomagają otworzyć się na zmiany.

A teraz zupełnie szczerze – czy warto?

Warto. Dla każdego uśmiechu nad zdaniem, które go spowoduje. Nad każdą gorzką refleksją, gdy czyta się niemal o sobie. Bo gdy czyta się coś czarno na białym – od razu inaczej się do tego podchodzi, od razu jest jakoś tak… brutalniej. I niemal od razu przychodzą wnioski, zaraz po nich przychodzą działania. Fajnie jest widzieć efekt niemal od razu. Oczywiście nie efekt piorunujący swoim rozmachem. Efekt w postaci jakichś kroków, czy też kroczków – działania, chęci, motywacji. Brzmi banalnie? Niekoniecznie!

Trzeba przeczytać, wysnuć wnioski i to poczuć. Tak po prostu. Wiele z tego, co czytałam w kolejnych rozdziałam – już wiedziałam. Zdawałam sobie z tego sprawę. Jednak co innego poczynić jakieś tam sporadyczne refleksje czy pojedyncze wnioski a co innego przeczytać wszystko zebrane w całość, w jasny i przystępny sposób. Rzucę przykładem fragmentu, który był takim zimnym kubełkiem wody na głowę i zmienił już nawet nie odrobinę, co całkiem sporo w mojej codzienności, za co jestem niezmiernie wdzięczna: 

Bądź realistką. Oszacuj, ile czasu będzie ci potrzebne na wykonanie każdego z zadań, a potem pomnóż ten czas przez 1,5. Dla bezpieczeństwa – zwykle niedoszacowujemy czasu potrzebnego na tę czy inną aktywność. Wyszło piętnaście godzin? Twoja lista jest zdecydowania za długa!

***

Nie bądź na siebie zła, jeśli twoje postępy w sztuce odpoczynku będą przychodzić powoli, jeśli coś pójdzie nie tak. To nie jest kolejny projekt, który musisz zaliczyć na maksymalną liczbę punktów i w jak najkrótszym czasie. Znalezienie własnego rytmu następuje metodą prób i błędów i wymaga czasu. Jeśli będziesz robić sobie wyrzuty, pozbawisz cały proces nie tylko przyjemności, ale i sensu. To kolejny fragment, który z wielką przyjemnością przytaczam – bo kolejny z tych, które mają dla mnie znaczenie. 

Umieć odpoczywać to sztuka. Na dodatek taka, której ja jeszcze nie posiadłam. Mamy dni offline, mamy dni bez pracy, tylko dla nas. Zdarza mi się nic nie robić w podróży, podczas gdy B. prowadzi a Mały Człowiek śpi. Przy czym przez to nicnierobienie mam tutaj na myśli tylko nie zajmowanie się niczym. Nie czytam wówczas, nie pracuję, nie grzebię w sieci. Ale mimo to nie odpoczywam. Bo jestem ciągle czymś zajęta. Myślami wciąż przy czym, gdzieś.

I to właśnie chciałabym zmienić. Mam nadzieję, że wprowadzenie w swoją codzienność tego, co odnalazłam dla siebie w tej książce – pomoże mi pójść w dobrym kierunku. Książka oczywiście zostaje z nami. Na półeczce tych, które naprawdę coś dla mnie znaczą. I będę wracać, oj będę!

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

4 Responses

    1. Racja i to nadodatek jest bardzo naturalne bo strona jest czytelna co rzadko bywa przy blogach bo są wręcz przeladowane wszystkim. Tutaj jest kojąco spokojnie i prosto. Świetna robota.

      A książkę kojarzę i może kiedyś się ne skoro tak dobra. 🙂

  1. Racja i to nadodatek jest bardzo naturalne bo strona jest czytelna co rzadko bywa przy blogach bo są wręcz przeladowane wszystkim. Tutaj jest kojąco spokojnie i prosto. Świetna robota.

    A książkę kojarzę i może kiedyś się ne skoro tak dobra. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top