Trudny temat: jeszcze komunia czy już wesele?

Od jakiegoś czasu dość intensywnie działamy w branży ślubnej – i to nie ze względu na zbliżające się nasze wesele! Ci, którzy obserwują nas na Instagramie czy Facebooku, już zdążyli dowiedzieć się o odłączeniu tematyki ślubnej stąd i przeniesieniu jej na slubposwojemu.pl. W związku z tym (i nie tylko!) nasza praca zaczęła się również opierać na kontaktach z różnego rodzaju wykonawcami tej branży. A co to ma wspólnego z Komunią?

Otóż… praktycznie wszystko! Przyznaję, że na ostatniej I Komunii byłam lata temu – nie spodziewałam się jednak, że aż tyle się od tamtego czasu pozmieniało. O ile prezenty zadziwiały mnie – z relacji znajomych – już dawno, o tyle cała ta otoczka zszokowała mnie dopiero w tym roku. Wiem, wiem – zreflektowałam się później niż większość, jak mniemam.

***

Ale do rzeczy! Przygotowując ślub i wesele, istnieje kilka kwestii, które warto zaplanować ze szczególną uwagą i wyprzedzeniem. Pisałam już kilkukrotnie o tym, że takie zaproszenia czy winietki można zamówić sobie i z rok wcześniej. Lepiej mieć odhaczone, niech leżą. Fryzura, makijaż – też fajnie jest pójść na próbne, żeby w dniu ślubu nic nie zaskoczyło – negatywnie, oczywiście. Warto zastanowić się nad wieloma detalami, które dają efekt finalny. W końcu to nasz ślub, chcemy by było po naszemu, dla nas i w ogóle: jak najpiękniej! Prawda?

Bardzo podobnie obecnie sprawa ma się z… I Komunią Św. Kiedy jakoś rok temu widziałam w lutym (!) na lokalnym forum histeryczne pytanie o lokal na komunię – bo podobno wszystkie były już porezerwowane – uznałam, że to zwyczajna przesada. Ot, ktoś wybrzydza. Albo nieumiejętnie szuka. Albo coś w ten deseń.

Dopiero teraz wiem, że to wcale nie musiała być przesada. Ba! Pewnie nawet nie była. Bowiem restaurację na komunię rezerwuje się nawet dwa lata wstecz! Jeśli chcemy mieć, w czym wybierać – dwa lata to minimum. Czyli w sumie jak na wesele. Oczywiście można i znaleźć coś na trzy miesiące przed terminem (zarówno w przypadku ślubu, jak i komunii), wówczas jednak mamy zdecydowanie mniejsze możliwości. A kto by chciał tak ryzykować, przecież miejscówka to podstawa!

Ale pójdźmy dalej. Zaproszenia ręcznie robione to już niemal standard w branży weselnej. Twórcy prześcigają się we wzorach, inspiracjach różnymi stylami a ceny opiewają na kilka, kończąc nawet na kilkunastu złotych. Na komunie również! Ba! Na chrzciny też! Teraz takie ręcznie wykonywane, w pełni personalizowane zaproszenia – można kupić na każdą, absolutnie każdą, okazję! I fajnie. Bo to naprawdę fajna sprawa, zwłaszcza że ciekawie spersonalizowane zaproszenie na jakąś szczególną okazję – może stanowić fajną pamiątkę. My skorzystaliśmy z takich przy drugich urodzinach Małego Człowieka i szalenie miłe jest po takim czasie widzieć je na półce u Dziadków czy lodówce u przyjaciół.

Ale pójdźmy dalej. Standardem komunijnym są już – o dziwo! – winietki. Rodzice takiego młodego człowieka, który przystępuje do I Komunii Św., usadzają bliskich według swoich upodobań, niezależnie od ilości gości. Hmm. Czy to jest naprawdę potrzebne? Rozumiem potrzebę winietek na weselach. Niemal od razu przychodzi mi na myśl widok gości pędzących czym prędzej do stołu by zająć wolne miejsca z kategorii “lepszych” lub pojedyncze krzesła, które zostają – po takim swobodnym wyborze. Ale winietki na tak małej, kameralnej imprezie – to już chyba nie jest priorytet?

O ile winietki można jeszcze zrozumieć – bo jakieś tam rozsądne argumenty by się znalazły – to pomysł podziękowań dla gości jest już co najmniej dziwny. Całkiem niedawno zaczęłam robić dokładny research dotyczący pomysłów na podziękowanie za przybycie gościom weselnym – i gdy natrafiłam na te w wersji komunijnej, nieco się zdziwiłam. Od czekoladek, przez magnesy z podobizną Jezusa – na ciasteczkach w kształcie komunijnej alby, kończąc. Pomijam już koszt – warto zastanowić się, czy gościom taki upominek w ogóle jakkolwiek posłuży? Już w kwestii upominków weselnych warto się zastanowić. Niektóre propozycje są naprawdę przedziwne.

Z perspektywy czasu widzę, że na przyjęciu po ślubie cywilnym – dwa upominki to było za wiele. Wówczas w grę wchodziło jednak kompletne niezdecydowanie i wyścig z czasem, dlatego postanowiliśmy podarować oba. Bo co mielibyśmy z nimi zrobić? 😉

Człowiek uczy się na błędach, najowocniej na własnych i między innymi dlatego na weselu będziemy mieć tylko jeden upominek, winietek za to… wcale. Ale nie o tym dzisiaj! Wracając do tematu: upominki dla gości komunijnych są zbędne nie tylko dlatego, że zupełnie nieprzydatne. Są zbędne również z wielu innych powodów. Kolejnym kluczowym jednak jest to, że obecni z naszym dzieckiem tego dnia, bliscy – zrobili to przecież z własnej woli, chcieli widocznie z Wami być, chcieli współuczestniczyć w tym wydarzeniu. Nie trzeba im za to w tak ostentacyjny sposób, dziękować. Położenie upominku przy nakryciu to jeszcze subtelna wersja. Spotkałam się już z wręczaniem ich przez dziecko, które przy tym każdemu z osobna, dziękuje…

Litości!

Dlaczego wyrządzamy to własnemu dziecku w jego wielkim, naprawdę ważnym duchowo, dniu? Dlaczego z tego dnia robimy jakiś teatrzyk? To właśnie to dziecko jest w tym dniu ważne, nie ciotki i wujowie, którzy łaskawie się pojawili. Nie umniejszajmy więc roli tegoż dziecka! Gdyby nie ono i przyjęty przez nie sakrament – i tej rodzinki przy stole nie miałoby nawet po co być… Tym samym zbliżamy się do kolejnego istotnego tematu. Goście.

Tak jak się to robi przy weselach, tak też już praktykuje się przy komuniach – zapraszanie kogo popadnie, bliższych i dalszych krewnych. Nie tych, z którymi chcemy w ten dzień być ale tych, którym chcemy się pokazać (bo przecież komunia jak z obrazka!), których nie widzieliśmy od X lat ale “wypada” wysłać zaproszenie. W ten sposób z komunii robi się małe wesele – albo i całkiem spore! – a nasze dziecko połowy nawet gości zwyczajnie nie kojarzy… Zna ich ze słyszenia, wiedziało o nich ale nie czuje z nimi żadnej więzi. Nie wiadomo nawet, za ile lat znów przyjdzie im się spotkać. Oh. I po co to?

I ta cała otoczka – widoczna zwłaszcza w przypadku dziewczynek. Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, gdzie do fryzjera przyszła kilkulatka z mamą i babcią na próbne fryzury przed komunią… Szły prosto z manicure. Wszystkie trzy. Obłęd! W zasadzie to jedna z tych sytuacji, które skłoniły mnie w ogóle do napisania tego tekstu. Bo skoro temat komunii w tym roku nas bezpośrednio nie dotyczy, to jakoś nie paliłam się do pisania o tym. Ale gdy zebrać wszystkie ostatnie doświadczenia i przemyślenia – warto jednak je tu przelać. Bo dlaczego matki – w pełni świadomie – robią ze swoich małych córeczek wypindrzone matrony i to w tak ważnym dla tych dzieci, dniu? Dniu, w którym te niewinne dziewczyneczki idą w białych sukieneczkach, w wianuszkach, przyjmują sakrament i… wyglądają niczym małe Panny Młode. Dla mnie to zwyczajnie smutne. I chociaż póki co mam jedynie syna – nie wyobrażam sobie puścić tak córki do Pierwszej Komunii Św., w zasadzie nie wyobrażam sobie wypuścić dziewczynki w tym wieku nigdzie w takim stanie.

I oczywiście prezenty. Powieje banałem, podobne porównania pewnie już nieraz czytaliście. Ale… pamiętam czasy naszych komunii, kiedyś. Lat niespełna dwadzieścia temu. Rower był szczytem marzeń, zegarki niemal standardem. Koperty, których zawartości większość dzieci nawet (podobno) nigdy później nie widziała. Okej, było i minęło. I nie wróci. Mamy inne czasy, owszem. Mamy więcej pieniędzy, więcej możliwości, większy wybór i w ogóle. Wszystkiego jest zdecydowanie więcej. Zdecydowanie wyższy jest również poziom konsumpcjonizmu, jaki wpajamy swoim dzieciom. To my – rodzice, to my – dziadkowie czy inni bliscy, podnosimy tak wysoko poprzeczkę w kwestii prezentów czy poziomu, na jakim mają się odbywać rodzinne uroczystości. To wszystko w ogromnym stopniu zależy od nas.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie da się dziecka przed wszystkim uchronić. Jednak stawiając dość rozsądne granice – będziemy mogli obserwować, jak dziecko cieszy się z obecności bliskich i symbolicznego prezentu. Bo nie stawiając granic – można być pewnym tego, że przyjdzie moment przykry dla obu stron: bliscy przyniosą za “mały” prezent, dziecko się obrazi i będzie zawiedzione a ci bliscy poczują się upokorzeni. Tak po prostu, tak zwyczajnie. 

Co obecnie daje się w prezencie komunijnym?

Oh, to dopiero temat rzeka! Dla przykładu: stoję sobie ostatnio w korku, w radio reklama sklepu z elektroniką. A tam promocja! Promocja na prezenty komunijne: laptopy, tablety i… drony! Dla kolejnego przykładu: zapytałam z ciekawości znajomych, ile się teraz daje w kopertę na komunię? Dwa tysiące! Bo to chrzestni! Bo mniej to nie wypada! O matko i córko. Ale serio? Toż to na wesela daje się zazwyczaj mniej… Chociaż temat weselnych kopert to akurat odrębna historia. Dla kolejnego przykładu: kiedyś widziałam dyskusję, której początek dał post matki chrzestnej. Chciała wziąć abonament na dwa lata by dostać “za złotówkę” najnowszego iPhona. Chrześniak chciał taki telefon na komunię i koniec kropka. Nie było ją stać na taki prezent, wymyśliła więc abonament. Innymi słowy spłatę tego telefonu przez kilka lat… A tak w zasadzie, co by się stało w przypadku, gdyby ten chrześniak tego telefonu nie otrzymał? Skąd ta ogromna presja by za wszelką cenę spełnić zachciankę? Nie do pojęcia.

***

Plan usadzenia gości, próbny makijaż, próbna fryzura, grube koperty i strojna suknia. Wbrew pozorom – nie chodzi o Pannę Młodą. Chodzi o kilkuletnie dziewczynki. Wbrew pozorom – nie chodzi o huczne wesela. Chodzi o komunie. Gdzieś w tym wszystkim zapomina się, po co jest ten dzień, kto jest w nim najważniejszy i dlaczego powinno się przeżywać go z najbliższymi, nie z tymi “bo wypada”. 

Nie przekonuje mnie argument: bo wszyscy tak robią, bo takie są realia. Nie przekonuje mnie też argument: nie chcemy by nasze dziecko było gorsze od innych. O ile uroczysty obiad w restauracji, zamiast w domu – rozumiem (warunki mieszkaniowe nie każdemu pozwalają na organizację w domu), o tyle całą tą sztuczną otoczkę już nie. Nie dajmy się zwariować, nie ulegajmy presji, nie musimy być jak wszyscy. Bo fakt, że coś robią wszyscy – wcale nie świadczy o jego zasadności. Pamiętajmy o tym. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

5 Responses

  1. Nierozumiem osob które posyłaja dzieci do komunii tylko na pokaz i dla ludzi a przygotowanie do Komunii to dla nich zło konieczne i przumus. Ta kwestia jest dla mnie najdziwniejsza, a częsta w dzisiejszych czasach. Jaki jest sens takiego sakramentu skoro w codziennym życiu nie praktykujemy życia w wierze i gdy dziecko przyjmnie już Komunie to nie bedziemy nawet na niedzielnych mszach.

  2. Kuzynka rok temu dostala na komunie laptopa, zlotą biżuterię, telewizor na pół sciany. A najbardziej cieszyła się z… Małego, kompaktowego,. Fioletowego aparatu cyfrowego od nas. Bo będzie mogła w końcu sama robić zdjęcia! Jest rozpieszczona, ma co chce, a najbardziej cieszyła się z drobnego, wcale nie drogiego prezentu na który złożyliśmy się z moimi rodzicami. Chyba nawet jej rodzicom sporo to wtedy dało do myślenia

  3. Tak jak we wszystkim tak i tu ludzie sami sobie gotują takie sytuacje. Bo wyścig kto zrobi drożej, da więcej, bardziej się postawi. Masakra i nic więcej

  4. Tak jak we wszystkim tak i tu ludzie sami sobie gotują takie sytuacje. Bo wyścig kto zrobi drożej, da więcej, bardziej się postawi. Masakra i nic więcej

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top