Jak przetrwać na placu zabaw? Poradnik dla początkujących rodziców

Przyszła wiosna – a w zasadzie wręcz lato! – i wraz z nią przyszło poruszenie na placach zabaw. Zapełniły się stosunkowo szybko, dziecięcy gwar niesie się ulicami, po osiedlach – oznajmiając światu, że sezon w pełni. Sezon na czas spędzany w piaskownicach, na zjeżdżalniach i w innych, podobnych im – przybytkach. Korzystamy i my, spacery urozmaicamy obecnością na placach różnych, zazwyczaj naszych osiedlowych.

Każdy jest nieco inny, Mały Człowiek w zdecydowany sposób zazwyczaj umie określić, gdzie chce się pobawić. Wędrujemy, eksperymentujemy, bawimy się, śmiejemy, czasami poznajemy inne dzieci i rodziców, niekiedy spotykamy tych już nam znanych. Czy na placu zabaw można… odpocząć? Można. Czy na placu zabaw można nauczyć się czegoś razem z dzieckiem? Można. Czy na placu zabaw można przetrwać? Zdecydowanie można. 

***

Jak sobie pościelisz – tak się wyśpisz. Znacie to powiedzonko? Z wyprawami na plac zabaw jest dość podobnie. Jak się przygotujemy, jak do tego podejdziemy – tak to przeżyjemy. To od nas w największym stopniu zależy, czy będzie to czas spędzony z dzieckiem – czy też może obok dziecka? Czy będziemy biernymi obserwatorami, ewentualnie komentatorami, doradcami – czy może aktywnymi współtowarzyszami? 

Przyznaję, że chciałabym być obecna w sposób możliwie najbardziej aktywny absolutnie zawsze. Towarzyszyć Małemu Człowiekowi w odkrywaniu świata. Nie zapominam jednak, że czasami muszę wcielić się również w rolę obserwatora, odsunąć się w cień, dać szansę na samodzielność, kreatywność, zacieśnianie relacji z rówieśnikami.

I to w sumie również lubię! Od początku uwielbiałam spacery z Małym Człowiekiem. Najpierw z wózkiem, z biegiem czasu pokazywanie jemu świata z perspektywy spacerówki, pierwszych nieporadnych kroków, biegania za nim w późniejszym czasie. Teraz o wózku już dawno zapomnieliśmy, wszędzie prowadzą nas nogi. I to też jest fajne! Kiedy czasem zerkam do aplikacji i widzę, ile kilometrów przeszliśmy we dwoje – aż dziw bierze, że takie małe ciałko potrafi pokonać takie dystanse. 

Gdybym miała wybierać – zdecydowanie bardziej wolę spacery niż plac zabaw. Serio, serio. Wolę się nachodzić niż siedzieć na takowym placu.

A jak przetrwać w takim miejscu? Jak się przygotować, żeby nic nas nie zaskoczyło? Otóż rozwieję wątpliwości – nie da się zapobiec wszystkiemu, nie da się przewidzieć wszystkiego. Można jednak – na szczęście – próbować możliwie najlepiej się przygotować na różne ewentualności. Zebrałam więc kilka rad, przydatnych zapewne zwłaszcza tym rodzicom, którzy dopiero zaczynają przygodę z placami zabaw. Niektóre całkiem na poważnie, niektóre z przymrużeniem oka. Każda jednak na swój sposób istotna: 

  • Potrzebna jest wygodna, spora torba, najlepiej jakaś płócienna – ot, zwyczajna torba. W moim przypadku to akurat zwykła szmaciana torba reklamowa od jednego z partnerów. Gdyby coś jej się przydarzyło i się zniszczyła – niewielki żal. Gdyby się wybrudziła – wrzucam do pralki i jest czysta. Mieści wiele, można ją wygodnie nosić na ramieniu i położyć gdziekolwiek, bez obaw o ewentualne zniszczenie. Nie warto (naprawdę nie warto!) zabierać ze sobą eleganckiego torbiszcza, które nosimy na co dzień. Bo zwyczajnie szkoda by się poniewierała, np. gdzieś przy piaskownicy. Nie warto również brać maleńkiej torebki, do której zmieszczą się co najwyżej klucze i smartfon. Bo przecież wypadałoby sporo rzeczy ze sobą zabrać, o czym będzie za chwilę.
  • Postawcie na wygodny strój. Zarówno rodzic, jak i dziecko – najlepiej by byli ubrani wygodnie, nie ograniczając sobie swobody ruchu. Piaskownica to nie wybieg, nie musicie mieć outfitów, zgodnych z najnowszymi trendami. Nie musicie wskakiwać w najnowsze, najlepsze, najpiękniejsze ubrania. Wygoda i brak żalu po ewentualnym zniszczeniu – to jedne z podstawowych wyznaczników, jeśli chodzi o strój na plac zabaw. Do tego wygodne buty. I tyle w temacie. PS Nie zapominajcie o istniejącym ryzyku biegania za dzieckiem – w klapkach czy niewygodnych obcasach, trudno będzie nam nadążyć…
  • Przekąski i coś do picia. Możecie mieć po drodze czy w pobliżu cały ogrom sklepów, serio! Nic jednak nie zastąpi spokoju, wygody i swobody, jaką daje posiadanie tego już przy sobie. Wrzućcie do torby butelkę z wodą, jakąś przekąskę i problem z głowy! Może się przydać albo i nie. Macie jednak pewność, ze gdy dziecku zachce się pić – nie ma potrzeby pędzić do sklepu.
  • Mokre chusteczki. Wydawało mi się swego czasu, że gdy już odpieluchujemy Małego Człowieka – oprócz pampersów, przestaniemy też wyposażać się w chusteczki. Jakże się myliłam! Chusteczki wciąż się przydają. W podróży i na placu zabaw przede wszystkim. Są niezastąpione, paczuszka nie zajmuje wiele miejsca. W torbie zawsze jedna jest, w aucie minimum jedna też. Brudne rączki, brudna buzia, brudne cokolwiek – jedna, dwie chusteczki i po sprawie.
  • Książka. To mój osobisty must have spacerowy. Nie jestem tym typem rodzica, który wisi nad głową dziecko, gdy to bawi się w piaskownicy. Lubię dawać Małemu Człowiekowi swobodę, obserwuję wtedy jego zabawę ale nie wtrącam się, dopóki nie jest to niezbędne. Daję też jemu przestrzeń, nie siedzę na skraju piaskownicy, wybieram ławkę kilka metrów dalej. A jeśli akurat zdarzy się, że zabawa trwa i trwa, bez maminej pomocy – wyciągam książkę i udaje mi się przeczytać rozdział czy dwa tego, co mam akurat na tapecie. Zawsze coś.
  • Zaufanie. Bardzo często widzę rodziców, którzy nie odstępują dziecka na krok. Plac zabaw ogrodzony, zamknięty wręcz. Nie ma ryzyka, że maluch jakkolwiek się z niego nagle wydostanie. A  rodzice stoją nad nimi, pilnują, kontrolują, co chwilę pouczają, jak trzymać łopatkę, jak się bawić, i tak dalej. Dla mnie to trochę smutne. Bo taki dwu- czy trzylatek przychodzi do piaskownicy się pobawić, nie przechodzić przyspieszony kurs nie brudzenia się… Czy naprawdę stanie się coś złego, jeśli się tym piachem czy czymkolwiek, ubrudzi? Nasypie sobie go do butów, kaptura, czegokolwiek? Wystarczy przecież wytrzepać trochę ubranie, opróżnić z piachu buty i można wracać do domu! Ufajmy swoim dzieciom, dając im przestrzeń i trochę swobody – pokazujemy, że im wierzymy, że w nie wierzymy!
  • Dystans. Bez tego nawet nie ważcie się ruszać na plac zabaw! Tam naprawdę często tego brakuje! Spotkałam się już z tak wieloma różnymi sytuacjami, że wniosek nasuwa się jeden: dystansu, więcej dystansu!

***

Plac zabaw to nie olimpiada ani wyścigi, nasze dzieci nie muszą być tam trenowane (tresowane). Plac zabaw nie jest również miejscem, gdzie możemy bezpardonowo oceniać innych rodziców. Wspólna zabawa z dzieckiem również nie jest zakazana, nie uwłacza godności rodzica wejście do piaskownicy i zabawa z dzieckiem! Nie popadajmy w paranoję, skrajności ani chamstwo, takie zwyczajne chamstwo! Żyjmy i dajmy żyć innym.

W kolejnym około-placowym tekście zebrałam kilka pomysłów na zabawę z dzieckiem, na wyciągnięcie go z tegoż placu (kto nie zna tego problemu – niech pierwszy rzuci kamieniem!) oraz przyjrzałam się niebezpieczeństwom, które można tam spotkać. Pojawi się na blogu już niebawem! 🙂 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top