#książkacomiesiąc w kwietniu: Jak zmieniłam życie w rok?

I stało się. Zgodnie z postawionym sobie w grudniu celem – co miesiąc będę publikować recenzję jednej książki, którą udało mi się skończyć czytać w miesiącu poprzednim. W każdy pierwszy piątek miesiąca pojawia się taki właśnie wpis. Dlaczego? Powodów jest tak naprawdę kilka. 

Każdy z nich sprowadza się do jednego: czuję niedosyt. Czytam zbyt mało. Zdecydowanie za mało. Chciałabym o wiele, wiele więcej. Patrzę na książki, zapisuję sobie w pamięci i nigdy po nie już nie sięgam – bo nie mam czasu, energii, powodu, chęci. 

***

Są takie książki, które zachęcają okładką, chwytliwym tytułem, dobrym marketingiem albo innymi, niekoniecznie oczywistymi, elementami. Mamy takie czasy, że dobra reklama nie jest trudna, prawda? Wysyła się ileś książek iluś blogerom, pisze o niej w social-media do oporu, na blogu, w grupach i gdzie tylko się da. Kolejne zdjęcia, kolejne hashtagi, kolejne aktywności i wieść o książce się roznosi. Część książek z mojej #wishlisty do przeczytania to tytuły, które z jakichś powodów mnie interesują. Zdarza się jednak, że sięgam po zupełnie niezaplanowane, tak jak było w przypadku Prostych rzeczy Luisa Timma, chociażby. Trafiła w moje ręce, przeczytałam, zachwyciłam się, została już z nami.

Kiedy dowiedziałam się o książce Jak zmieniłam życie w rok?, jakoś tak – dość impulsywnie, jak na mnie – kliknęłam, zamówiłam w przedsprzedaży i czekałam na wiadomość, kiedy będzie do odbioru w Empiku.

Odebrałam od razu, gdy odbiór był możliwy. I zaczęłam czytać jeszcze w korku, jeszcze zanim wróciłam do domu! Najpierw przejrzałam z ciekawości, później zwyczajnie zaczęłam czytać. Wciągnęło mnie na tyle, że w kolejnych dniach czytałam w przerwach między konsultacjami, w podróży i podczas drzemki Małego Człowieka, która niespodziewanie któregoś popołudnia we dwoje, miała miejsce. Książkę łyknęłam w kilka dni. Mimo że tak pięknie wydana – ma mnóstwo pozaginanych rogów w moim egzemplarzu! Bo wyczyta,łam tam tyle uwag do zapamiętania i – co ważniejsze – do sprawdzenia, że już planuję moment powrotu do tej książki i ogarnięcia tego, co sobie tam skrzętnie zaznaczyłam!

Dbaj o siebie. Albo się rozłożysz!

Zdanie, które jako jedno z kilku – szczególnie we mnie uderzyło. Bo wiecie co? Rozkładam się regularnie. Owszem, dbam o siebie – bo jestem matką, teraz już żoną. Regularnie chodzę do swojego lekarza, mam dobrą polisę na życie, uważam na drodze i przeważnie nie jem śmieci. To fakty, z którymi nie można dyskutować. Ale rozkładam się stopniowo, kawałek po kawałku coś się sypie. Na zmianę, nigdy jednocześnie. Dzisiaj migrena, jutro zmęczenie nie do pokonania, za kilka dni ból tego, później kilka dni braku apetytu – mimo urozmaiconej i zdrowej przecież, diety! Takie detale, które razem wzięte, tworzą nieco niepokojący obraz.

Jeszcze zanim usłyszałam o książce – powzięliśmy sobie plan. Do końca roku poprowadzimy projekt, nad którym kończymy pracę, później znaczną część zadań oddelegujemy komuś, kto zrobi to szybciej i lepiej a my sami zajmiemy się tym, w czym jesteśmy dobrzy – na ten moment poniekąd niezastąpieni. Jeśli ktoś nas na co dzień by obserwował – zauważalne jest to, że powoli zwalniamy. Już poniekąd delegujemy obowiązki, umiemy zainwestować w usługę, która pozwoli nam zaoszczędzić mnóstwo czasu i energii, nierzadko zmarnowanej bo bez efektu. Znajdujemy czas dla siebie i to nie tylko dla siebie razem, również osobno! Dla zdrowia, lepszego samopoczucia, odpoczynku, wspomnień. Powolutku odcinamy się od pędu. Bo spełniamy nasze marzenia, realizujemy cele – bez których przecież bylibyśmy tymi samymi ludźmi, tą samą rodziną. One jedynie pozwalają nam na poczucie, że robimy coś z pasją, nie z przymusu.

Dla kogo ta książka? 

  • dla każdej matki,
  • dla każdej kobiety, która chciałaby mieć dziecko,
  • dla każdej kobiety, która czuje się zmęczona,
  • dla każdego, kogo interesuje własny organizm,
  • dla każdego, kto chciałby zmienić swoje życie na… lżejsze :),
  • dla każdego, kto jest świadomy niezdrowego trybu swojego życia i nie wie, jak z tego wybrnąć.

Co znajdziemy w książce? 

  • lekko opowiedzianą historię, która daje do myślenia,
  • garść inspiracji,
  • sporo istotnych pytań,
  • propozycje wartościowych książek do przeczytania,
  • nowy punkt widzenia, nowe spojrzenie na siebie.

A teraz zupełnie szczerze – czy warto? 

Dbaj o siebie. Albo się rozłożysz! Po przeczytaniu tej książki – to zdanie nabrało dla mnie innego znaczenia. Zadałam sobie kilka nowych, istotnych pytań a odpowiedzi mnie zaskoczyły. Tak mnie, samą siebie! Kilka tematów zainteresowało mnie na tyle, że na parapecie czeka kilka kolejnych książek a nas czekają m.in. testy na nietolerancje pokarmowe. Dlaczego? Skoro jest taka możliwość (o której nie mieliśmy wcześniej pojęcia, jeśli mam być szczera), to chcemy z niej skorzystać i przekonać się, czy na co dzień – mimo naszych starań – nie dostarczamy organizmom czegoś, co nam zwyczajnie szkodzi. Chociażby dla takiej praktycznej wiedzy warto było przeczytać tą książkę!

Książkę zdecydowanie warto przeczytać! Co do tego – nie mam najmniejszych nawet wątpliwości. Jakiś czas przed przeczytaniem książki zaczęłam wprowadzać zmiany, które teraz mogę z czystym sumieniem podsumować słowami Malwiny: Włączam tryb TURBO tam, gdzie mogę, po to, żeby włączyć tryb SLOW tam… gdzie chcę. I tego będę się trzymać, początki były trudne, z czasem idzie coraz lepiej a przeczytanie tej książki tylko utwierdziło mnie w moich wcześniejszych wnioskach. Warto po nią sięgnąć chociażby po tak budujące stwierdzenia!

***

Gdyby każda przeczytana książka – wnosiła w nasze życie jakąś sensowną zmianę, byłoby pięknie! Tak jak już wcześniej wspominałam – na naszych półkach zostają z nami tylko te książki, o których możemy to z czystym sumieniem, powiedzieć. Tylko takie, do których chętnie wrócimy, które dają do myślenia, pozwalają się w siebie wsłuchać i poszukać odpowiedzi. I to jest kolejna z nich! Książka Malwiny zostaje ze mną, z tymi pozaginanymi rogami, z tymi kwestiami, do których chcę za jakiś czas wrócić i porównać efekt przed i po.

Bo w końcu wyciągnęłam z jej przeczytania, całkiem sporo – i kiedyś znów ją przeczytam, mając świadomość ogromu pracy, jaką odwaliłam dla samej siebie. Bo przede wszystkim ja jestem ważna, my jesteśmy ważni. Ludzie. Rodzina. Nie ten pęd, któremu na trochę się poddałam. Nie będę ukrywać, że dzięki temu pędowi coś osiągnęłam, jakieś marzenia spełniłam – teraz jednak zdecydowanie wiem, kiedy sobie odpuścić. 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

2 Responses

  1. Hm… przeważnie podchodzę sceptycznie do poradników, ale cóż, może ten wniósłby jakąś zmianę w moje życie?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top