Rodzice w sieci: jak publikować zdjęcia dzieci w Internecie?

Czy Instadziecko ma prawo w ogóle istnieć?

Rodzice w sieci: bądź świadomy!

Powyższe teksty popełniłam w pewnych odstępach czasu, oba dotyczyły jednego tematu: publikowania zdjęć dzieci w Internecie. Każdy z tekstów został ugryziony od innej strony, łączy je jedno: argumenty przemawiające przeciw takim działaniom. Bo tych przeciw jest zdecydowanie więcej, porównując do tych za

Najczęściej wśród tych za, słyszymy: wszyscy tak robią i nic złego się nie dzieje, żyjemy w XXI wieku i media społecznościowe to część naszego życia – dlaczego mamy nie robić tego, co inni? I tak dalej, i dalej. Kto ma rację? A może warto zastosować złoty środek? Co robić? Jak robić? 

***

Wizerunek. Czym jest? Z czym się kojarzy? Co nim jest a co… nie jest? Dlaczego o to pytam? Z prostego powodu! Bardzo wielu ludzi – nie tylko rodziców małych dzieci – zapomina, że istnieje przecież coś takiego jak prawo do wizerunku! I tutaj w zasadzie warto by rzucić ociupinkę przepisami, co Wy na to?

Art. 81 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Skąd to? Z ustawy o prawie autorskim. Najprostsze tłumaczenie? Działamy w sposób bezprawny, gdy rozpowszechniamy czyjś wizerunek bez jego zgody. 

Wizerunkiem nazywamy utrwalenie – np. na zdjęciu czy nagraniu – czyjegoś wyglądu, w taki sposób by ten wizerunek mógł być przedstawiany dalej kolejnym osobom.

Przykład? Wychodzimy z przyjaciółką i jej maluchem na kawę. Dzieciaczek tak słodko (w naszym mniemaniu, oczywiście) wygląda w swojej sukieneczce czy koszulce. Pstrykamy zdjęcie. Swoim smartfonem. Zdjęcie malucha w wózku/krzesełku. W tejże koszulce. I tutaj mamy do czynienia z wizerunkiem dziecka. 

Przykład nieco inny? Wychodzimy z przyjaciółką i jej maluchem na kawę. Dzieciaczek tak słodko (w naszym mniemaniu, oczywiście) wygląda w swojej sukieneczce czy koszulce. Pstrykamy zdjęcie. Swoim smartfonem. Zdjęcie będące zbliżeniem na koszulkę. I tutaj nie mamy do czynienia z wizerunkiem dziecka. 

Na czym polega różnica? Wizerunkiem nie możemy nazwać utrwalenia czegoś, co nie wskazuje jednoznacznie na to, kogo widzimy na materiale. Przykład koszulki chociażby. Takich koszulek na świecie mogą być setki, tysiące, jeśli nie miliony. Aby można było mówić więc o wizerunku – odbiorca musi być w stanie zidentyfikować osobę ze zdjęcia, filmu czy innego rodzaju uwiecznienia. 

Zdjęcie stópek noworodka w fikuśnych skarpeteczkach – nie mówimy o wizerunku. Zdjęcie noworodka w kocyku, na rękach mamy. Obie twarze widać wyraźnie – mówimy tutaj o wizerunku. Zdjęcie guzików płaszcza i torebki trzymanej w ręce – nie mówimy o wizerunku. Zdjęcie kobiety w płaszczu, uśmiechającej się do obiektywu – mówimy o wizerunku. 

Co z tym prawem do wizerunku? O co chodzi z rozpowszechnianiem? 

Za podstawową – regulowaną przepisami przecież – zasadę możemy więc uznać rozpowszechnianie wizerunku za zakazane. Oczywiście takiej zgody można udzielić. Nie jest regulowane to, w jaki sposób ta zgoda miałaby być udzielona. Musi być jednak skonkretyzowana i nie pozostawiająca wątpliwości. 

Przykład? Wyrażamy zgodę na umieszczenie naszego zdjęcia w czasopiśmie Y, w artykule X. Czyli nigdzie indziej. Nie można więc naszego zdjęcia opublikować na stronie internetowej czy reklamie telewizyjnej – nie udzieliliśmy takiej zgody. Proste? Proste!

Wizerunek można więc rozpowszechniać wtedy, gdy:

  • została udzielona na to zgoda,
  • rozpowszechnianie odnosi się do wizerunku, który wykonano w związku z pełnieniem przez tą osobę funkcji publicznych,
  • rozpowszechnianie odnosi się do wizerunku, który stanowi jedynie szczegół całości,
  • osoba przyjęła zapłatę za pozowanie, mając świadomość tego, gdzie i w jakim celu jej wizerunek będzie rozpowszechniany.

Tyle w temacie rozpowszechniania. A co z dziećmi? W końcu nie są świadome, nie umiałyby nawet ze zrozumieniem wyrazić zgody na rozpowszechnianie wizerunku – w przypadku takiej niemowlaka chociażby. Otóż sprawa się ma – na pozór – dość prosto: my (rodzice) mamy obowiązek dbania o dobro dzieci aż do momentu osiągnięcia przez nie pełnoletniości. Oczywiste, prawda? 

W przypadku wszelkich instytucji (np. przedszkole, żłobek, itd.) potrzebna jest nasza zgoda (przynajmniej jednego z rodziców) na rozpowszechnianie wizerunku dziecka. Gdziekolwiek. W czasach Facebooka fanpejdże takich miejsc dosłownie pękają w szwach od relacji z codzienności maluchów w placówkach. Czy rozsądnie? No cóż – nie mnie to oceniać.

Dobrą opcją jest tworzenie zamkniętych grup (tylko dla rodziców) i tam takie publikowanie. Niestety – to wciąż rzadka praktyka.

Okej! Odhaczyliśmy pojęcie wizerunku, odhaczyliśmy okoliczności rozpowszechniania, zakazy i tak dalej. A co z tym wizerunkiem, który… rozpowszechniamy sami? 

Wiedzieliście, że co czwarty rodzic przyznaje się do tego, że upowszechnił chociaż raz zdjęcie nagiego lub półnagiego dziecka przed dziesiątym rokiem życia?

Wiedzieliście, że ponad 3/4 matek w Europie przyznaje się do publikacji zdjęć swoich dzieci jeszcze przed ukończeniem przez nie… drugiego roku życia?

Wiedzieliście, że około 17 % rodziców, którzy korzystają z Facebooka – nie kontroluje w żaden sposób swoich ustawień prywatności?

Straszne dane. Smutne? Niepokojące? Dające do myślenia? A może nieco popychające do działania – żeby zerknąć w swoje ustawienia profilu? Przejrzeć zdjęcia, które dotąd opublikowaliśmy? Zastanowić się, czy wszystkie z nich powinny znaleźć się w sieci? Zrobić cokolwiek w dobrą stronę?

Jakich zasad, powinniśmy się trzymać, jeśli chodzi o publikowanie zdjęć dzieci?

  1. Zastanów się, zanim opublikujesz zdjęcie. Czy fotografia z maseczką inhalatora na buzi, zasmarkanym noskiem, na nocniku, w samym pampersie na plaży czy jakakolwiek inna – na pewno powinna trafić do sieci?
  2. Zastanów się, zanim podpiszesz jakiekolwiek zdjęcie. Czy prześmiewcze komentarze, szydzenie z dziecka lub obrażanie go – jest na miejscu? Czy rolą rodzica jest obśmiewać własne dziecko na forum publicznym?
  3. Zadbaj o ustawienia prywatności. Temat rzeka. Koniecznie ustawmy w swoim profilu widoczność naszych postów tylko i wyłącznie dla naszych znajomych, nigdy nie pozostawiajmy ustawień publicznych!
  4. Ograniczaj ilość publikowanych informacji. Adresy, nazwiska, miejsca wakacji, dane opiekunki czy inne kwestie, które ktoś może wykorzystać przeciwko nam, w zasadzie przeciwko naszemu dziecku – by zdobyć jego zaufanie w niebezpiecznym celu.
  5. Pamiętaj, że mniej znaczy więcej. Wcale nie musisz informować świata (albo wszystkich znajomych) o każdym kolejnym punkcie z harmonogramu dnia Twojego dziecka. Nie musisz a wręcz nie powinieneś! Dlaczego? Patrz: punkty wyżej.
  6. Nigdy – i pod żadnym pozorem! – nie publikuj zdjęć dzieci: nago, półnago, w sytuacjach kompromitujących, narażających na ośmieszenie lub krytykę (zarówno teraz, jak i w przyszłości). Przy tym pamiętajmy, że w Internecie nic nie ginie!

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

31 Responses

  1. Ważne to co piszesz, od czasu do czasu zdarza.mi się publikować zdjęcie dziecka, ale nigdy w sytuacji kompromitującej syna czy jego nagiego zdjęcia

  2. Słyszałam o sprawach gdzie dzieci z pomocą chyba kuratora pozywaja rodziców o takie publikacje i… wygrywają odszkodowania!

    1. We Francji dziecko po osiągnięciu pełnoletniości może pozwać rodziców. Kary sięgają – bagatela – nawet 45 tys. euro.

  3. Trzeba być bezmózgiem totalnym by wrzucać takie i tyle zdjęć dzieci. Ręce opadają na myśl o takiej patologii. Bo jak inaczej to nazwać?

  4. Oj tak, często widzę zdjęcia dzieci w sieci, które moim zdaniem nie powinny się tam znaleźć, dodam sobie Twój post do zakładek i będę linkować pod takimi zdjęciami! 😀

    1. I pisze to osoba, na stronę której wchodzę i widzę zdjęcia zrobione płaczącej córce by wrzucić je na blogaska? Serio?

    2. Świat Karinki a że tak spytam to twoje dziecko jest na zdjęciach na twoim blogu? Jeśli tak to strasznie mi szkoda, że matka zamiast pocieszyć płaczące dziecko to pstryka zdjęcia. Smutne to okropnie…

  5. Na razie nie mam dzieci, ale swojego najlepszego na świecie chrześniaka zdjęć opublikowałam na razie raz w ciągu roku jego życia, także staram się trzymać jego prywatność 🙂 Jego rodzice podobnie są bardzo dyskretni i nie publikują “niezręcznych” czy rozebranych zdjęć w internecie, ale niektórzy rodzice naprawdę mają z tym poważny problem.

  6. W zasadzie tu wystarczy zdrowy rozsądek, nie trzeba nawet przepisów. Nasze dziecko nei jest zabawką czy zwierzątkiem 🙁

  7. Dziwi mnie sens pisania takich tekstów. Co jest nie tak z ludźmi skoro trzeba pisać takie teksty? Dostaliśmy do ręki internet i nagle zabrakło rozumu? Brak słów i niestety to wszystko się pogłębia. Coraz bardziej

  8. Wchodzę i nie wierzę. To rodzice tego nie wiedzą że nie wolno upokarzac dzieci a już na pewno nie w internecie?

  9. A co jest złego w pokazaniu np nocnikowania? Jeśli dzięki naszym zdjęciom jakaś młoda mama może mieć wzór to nie widzę nic złego. Dobro wraca. Przecież ty też na blogu czy Insta pokazujesz które buty są ładne i wygodne albo meble z pokoju syna. Piszesz co warto a czego nie warto. Dzięki tobie zrezygnowalam z kilku akcesoriów które odradzalas i rzeczywiście obeszlam się bez nich. Każdy ma swój sposób dzielenia ze światem inspiracjami. Jeśli moje dziecko i jego codziennosc interesuje inne mamy i mam więcej obserwujących niż np. Ty a wrzucam zdjęcia TYLKO dziecka to widocznie nie robię źle.
    Pozdrawiam i czytam dalej mimo że od zawsze nie rozumiem twojego podejścia do zdjęć dzieci. :)))

    1. Za przykład podajesz nocnikowanie? Okej, podejmuję wyzwanie! 🙂

      Wyobraź sobie, że teraz korzystasz z toalety a mąż/partner/siostra/brat wparowują Ci do toalety, robią zdjęcia a następnie wrzucają na swój Instagram – bo na przykład prowadzą firmę sprzedającą wyposażenie łazienek i chcą pokazać konsumentom, jak z takiego modelu toalety się korzysta. Są dużą firmą, mają więc lajki, mają followersów – serduszka więc zapewne się posypią.

      Tylko… gdzie Twoja godność? Gdzie ochrona wizerunku? Gdzie pytanie, czy chcesz – siedząca na toalecie w dość jednoznacznej sytuacji – znaleźć się w ogólnodostępnej aplikacji?

      A teraz odwróć sytuację. Naprawdę uważasz, że Twoje dziecko za ileś lat podziękuje Ci za Twoją – w Twoim mniemaniu – wspaniałomyślność, z jaką prezentowałaś nocnik czy też sposób sadzania na nim, wykorzystując do tego jego wizerunek? Szczerze wątpię.

      Nie omieszkałaś pominąć faktu, że masz więcej obserwujących ode mnie – nie jest o to szczególnie trudno, gdy na Instagramie mam konto prywatne i ledwie tysiąc obserwujących. Nie stawiam na liczby, nigdy nie stawiałam a Instagram to dla mnie dodatek, bez którego mogłabym się obejść ze spokojem. Polecam spróbować tego samego, naprawdę. 🙂

    2. Wow ale ta #instamatka musiała dokopać autorce, że ma od niej więcej followersów i pokazuje dziecko! Jakby wypowiedź bez tego fragmentu nie miała sensu… Jedno jest akurat pewne: pokazać dziecko na nocniku to głupota ale dorabiać do tego swoje teorie o dobru ogółu to już jakaś kpina. Serio.

      PS Jeden z najlepszych tekstów na blogu, pozdrawiam!

    3. Ale czym tu się chwalić? Że całym twoim osiągnięciem jest pokazywanie dziecka w intrenecie i że sztab ludzi się z tego cieszy? Pomyśl, ilu z nich może być pedofilami, ile z nich to tak samo lekkomyślne matki, które cieszą się, że nie są jedyne tak naiwne. Ja Wam wszystkim życzę, by Was dzieci w przyszłości do sądu podały. I najśmieszniejsze jest to, że wygrają

      1. O tak. Bo jedna pokazuje, kilkaset jej przyklaskuje i robią to samo bo w grupie czują się raźniej. Skoro inne tak robią to wzajemnie się adoruja i zachwycają. Prosty przepis na fejm na Insta. Zauważcie, że 99 % komentujących, lajkujacych i obserwujących takie matki to podobne im które robią dokładnie to samo ale mają mniejsze zasięgi więc jaraja się tymi z większymi, wierząc że “osiągną” to samo.

  10. Publikacja wizerunku dzieci w internecie to rzeczywiście trudny i kontrowersyjny temat. Z jednej strony mam w sobie poczucie, że taki jest dzisiejszy świat i więcej zagrożeń wynika w codziennym życiu niż z publikowania zdjęć w internecie, z drugiej – rzeczywiście czuję z tym jakiś zgrzyt.

  11. Jestem negatywnie nastawiona do wrzucania całego prywatnego życia na forum publiczne. Nie mówię, że nie należy udostępniać żadnych informacji, ale niech one będą ograniczone. A jeżeli chodzi o dzieci to trzeba być szczególnie ostrożnym.

  12. Jest tyle żenujących profili matek i blogów że szok. Pod hashtagidm #instamatki można znaleźć czasem wszystko co najgorsze. Matki próbują być na siłę zabawne i piszą o kupach dzieci, wrzucają ohydne zdjęcia z porodówki tłumacząc to tym że natury nie wolno się wstydzić itp. Serio zdjęcie rozkraczonej kobiety z pół godzinnym noworodkiem na rękach powinno obie pół świata? Jestem matką ale tego wszystkiego to nie ogarniam. Mamo sama jesteś jedną z niewielu matek blogujacych u której człowiek nie napatrzy się takiego uprzedmiotawiania dziecka. Bo większość blogerek i nie tylko robi z dzieci zabawki do zdjęć. Przykro ale tak jest. ;(

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top