Jak zaoszczędzić 10 tysięcy złotych w rok?

Można snuć plany, wymieniać swoje marzenia, można odkładać je na spełnienie kiedyś tam, oznaczyć z góry jako nierealne albo wziąć sprawy w swoje ręce i przyspieszyć osiągnięcie zamierzonych celów. Na naszym Instagramie można zauważyć hashtag, który niedawno stworzyliśmy, czyli #zamniejalelepiej. Po co? I do czego właściwie się odnosi?

To postanowienie, wyzwanie i kolejny kroczek do celu, wszystko to w jednej zmianie. Zmiany są dobre, jeśli dają nam jakąś korzyść, jeśli nas uszczęśliwiają, przybliżają do upragnionego efektu i czegoś uczą, nie niosąc przy tym jakiegoś dyskomfortu, braku czy utrudnień. Prawda? 

***

Często ostatnio słyszę głosy, że ktoś nam zazdrości. Że mamy marzenie (będące gigantycznym obciążeniem finansowym – bo kredyt) i do niego systematycznie dążymy. Że jesteśmy w stanie zrezygnować z jakichś przyjemności, z myślą o nim. I tak dalej i dalej. A później słyszę, że zazdroszcząca osoba nie jest w stanie odłożyć lub nie stać jej na takie marzenia.

Pisaliśmy już o tym w tekście A co dla Ciebie oznacza luksus?, wówczas padło między innymi takie stwierdzenie:

Bardzo wielu ludzi niestety o tym zapomina. Wydają co miesiąc każdy możliwy grosz, do końca, do ostatnich cyfr na koncie – bo chcą posiadać. Posiadać coraz więcej, coraz drożej i coraz bardziej kompulsywnie.

Pięćdziesiątą szmatkę z sieciówki, setną wypasioną zabawkę dla dziecka, codzienny obiad na mieście. Ale tak naprawdę – gdzieś pod osłonką tych pozorów – nie mają NIC. Owszem, mają pełną szafę, mnóstwo gadżetów i zdjęć z restauracji. Ale gdy padnie auto, wskoczy niespodziewany wydatek albo cokolwiek podobnego – nie mają nawet czym podobnych kosztów pokryć…Straszne, prawda?

Na 2018 rok zaplanowaliśmy kilka zmian do wprowadzenia, zdecydowanie nie lubię nazywać tego postanowieniami. Ten rok ma nas maksymalnie przybliżyć do zamierzonego celu. 

W pewnym momencie dotarło do nas, że obecnie na najem wydajemy co miesiąc równowartość ponad dwóch miesięcznych rat planowanego kredytu na dom. Szaleństwo, prawda?

Wraz z końcówką bieżącej umowy najmu, wzięliśmy sobie za cel… zmaksymalizować oszczędności na mieszkaniu. W jaki sposób? Wyciągnęliśmy naukę z kilku błędnych decyzji i ustaliliśmy, że nasze kolejne mieszkanie ma być w lepszym stanie technicznym (odświeżone, ze sprawnym sprzętem w kuchni), z jedną sypialnią (dla Małego Człowieka) i chociaż kilka kilometrów bliżej do przedszkola i/lub pracy B. Brzmi nierealnie? Nierealne (na pozór) było dopiero to, że ponadto wybrane mieszkanie miało być o minimum czterysta złotych miesięcznie tańsze.

Szukaliśmy, szukaliśmy i szukaliśmy. Przeglądaliśmy zdjęcia, pałaliśmy entuzjazmem, który gasł w momencie przekroczenia progu. Negocjowaliśmy, rozmawialiśmy, pytaliśmy. I w końcu znaleźliśmy!

Nie do wiary ale… spełniało wszystkie nasze punkty z listy. Świeżo wykończone, w dopiero co oddanym do użytku budynku. Sypialnia Małego Człowieka większa niż dotychczasowa, salon z dużym, funkcjonalnym aneksem kuchennym – przestronne, ustawne, z wielkimi oknami i pięknym światłem. Dysponujemy tarasem, będącym namiastką ogrodu. Pomieści się piaskownica, meble ogrodowe, może coś jeszcze? Koszty miesięcznie o pięćset pięćdziesiąt złotych niższe niż obecne. Do przedszkola i pracy B. mamy siedem kilometrów bliżej niż dotąd. Tyle w temacie plusów.

Zdecydowanym minusem, którego byliśmy i jesteśmy w pełni świadomi – jest fakt, że to mieszkanie zostało kupione i wykończone przez właścicieli jako jedne z pierwszych w budynku. Dookoła pustostany lub… wykańczanie, czyli wiercenie, stukanie, pukanie i szuranie. No i nie mamy swojej sypialni. Pozostaje nam narożnik w salonie. Ten minus pokonaliśmy bardzo szybko – nasza sypialnia zostanie odtworzona w naszym pokoju u teściów. Stanie tam nasze łóżko, nasze meble a nawet dodatki. Będziemy ją odwiedzać, nie tracimy jej – zmieni tylko adres. 🙂

Oszczędność na najmie w skali roku: 12 miesięcy x 550 złotych ➡ sześć tysięcy sześćset (6600) złotych!

Idźmy dalej. Macie w domu telewizor? A telewizję? A może macie telewizor, bez telewizji? Pytam nie bez powodu. Już niejednokrotnie pisałam o tym, jak – moim zdaniem – trudno przebić się teraz w telewizji przez nic niewarte badziewie, żeby obejrzeć coś naprawdę sensownego albo przyjemnego chociaż. Aktualnie mieliśmy bardzo rozszerzony pakiet telewizyjny, dekoder był już w mieszkaniu, koszt abonamentu był spory bo nieco ponad stówkę.

Jak wygląda nasze oglądanie telewizji? Przeskoczenie wszystkich kanałów, ostatecznie obejrzenie czegoś z dysku. Sporadycznie zdarzały się filmy, na które czekaliśmy i naprawdę chcieliśmy obejrzeć. Programów rozrywkowych nie oglądamy, nie ma takiego który nas by jakkolwiek interesował, na niektóre spojrzymy z braku innej opcji albo zwykłej ciekawości i do nich nie wracamy. Można o tym mówić i mówić – sens pozostanie niezmienny. Tak naprawdę nie potrzebujemy tylu kanałów. 

Postanowiliśmy więc o drastycznym zmniejszeniu pakietu telewizyjnego. Na taki o siedemdziesiąt złotych miesięcznie tańszy.

Nie wprowadzi to żadnej znaczącej zmiany, pewnie nawet jej nie odczujemy. Znacząco jednak zwiększy nasze oszczędności. Bo być może ktoś powie teraz: siedemdziesiąt złotych co miesiąc to żadna kwota. Okej, w skali miesiąca może to i niewiele! Ale:

Oszczędność na telewizji w skali roku: 12 miesięcy x 70 złotych ➡ osiemset czterdzieści (840) złotych!

Ile macie telefonów komórkowych w domu? My mamy na przykład dwa prywatne i dwa służbowe. Przy czym służbowych nie liczymy – ich koszt nas bezpośrednio nie dotyczy, jakby nie patrzeć. A prywatne? W naszym przypadku wystarczył jeden prosty manewr by zmniejszyć miesięczne koszty abonamentu. Zamiast dwóch odrębnych, w dwóch różnych sieciach – teraz mamy jeden abonament, w jednej sieci, na dwa telefony i miesięcznie opłata spadła o czterdzieści złotych. 

Oszczędność na abonamencie telefonicznym w skali roku: 12 miesięcy x 40 złotych ➡ czterysta osiemdziesiąt (480) złotych!

Jak robicie zakupy? Na bieżąco? Raz w tygodniu większe, raz na dwa tygodnie? Kupujecie w różnych sklepach – czy wciąż w jednym i tym samym? U nas to ewoluowało. Gdy byłam z Małym Człowiekiem sama – zazwyczaj zamawiałam z marketu z dowozem. Później kupowaliśmy z B. zazwyczaj w ten sam sposób, żeby zaoszczędzić czas. Od jakiegoś  już – dłuższego – czasu (mniej więcej od chwili, gdy nie musimy kupować pampersów i mleka modyfikowanego), raz w tygodniu robimy zakupy w jednym z pobliskich marketów. Robi to zazwyczaj jedno z nas. 

Zakupy robimy nadal z listą, chociaż ostatnimi czasy o wiele bardziej przemyślaną – unikamy jak ognia nadwyżek żywności, która się marnuje…

Dlatego planujemy posiłki na cały tydzień, kupujemy tylko to, co potrzebne do ich przygotowania. Owoce, pieczywo, warzywa – wszystko w ilościach, które naprawdę jesteśmy w stanie przejeść. Znamy się, znamy nasze możliwości i upodobania, nie wychodzimy więc co tydzień z marketu z wózkiem wypełnionym po brzegi. Kosmetyki i środki chemiczne kupujemy wtedy, gdy poprzednicy się kończą – nigdy na zapas!

Przy założeniu, że kupując tylko z listą i tylko to, czego potrzebujemy i co zużyjemy – oszczędzamy 50 złotych na każdych zakupach, w ciągu roku rasta to do naprawdę znaczącej kwoty. A pomijając już kwestie finansowe, miejmy na uwadze również to, ile żywności dzięki temu uda się nie zmarnować!

Oszczędność na racjonalnych zakupach w skali roku: 52 tygodnie x 50 złotych ➡ dwa tysiące sześćset (2600) złotych!

Reasumując: 6600 + 840 + 480 + 2600 = 10 520 złotych

***

Nasze dotychczasowe (i wciąż praktykowane) sposoby na oszczędzanie pokazaliśmy już w tekście Grosz do grosza: jak odkładać na marzenia? – wówczas przedstawiliśmy kilka fajnych sposobów, które można stosować pojedynczo albo łącznie, jak kto uważa. Dzisiaj pokazaliśmy, możemy wycisnąć z roku dodatkowe dziesięć tysięcy złotych, w zasadzie tego nie odczuwając. Bo zmiany są ale nie na gorsze.

Jesteśmy równie szczęśliwi, mając 20 kanałów w telewizji zamiast 120. W nowym mieszkaniu jesteśmy szczęśliwsi bo jest zdecydowanie lepsze, mniej czasu marnujemy na dojazdy gdziekolwiek, wiosną i latem będziemy cieszyć się tarasem. Robiąc świadome zakupy – nie tylko oszczędzamy ale mamy też świadomość, że nie marnujemy jedzenia czy czegokolwiek. Czego chcieć więcej? 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

8 Responses

  1. Co miesiac staram się odkładać jakąś kwote na tzw. czarna godzine lub cele do zrealizowania w przyszłości. Nie sa to tak duże kwoty ale zawsze coś. Kiedy mam świadomość, że mam jakiekolwiek oszczędności to jestem spokojniejsza.

  2. A ja tam was serio podziwiam.
    Zakładam że coś tam zarabianie porządnie skoro kredyt na dom jest możliwy. A jeśli są zarobki to jest też pokusa by je wydawać. Posiadać nowe rzeczy modne i drogie.u Was tego nie ma. Widać że macie priorytety i to jest dla was ważne a kasą umiecie odpowiednio zarządzać by dostać to czego chcecie. Chciałabym tak umieć i chociaż dzięki tobie kupuje mniej ubrań to z resztą zakupów nie jest u mnie racjonalnie. Ale próbuję!

  3. Widzę że mamy podobne podejście do życia choć teraz nie oszczędzamy już na mieszkanie a na powiększanie poduszki finansowej czy wakacje. A gdy oszczedzalismy na mieszkanie to nie kupowałam nowych ubrań, kosmetyków i część z tych nawyków nam pozostałą…

  4. Odkładanie na coś to wyrzeczenia i dobrze was rozumiem bo warto zrezygnować z codziennych przyjemności skoro mamy mieć np. dom jak wy czy nowy samochód czy wakacje życia. Warto i to na pewno ale nie uważam by mniejszy abonament tv coś zmienił bo w końcu coś nam się od życia należy…

    1. Jeśli chcesz odłożyć na coś naprawdę ważnego to masz na uwadze że każdy zbędny ciuch, książka albo obiad w knajpie w minimalnym stopniu oddalaja cię od celu. Kwestia podejścia

  5. Tez jestem zdania ze nie ma co szalec z wynajmowanym mieszkaniem, zwlaszcza jesli w panach jest kupno swojego.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top