Blogerzy we Wro: o co to całe zamieszanie?

Blogi, blogerzy, blogosfera – co łączy to wszystko? Możliwość rozwoju, szansa poznawania nowych ludzi, pielęgnowania tych znajomości, uczenie się czegoś nowego od tych bardziej doświadczonych. I spotkania. Te wirtualne, te na czyimś blogu – w komentarzach, te na Instagramie czy InstaStories. Te w realu, podczas blogerskich eventów. 

Bywałam i bywam na takich. Na tych wielkich – BCPoznań, See Bloggers czy poniekąd prestiżowy Blog Forum Gdańsk. Gdy dostałam się na ten ostatni – radości nie było końca! Ale są również te mniejsze, w kameralnym gronie, cykliczne albo jednorazowe. Skupiając się na tych dedykowanych blogerkom parentingowym – brakowało mi czegoś, obserwując kolejne powstające inicjatywy. Postanowiłam więc stworzyć nowe, posiadające ten brakujący element… 🙂  

***

Założenie było proste. Rodzice wspólnie wychowują dziecko czy też dzieci – fakt. A blog? Jak to jest z blogiem? Czy za blogiem stoi tylko autorka? Skoro pisze teksty i ogarnia wszystko dookoła tego – owszem, jest autorką, jest blogerką. A partner? Ten drugi rodzic? Nieważne, czy to partner, chłopak, narzeczony czy też mąż – on przecież w tym współuczestniczy! Nawet jeśli nie fizycznie, nawet jeśli nie tworzy tekstów, ma swój udział w całym procesie!

Bo dzielnie znosi wieczory partnerki nad klawiaturą. Bo zrobi zdjęcia, jeśli trzeba. Bo cierpliwie czeka z jedzeniem, żeby najpierw powstało odpowiednie ujęcie na Instagram. Bo wspiera, na swój sposób.

Dlaczego więc nie zaprosić na spotkanie… blogerskich par? Blogerek oraz tych dzielnych mężczyzn, którzy stoją za ich wytrwałością i  pisanymi blogami? A jeśli nie mają możliwości zostawić z kimkolwiek dzieci – dlaczego nie mieliby zabrać ich ze sobą? Dlaczego nie można stworzyć spotkania, gdzie to para będzie uczestnikiem, nie tylko matka? 

Jak postanowiliśmy – tak uczyniliśmy. Rozpoczęliśmy przygotowania. Najpierw wstępne plany, burza mózgów, pomysły odrzucane, akceptowane i wciąż nowe odkrywane. W końcu wszystko zaczęło nabierać kształtów – miejsce, termin, agenda spotkania, rekrutacja trwała w najlepsze, rozdawaliśmy kolejne miejsca a czas mijał nieubłaganie. W naszym mieszkaniu zaczęliśmy gromadzić ogromne ilości prezentów od sponsorów dla uczestników. Na tyle dużo, że w końcu musieliśmy zacząć trzymać je u teściów – u nas zwyczajnie brakowało już miejsca.

Na miejsce spotkania wybraliśmy Krzyki Śmiechy Centrum Kreatywnego Rozwoju, przy ulicy Krzyckiej 64A we Wrocławiu. Osobiście uwielbiam to miejsce! Od kiedy mieszkamy we Wrocławiu – poznajemy całkiem sporo takich lokali, gdzie można przyjść z dzieckiem, wypić kawę, mając oko na malucha bawiącego się w miejscu do tego przeznaczonym. Fajna sprawa! A w Krzyki Śmiechy mamy w sumie nieco więcej ponad miejsce do zabawy i kawę dla rodzica… 😉 Bo bawialnia jest całkiem spora, bezpiecznie oddzielona od stolików. Mamy też menu dziecięce, całkiem bogate, dla dorosłych również jest spory wybór. Wnętrze urządzone w kojących, pastelowych kolorach. Znajdziemy przewijak w łazience, krzesełka do karmienia w sali a na półkach… książki do czytania! Miejsce godne uwagi i polecenia, bardzo!

(zdjęcia: B. Sobczak)

Pracy było sporo przez kilka długich miesięcy. Chcieliśmy dobierać sponsorów w taki sposób, żeby oprócz wiedzy i znajomości – uczestnicy mogli ze spotkania wynieść również garść inspiracji, ukrytej w nowych produktach do przetestowania, książkach do przeczytania czy gadżetów do używania. Nasi uczestnicy mogli w ten sposób poznać:

Ponadto przy każdym nakryciu na uczestników czekała winietka, wykonana przez Studio Fix Up, mini-miodzik od miodziki.pl oraz giftbox od Programu Partnerskiego Ceneo. Zadbaliśmy o to, by każdy bez problemu znalazł swoje miejsce, miał czym i na czym pisać a prezenty były spakowane na tyle wygodnie by możliwie bezproblemowo dostarczyć je do domu. Rozłożyliśmy również ich wręczanie na dwa dni, tak żeby upominki dopasować do prelekcji i warsztatów, które odbywały się każdego z nich.

Pierwszego dnia zaplanowaliśmy więcej czasu na zbiórkę wszystkich na miejscu, uczestnicy dojeżdżali w miarę stopniowo – każdy mógł na spokojnie zająć miejsce, wybrać sobie pyszne ciasto i coś ciepłego do picia. Otworzyliśmy spotkanie kilkoma słowami na temat naszego zamysłu i rozpoczęło się już naprawdę intensywnie od warsztatów z załogą Programu Partnerskiego Ceneo. Później głos zabrała Klaudia z BlogoMarki. Dzień zakończyła Marta, znana również jako Lady Amarena – uczestnicy pod jej okiem robili zdjęcia swoim upominkom. W międzyczasie były przerwy, pojawiały się dyskusje a wszystko to przebiegało z radosnym gwarem dzieci w tle.

Dziewczyny z obsługi Krzyki Śmiechy stanęły na wysokości zadania i podany obiad smakował wszystkim, pochwałom zwłaszcza dla zup – nie było końca. W całym tym pośpiechu, trzymaniu ręki na pulsie i doglądaniu – miałam swoje pięć minut na szybką zupę, prosto z filiżanki, którą cudowne kelnerki mi przygotowały pomiędzy wydawaniem obiadu a sprzątaniem po nim. Obsługa na piątkę!

Drugiego dnia wystartowaliśmy z poranną kawą i herbatą, pogaduszkami i nieco luźniejszą atmosferą – bo wszyscy już się znali. Grono zdecydowanie się powiększyło bo dołączyła do nas… część redakcji Blogostrefy! Poprowadzili pierwszą prelekcję, ogłosili konkurs (dwie uczestniczki wygrały pakiety czasopism) a w jednym z kolejnych numerów pojawi się relacja z naszego eventu!

Zaraz później głos zabrał pan Piotr Jaworski, prawnik z kancelarii Vertex Securing. Z czystym sumieniem można stwierdzić, że był to jeden z bardziej burzliwych punktów programu. Poruszony został temat publikowania wizerunku dziecka w sieci. Dyskusjom i pytaniom nie było końca, męska część uczestników zagadywała nawet pana Piotra już po jego wystąpieniu.

Przedostatnim punktem programu była prelekcja przedstawicielki marki Prouve. Podczas jej trwania wszyscy ochoczo sięgnęli po otrzymane perfumy, kawiarnia wypełniła się więc przeróżnymi nutami zapachowymi. Miał miejsce również kolejny konkurs, w którym jedna z blogerek wygrała giga-zestaw środków do pielęgnacji domu, brawo!

(zdjęcia: B. Sobczak)

Na finiszu już porozmawialiśmy o tym, jakich granic nie powinno się przekraczać w blogowaniu – i tutaj zawrzała dyskusja. Okazało się, że każdy ma te granice wytyczone w zupełnie innym miejscu. Po tych warsztatach na stołach pojawiły się kawy i herbaty a wszyscy uczestnicy uraczyli się… tortem! 🙂 Później wszyscy się rozjechali, zostałam w pustej kawiarni, z butelką wina od jednej z uczestniczek i emocjami trudnymi do pogodzenia: zmęczeniem, ekscytacją, satysfakcją i poczuciem spełnienia. Bo się udało. Bo wyszło dokładnie tak, jak wszystko mieliśmy zaplanowane. 

***

To był nasz, mój – pierwszy raz. Organizacja takiego spotkania nijak się ma np. do organizacji wesela. Bo o ile w tym drugim przypadku – wiele zależy od nas, naszej wizji i budżetu, o tyle w przypadku spotkania jesteśmy bardzo zależni od osób trzecich. Od udostępnionego na spotkanie miejsca, od sponsorów, od partnerów, w końcu od ilości chętnych, ich upodobań i obecności. To sporo żmudnej pracy, setki e-maili, telefonów, ustaleń, terminów, dziesiątki umów, przesyłek, kartonów do przeniesienia, produktów do przeliczenia, w końcu spakowania i przewiezienia na miejsce. 

Czy warto? Tak, warto. Zdecydowanie warto! Organizując coś takiego pierwszy raz – wyciągnęliśmy kilka nauk i wniosków. Organizując ewentualnie kolejną edycję – będziemy mieć je na uwadze. Czy powtórzylibyśmy formułę? Czy zaprosilibyśmy pary, nawet z dziećmi? Oczywiście! Czy zwiększylibyśmy limit miejsc? Tutaj kwestia dość dyskusyjna – kameralność spotkania miała swoje niewątpliwe plusy, z których wolelibyśmy jednak nie rezygnować. Wszystko przed nami! Na ten moment możemy jedynie napisać: 

DZIĘKUJEMY!

Prelegentom, sponsorom, partnerom, uczestnikom i wszystkim tym, którzy chociaż w minimalnym stopniu wsparli naszą inicjatywę! 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

6 Responses

  1. Brawo Wy! Już podejście do sponsorów wiele mówi o waszym zaangażowaniu. Nie były to pierdoły a wartościowe książki czy zabawki, wszystko z sensem dopasowane i wybrane. A pomysł z parami i dziećmi? Mega!

  2. Wow ale poziom! Zazwyczaj widzę w relacjach masę zbędnych pierdół w prezencie i prelegenci nie do końca przemyślane. U was spójnie i inspirująco i to się chwali! Trzeba być parentingowym blogiem by się dostać?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top