Rodzice w sieci: bądź świadomy!

Żyjemy w takich czasach, że zaledwie kilka kliknięć wystarczy by zasięgnąć specjalistycznej wiedzy, znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie czy wyszukać najbardziej pasującą nam ofertę. Teoretycznie powinniśmy cieszyć się z łatwości, z jaką możemy teraz poszerzać swoją wiedzę i rozwiewać wątpliwości.

W praktyce jednak bywa często tak, że dostęp do Internetu niesie mnóstwo różnych zagrożeń a nasza aktywność w sieci bywa powodem problemów. Dlaczego warto korzystać z tego dobrodziejstwa przede wszystkim z rozsądkiem? I co takiego robimy źle? Na co warto zwrócić szczególną uwagę, nie tylko będąc rodzicem? 

***

Publikowanie najmniejszych nawet szczegółów z naszej codzienności może stać się zwyczajnie niebezpieczne. Wiele osób nie chroni swojej prywatności i każdy, nawet ktoś całkowicie dla nas obcy, wchodząc na nasz profil na portalu społecznościowym chociażby, widzi absolutnie wszystko. Może trudno wyobrazić sobie zagrożenie. Ale pomyśl sobie, że zupełnie nieznajoma nam osoba kopiuje nasze zdjęcia, np. z wakacji, w bikini, a później sprzedaje je na strony dla dorosłych. Okropność, prawda?!

Wyobraźmy sobie, że ktoś Cię śledzi, bazując tylko na Twoich postach z lokalizacją, gdzie wybierasz się na kawę, obiad czy zakupy. Wyobraźmy sobie, że ktoś przegląda Twoje zdjęcia zrobione w Twoim domu i próbuje namierzyć Twój adres, chcąc Cię okraść z najnowszego sprzętu komputerowego, którym na tych zdjęciach się chwalimy wszystkim dookoła. Przerażające, prawda?

To może i nieco skrajne przykłady, ale naprawdę realne. Zdarzają się częściej niż mogłoby się wydawać, niestety… Usiądźmy więc do komputera i zmieńmy wszędzie w swoim profilu zaawansowane opcje prywatności. Zdjęcia, posty, informacje o pracy czy dacie urodzenia – tylko dla znajomych. Korzystajmy też z opcji publikowania zdjęć w folderach przeznaczonych tylko dla konkretnych, najbliższych osób. Albo nie publikujmy wcale tych, które publikowane być nie powinny.

Dziecko w kąpieli, dziecko w łóżeczku przy zasypianiu, dziecko na spacerze, dziecko jeszcze w szpitalu, dziecko na dwie minuty po porodzie. Kilkanaście ujęć tego samego momentu. Dziesiątki postów. Dziecko zjadło zupkę. Zrobiło pierwszą kupkę na nocniczku. Halo, halo! To nikogo nie obchodzi.

No dobra – może kilka najbliższych nam, szczerze zainteresowanych i zaangażowanych w życie malucha, osób. I nikogo więcej! O ile kamienie milowe typu: pierwszy kroczek, pierwsze słowo – są powodami do ogromnej dumy, rozumianymi czasem nawet przez tych, którzy dzieci nie posiadają – o tyle naszych znajomych naprawdę mało obchodzi, ile posiłków dzisiaj nasze dziecko zjadło a ile wypluło do miseczki. W social-media co jakiś czas wybuchają mniejsze lub większe afery – ileś tam zdjęć dzieci skopiowanych z czyichś profili zostaje sprzedanych lub użytych na fałszywych kontach. Ktoś się pod kogoś podszywa, ktoś kogoś hejtuje – tak, hejt dotyczy coraz częściej również dzieci! Jakakolwiek podobna historia powinna już nas powstrzymywać i nieco uczyć. Ale bardzo rzadko tak się dzieje. Naprawdę zbyt rzadko.

W przypadku naszych zdjęć i informacji – dawkowanych oczywiście ze sporym rozsądkiem – ustawienia prywatności w profilu wystarczą. W przypadku zdjęć dzieci zastanówmy się, czy warto ryzykować jakkolwiek – najbliższym znajomym można pokazać zdjęcia w różny inny sposób, niekoniecznie na ogólnodostępnych portalach. Rozsądek przede wszystkim!

I zastanowienie się, co za ileś lat powiedzą nasze dzieci, gdy dowiedzą się, że o ich pierwszej kupce było poinformowanych 300 Twoich znajomych na Facebooku? Jak my byśmy się czuli na jego miejscu…? Może poprośmy kogoś z bliskich, by zrobił nam zdjęcie w toalecie i wrzucił na swoją tablicę? Albo co gorsza – na naszą?

Swego czasu napisałam tekst, w którym można przeczytać między innymi takie słowa: jako rodzice odpowiadamy za bezpieczeństwo naszego dziecka, również to w wirtualnym świecie. Dlaczego nie wrzucimy numeru swojej karty kredytowej i kodu zabezpieczającego do sieci? No właśnie! To nie wrzucajmy zdjęcia dopiero co narodzonej pociechy z jej danymi osobowymi, nazwą szpitala, godziną narodzin a nawet wagą! Skąd wiecie, jak to może zostać wykorzystane? To się tyczy każdej naszej aktywności w Internecie. Nauczmy się wybierać informacje, które możemy udostępnić od tych, których nie powinniśmy absolutnie i pod żadnym pozorem!

Czy #instadziecko ma prawo w ogóle istnieć…?

Internet nigdy, naprawdę nigdy, nie zapomina – wszystko gdzieś pozostawia po sobie jakiś swój ślad. Każde nasze działanie. Internet nie jest też z założenia bezpieczny – to właśnie od sposobu, w jaki go używamy, zależy nasze bezpieczeństwo w sieci. Jesteśmy w pełni odpowiedzialni za to, co ktoś może na nasz temat znaleźć, bo sami i na własną odpowiedzialność to tworzymy, upubliczniając i pozwalając iść w świat.

Dlatego naprawdę warto porządnie się zastanowić nad poczynaniami we wszelkich mediach społecznościowych, ukryć co powinno być widoczne tylko dla nas i dbać o to by nasza aktywność nigdy nie przysporzyła nam problemów, o których przecież byliśmy z każdej możliwej strony  – ostrzegani.

***

Jeśli argumenty dotyczące bezpieczeństwa czy zwyczajnego wstydu – do nas nie przemawiają, warto pochylić się nad jeszcze jedną (niemniej istotną) sprawą a mianowicie… prawem. Wizerunek dziecka jest chroniony prawem. Jeżeli nie możemy uzyskać zgody dziecka na publikację (bo jest noworodkiem czy dwulatkiem) nie powinniśmy rozpowszechniać jego wizerunku. Koniec kropka. 

O publikowaniu wizerunku dziecka w sieci, o tym jakich zdjęć absolutnie nie wolno nam udostępniać w Internecie i wielu innych ciekawostkach – napiszę w kontynuacji tego tekstu, już niebawem. 🙂 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

8 Responses

  1. Piszesz o prywatnych profilach na fb, a jak oceniasz postępowania blogerek parentingowych? Niejako zarabiających na dzieciach…

    1. Sami prowadzimy (niejako) bloga parentingowego i w zasadzie od początku udowadniamy, że MOŻNA takowy prowadzić, można czasem przetestować i zrecenzować produkty stricte dla dzieci i… dziecka nie pokazywać. 🙂

      To już nawet nie chodzi o granice własnej etyki czy podejście do wychowania – nie możemy decydować za dziecko, czy chce być “twarzą” kremiku Y czy soczku X, tylko dlatego że rodzice chcą sobie dorobić albo się pokazać dzięki takim aktywnościom. Internet nie zapomina, rówieśnicy bywają brutalni – na ten moment nie umiem sobie wyobrazić w sumie nawet sytuacji, że ktoś w szkole odkrywa filmik z mojego dzieciństwa, na którym biegam w samym pampersie, upaćkana czymś, co jest “godne polecenia”. Ostatnio strasznie modne poniekąd jest chwalenie się ospą, dzieci całe w kropkach z maści (maści, tak?) można spotkać na Instagramie i fejsie – i szczerze tego nie rozumiem… Niech sobie taka matka trzaśnie zdjęcie z opryszczką albo czymkolwiek nieestetycznym i puszcza w świat na #instafotkach. Nic, co w jakikolwiek sposób uwłacza godności dziecka nie powinno trafić do sieci. Po prostu.

      1. Wiem ze można, bo właśnie też unikam wizerunku dziecka, pomimo że mój blog też jest nieco parentingowy. Nasze podejście jest bardzo niepopularne – mam wrazenie ze większość blogerek chwali się swoimi dziećmi i to jest ich intencją nie wnikając w konsekwencje. A te zdjęcia robia popularność i biznes sie kręci. Ale też nie rozumiem zdjęć w szpitalnych lozeczkach czy z inhalatorami na twarzach…

        1. Zdjęć z inhalatorem czy jakichkolwiek tego typu – nie robimy nawet dla własnego użytku, bo… po co? Kiedyś były aparaty na klisze, określona, ograniczona liczba zdjęć i inaczej podchodzono do ich robienia. Teraz “trzaskamy” kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset zdjęć dziennie i bez ograniczeń je rozdysponowujemy, bez zastanowienia ile z nich jest naprawdę cokolwiek warte… A tak naprawdę wystarczyłoby 10% tej ilości, jeśli nie mniej, które trafią do rodzinnych albumów / fotoksiążek.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top