Ślub po swojemu: jak wybrać suknię ślubną?

Wybór sukni ślubnych to ten punkt checklisty, który niesie najwięcej niewiadomych. Bo o ile mamy pewność co do wybranego miejsca chociażby – bo je wcześniej widzieliśmy, oceniliśmy, zdecydowaliśmy. Z suknią może być różnie. Naprawdę różnie!

Bo być może nasza wymarzona zupełnie do nas nie pasuje. Albo oglądana na modelkach jest piękna – przymierzona jednak na sobie już… nie tak fajna. 🙂 Wyobrażenia to jedno, rzeczywistość to coś zupełnie innego.

***

Zacznijmy może od banalnie prostego pytania: jakie mamy rodzaje sukni ślubnych? Bo to, że wiele – chyba wiecie? Cztery najczęściej spotykane fasony to: 

  • princessa ➡ najprościej mówiąc: dopasowana góra, im niżej – tym szersza, składająca się z wielu warstw, często z trenem.
  • litera A ➡ podobno najczęściej wybierany fason: dopasowana w biuście, stopniowo rozszerzająca się ku dołowi. Z długim rękawem, z krótkim rękawem, bez rękawów. Z trenem, bez trenu. Odkryte plecy, zakryte plecy. Kombinacji jest naprawdę wiele!
  • prosta ➡ nie rozszerza się w żadnym miejscu, jest prosta na całej długości.
  • rybka ➡ bardzo dopasowana góra a dół rozszerza się dopiero od połowy ud – a nierzadko dopiero kolan.

Tyle w teorii. A jak znaleźć idealną dla siebie? Jak w ogóle zacząć poszukiwania? O czym warto pamiętać? Na co zwrócić uwagę? Co nam ułatwi proces wyboru? Kogo słuchać? Rozsądku? Intuicji? Bliskich? Warto wziąć pod uwagę pięć prostych zasad, które pozwolą bez większych problemów wybrać tą jedyną:

  1. Zrób research ➡ przejrzyj strony z sukniami ślubnymi, katalogi, inspiracje. Wybierz kilka fasonów, które szczególnie Ci się podobają ale nie nastawiaj się na identyczną! Nie wmawiaj sobie, że musisz – koniecznie musisz – mieć taką i żadną inną. To ma być inspiracja, punkt zaczepienia, coś od czego zaczniesz.
  2. Umów się do salonu w odpowiednim towarzystwie ➡ miałam na oku kilka salonów, w których mogła być suknia w stylu, który sobie wymarzyłam. Salon sukni ślubnych to jednak nie zwyczajny butik, do którego wchodzimy, kupujemy i wychodzimy. Panie tam pracujące muszą nam poświęcić trochę czasu i uwagi, ilość przymierzalni również jest ograniczona. Gdyby jednocześnie krzątało się – powiedzmy – pięć panien młodych i do tego bliskie im osoby, no cóż… byłoby trochę tłoczno i chaotycznie! Weź ze sobą jedną osobę, która w sposób obiektywny Ci doradzi i masz pewność, że nie będzie się kierować emocjami albo co gorsza – mówić Ci to, co chcesz usłyszeć.
  3. Nie zapomnij się przygotować ➡ warto włożyć białą albo cielistą bieliznę – co by żadna czerń czy inny, równie intensywny kolor, nie psuły efektu widzianego w lustrze. I dobrze by było wziąć ze sobą buty ślubne lub takie, które najbardziej przypominają wysokością te planowane. Dzięki temu będziesz widzieć efekt, który osiągniesz daną suknią i tymi konkretnymi butami.
  4. Zaplanuj sobie na wizytę tyle czasu, żeby nie spieszyć się ➡ nic nie potrafi zepsuć czegokolwiek tak jak… patrzenie co chwilę za zegarek. Warto więc również w przypadku wyboru sukni ślubnej mieć jednak trochę więcej czasu, żeby nie musieć robić tego na szybko i w stresie.
  5. Słuchaj intuicji ➡ jeśli włożysz suknię i poczujesz się w niej wygodnie, swobodnie i pięknie – nie wahaj się, zamawiaj! Nieważne, jak piękna by była – wystarczy, że będzie Ci w niej niewygodnie a wspomnienia z nią związane zawsze będą nieprzyjemne! Mimo że to jedyny taki dzień w życiu i chcesz wyglądać zjawiskowo, pamiętaj o tak ważnej kwestii jak wygoda i Twoje dobre samopoczucie!

Jak to wyglądało u mnie? Umówiłam się do salonu innego niż wszystkie – do bydgoskiej Kristoli. Tak, pojechałam z Wrocławia specjalnie do Bydgoszczy by mierzyć suknie.

Z prostego powodu: wiedziałam, że tam znajdę odpowiednią, nie zbankrutuję przy tym a cudowna Ola sprawi, że poczuję się otoczona odpowiednią troską i zaangażowaniem.

Mały Człowiek pod opieką Dziadków, B. na miejscu oddelegowany na kawę i ciacho. W salonie czekała już na mnie Marta (Lady Amarena Photography), która swego czasu robiła nam sesję narzeczeńską a już niebawem zrobi dla nas kolejne piękne zdjęcia! Nie czułam potrzeby ciągnąć ze sobą kogokolwiek, zabierać komuś całą sobotę, kazać oglądać pierdyliard sukienek – decyzja przecież i tak zależała od tego, w której z sukni to JA poczuję się dobrze. 

Na naszym Instagramie można zobaczyć zdjęcie tej, po którą w zasadzie jechałam (klik!) a której… nie wybrałam. Czułam się (i w sumie wyglądałam) w niej strasznie nijako, było mi niewygodnie, jakoś tak po prostu źle. Później mierzyłam kilka innych – od ślubnego kombinezonu, przez krótką rozkloszowaną suknię ślubną po… tą idealną. 

Bo była taka suknia. Taka oglądana na salonowym Instagramie, dość specyficzna, dość inna. Taka, którą można założyć na dwa sposoby – zachwycić, zaskoczyć a zarazem… włożyć ją jeszcze przy innej okazji, już po ślubie.

Na naszej ślubnej grupie (link na końcu tekstu) wrzuciłam zdjęcia mojej jedynej, wybranej. Tutaj tego nie zrobię – B. ma ją zobaczyć dopiero przed ołtarzem. Niech więc tak zostanie!

Ile mi to wszystko zajęło? Jakieś dwie godziny, może ciut mniej. W salonie nie było wówczas nikogo oprócz nas, na wejściu zostałam uraczona mocną kawą – po średnio przespanej nocy jak znalazł! W Kristoli nie ma podestu – to istotne, przynajmniej dla mnie. A dlaczego? Bo podest trochę zafałszowuje obraz. Czy w kościele albo na weselu będę stać na podeście? Nie! Będę na równi ze wszystkimi, będę stać na podłodze – dlaczego więc przy przymiarkach miałoby być inaczej?

I co ważniejsze – mogłyśmy robić zdjęcia do woli. Nie z ukrycia, jak to się zdarza w wielu salonach.

***

Kolejny punkt checklisty odhaczony – suknia wybrana, idealna, wygodna, piękna a co najważniejsze… szalenie się sobie w niej podobam! Wiem, że mój wybór zaskoczy niejedną bliską mi osobę, tak inny i niespodziewany. Ale wiem też, że będzie to pozytywne zaskoczenie. Nie żałuję tych kilkuset kilometrów, poświęcenia w zasadzie całego weekendu i spędzenia go w drodze. Bo swoje poszukiwania uważam za zakończone nim tak naprawdę na dobre się rozpoczęły.

Świadomość, że będzie nam wygodnie, że wyglądamy dobrze i nie widzimy nic, co chciałoby się zmienić – wystarczą by dokonać wyboru. Żadne trendy, żadne sugestie, żadne wyobrażenia – nie zastąpią zwyczajnego komfortu i przekonania, że wyglądamy świetnie. Dlatego warto zaufać przede wszystkim intuicji i bardzo dokładnie wsłuchać się w swoje emocje. Bo to emocje będą towarzyszyć wspomnieniom tego dnia! 

 

zdjęcia wykorzystane we wpisie  ➡ Lady Amarena Photography

pokazane suknie oraz wnętrza  ➡ salon sukni ślubnych Kristola w Bydgoszczy

buty ➡ Renee 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy o ślubach ➡ klik!

11 Responses

  1. Ja do ślubu szłam w rybce. W Szczecinie byłam w kilku salonach, a swoją kupiłam w Pile. Tak, w tej samej Pile w której się poznałyśmy 🙂 U mnie tez było tak że wybrałam kilka do przymierzenia a ostatecznie żadnej z nich nie kupiłam. Trafiła mi się prawdziwa perełka za 800 zł bo sprzed dwóch sezonów, a decydując się na nią nawet nie znałam ceny. Dopiero jak ja wybrałam poprosiłam o jej podanie. Szok był ogromny.

  2. Dobrze, że mnie ten problem nie dotyczy. Ślub brałam 13 lat temu i nie miałam kasy na wymarzoną sukienkę. Zresztą nawet wymarzonej sukienki nie miałam, bo się nigdy nad tym nie zastanawiałam. Chciałam tylko, żeby była ładna i mi żeby było w niej ładnie. No i taka była. Była super 🙂 Ale cieszę się, że Ty miałaś jakiś konkretny plan co do sukni i go zrealizowałaś 🙂 Wszystkiego dobrego dla Was!

  3. Moją sukienką ślubną była przerobiona sukienka mojej siostry, nabrała innego kształtu i wyglądu, wg mojego projektu 🙂 Kosztowała mnie mało 🙂

  4. Ja pracowałam kiedyś w salonie sukien ślubnych i prawdą jest, że najczęściej suknia, która podoba nam się na zdjęciu w końcu nie zostaje wybrana – dlatego trzeba mierzyć i nie ograniczać się, a wtedy znajdzie się ta jedyna 😉

  5. Wybór ślubnej sukienki to zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy przed własnym ślubem 🙂
    Ja dość szybko znalazłam swój wymarzony model – czułam się przepięknie w dniu swojego ślubu i właśnie to jest najważniejsze 😉

  6. W zeszłym roku moja siostra brała ślub – suknie szyła w salonie Nabli w Krakowie. Byłam z nią na przymiarce. Moja siostra ma dość “trudną” sylwetkę: 150 zm, wąską górę i masywny dół. Niemniej, w sukni wyglądała zjawiskowo i smukle.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top