Jak często miewasz gorszy dzień?

Z Nowym Rokiem często pojawia się stwierdzenie: Nowy rok = nowa ja. Postanowienia, zmiany i w ogóle: dzieje się! Kto z Was nie spotkał się z takim zjawiskiem? A może sami możecie powiedzieć o sobie, że w tym szaleństwie uczestniczycie?

Rok temu mieliśmy jakieś tam cele do zrealizowania w nadchodzącym. Na tyle konkretne i jasne, że nie było problemu z określeniem drogi do ich realizacji. Nie były to jakieś spektakularne postanowienia ani zmiany mające wprowadzić ogromne, nagłe efekty. W tym roku postawiliśmy jedynie na decyzje. Na dodatek takie, które już podjęliśmy – teraz trzeba je doprowadzić do końca. 

***

Pisaliśmy o tym w tekście My będziemy przenosić góry – a Wy? Pamiętacie? Po publikacji tego tekstu dostaliśmy mnóstwo wiadomości, po publikacji kolejnych, zwłaszcza tego o budowie domu – jeszcze więcej! Statystyki poszybowały w górę, w pierwszym zaledwie tygodniu stycznia mamy wynik taki, jaki udało nam się osiągnąć przez calutki grudzień. Na Instagramie wiadomości, na fejsiku wiadomości, odpowiedzi na relacje InstaStories, maile. Niektórzy z Was – kojarzę przecież nazwiska! – pisali do mnie też kiedyś, trzymali kciuki, wspierali słowem, życzyli zmian, zmian na lepsze. I to wszystko jest cudowne.

Wspaniałe są dni, gdy Mały Człowiek bez problemu i opóźnienia jest wyprawiony do przedszkola, B. mi pisze SMS, że z radością pobiegł do dzieci i wszystko poszło świetnie. Wspaniałe są dni, gdy pod ich kilkugodzinną nieobecność ogarnę dom, obiad, siebie, mnóstwo pracy, bloga, innych spraw i jeszcze coś z weselnych kwestii nawet. Wspaniałe są dni, gdy Mały Człowiek wraca w doskonałym humorku, bawimy się, śpiewamy, szalejemy, wieczorem bez komplikacji przebiega kąpiel, usypianie i o dwudziestej jesteśmy wolni, można coś obejrzeć, popracować, wypić herbatę, zrobić w ciszy kolację, porozmawiać, poplanować.

To wszystko naprawdę jest świetne. Bo mamy poczucie, że coś się dzieje, że idziemy do przodu, że w tym wszystkim jesteśmy spełnieni. Jako rodzice, w swojej pracach, w blogowaniu, w uczeniu się czegoś nowego, planowaniu, osiąganiu. W działaniu.

Wrzucam zdjęcia na Instagram – zdecydowanie mniej niż kilka miesięcy temu – a obserwujących z dnia na dzień przybywa, mimo konta prywatnego. A zdjęcia? Pojedyncze kadry. Ulubiona sukienka. Ujęcie z pracy przy komputerze na naszej szarej pościeli. Nasza szara kanapa. Wspomnienia ślubu. Kawa w trasie. Aktualnie pojawia się Organizer Panny Młodej, któremu patronuję. Wszystko spójne, niewymuszone, takie zwyczajne i niezwyczajne zarazem. Zwyczajne bo chwytam chwile, nie ustawiam skomplikowanych kompozycji by pstryknąć pięćdziesiąt fotek, z których wybiorę najlepszą. Robię zdjęcie, wrzucam i widzicie coś z mojej, naszej codzienności. 

Widzicie to, co mnie definiuje. Ulubioną kawę, ukochane szarości, macierzyństwo, związek, pracę, naukę. Widzicie milionowy ułamek tego, co przeżywamy każdego dnia.

Ale są też gorsze dni. Te, w których na InstaStories zdarza mi się wrzucić relację z nicnierobienia bo migrena. Po jednym takim dniu – mam kolejny, jeszcze gorszy. Bo wszystkie obowiązki i sprawy z dnia poprzedniego, kumulują się z tymi bieżącymi. Wtedy wyrzucam sobie, że wzięłam wszystkiego za dużo. Jeszcze później się sama przed sobą tłumaczę, że przecież dom, oszczędzanie, odkładanie, plany, wesele, bla bla bla. I pracuję cały dzień, później cały wieczór po położeniu Małego Człowieka, pół nocy. Kładę się przed trzecią, ledwie zamykam oczy a Mały Człowiek do nas przychodzi i zadaje jakieś pytanie. Siku. Pić. Przytul. Coś tam. Później wstaje przed szóstą. A my z Nim.

W takie poranki czasem coś do siebie burkniemy, ni to złośliwie, ni to ze zmęczenia, ni to z frustracji. Ot, ciężki dzień.

My też nie zawsze rzucamy komplementami, nie zawsze mamy ochotę rozmawiać bez końca. Czasami któreś chce się wcześniej położyć, czasami pomilczymy, czasami się pokłócimy o drobiazg. Jesteśmy tylko ludźmi. Czasami nie chce mi się uczyć iluś tam rozdziałów odrażających opisów rozkładu zwłok chociażby. Odkładam to wtedy, wracam następnego dnia, z większą motywacją. Czasami zaczynam pisać tutaj tekst, mam pomysł, mam myśl ale zacinam się w połowie, idzie opornie. Odkładam to wtedy, piszę inny albo wcale. Ten w końcu powstanie, dokończę go w lepszym momencie.

Nowy Rok to nowe decyzje – tak jak napisałam wyżej. A nowe decyzje to nowe wątpliwości. Nowe słabości. Nowe nieporozumienia. Nowe porażki. Kiedy wydaje nam się, że do naszego domu zostało już tylko półtora roku – jaramy się tym niesamowicie, przebieramy nóżkami, planujemy, ekscytujemy się. A innym razem dla nas to aż półtora roku, jeszcze tyle czasu i pieniędzy zmarnotrawione na nie swoje lokum. Ale nie poddajemy się, odkładamy, planujemy, wyczekujemy. Bo nie można się poddawać przez chwilę słabości, prawda? 

Nie da się mieć tylko dobrych dni. Gorsze zdarzają się każdemu. Nie z każdego trzeba wyciągnąć naukę. Czasami trzeba sobie na moment odpuścić i po chwili wrócić do normalnego rytmu.

Czasami otaczają nas ludzie, którzy zwyczajnie nam szkodzą. Przynoszą takie gorsze dni kilkoma zaledwie słowami. Czasami na pozór banalne zdanie, rzucone mimochodem – ale złośliwie – godzi w nas bardziej niż największa porażka. I to jest straszne. Ale wtedy wystarczy od takich ludzi trzymać się z daleka. Do tego momentu mieliśmy z tym trudność. Ktoś mi od bardzo dawna powtarzał, że pewne relacje powinnam już sobie odpuścić, trzymać je na poziomie koniecznym – bo nic już nie da się zrobić, nie da się nic zmienić. W końcu zaczęłam tak robić, czuć się lepiej. Rozmowy ograniczać do koniecznych, do konkretów, nie próbując rozmawiać o czymś dla mnie ważnym – skoro i tak zostałabym sprowadzona do parteru, skrytykowana w bardziej lub mniej bezpośredni sposób. Tylko po to, żebym poczuła się gorzej z czymś, z czego powinnam się cieszyć. Teraz na to nie pozwalam!

To jest ważne! Umieć wytyczyć granice! Dla siebie, dla swojego dobra, dla swojego spokoju. Ulga jest odczuwalna od razu, niekiedy dopiero po jakimś czasie. Ale jest. I jest naprawdę kojąca.

Ograniczenie toksycznych relacji do minimum było jedną z naszych noworocznych decyzji. Podjęliśmy je jeszcze w grudniu, póki co nie żałujemy – mimo że czasu upłynęło dopiero niewiele. Ograniczenie tego, co nas drażni i powoduje negatywne emocje – to kolejna decyzja. I mowa tu o drobnych, przyziemnych sprawach! Strasznie wkurzał nas zestaw salaterek, który mam – od kiedy pamiętam. Nigdy chyba mi się naprawdę nie przydał a zajmuje sporo miejsca w szafce. Podobnie jak zestaw kryształowych deserowych talerzyków. Zwykle używamy tych od codziennej zastawy. Wyleciało to więc z szafek, już nie drażni. Zakupy ograniczyliśmy do minimum, tygodniowe zamawiamy z dowozem. Zmęczenie kolejkami, chodzeniem po alejkach, tłumem i tak dalej, nie było warte tych kilku zaledwie złotych, jakie płacimy za dowóz.

***

Każdy ma absolutne prawo do gorszych dni, do wątpliwości, do błądzenia, zadawania pytań, zmian decyzji albo wręcz przeciwnie – szokujących dla otoczenia. Czasami wyrzucam sobie, że biorę za dużo zleceń, że niepotrzebnie brałam drugie studia, że moje projekty czy zobowiązania nie są tak fajne, jak wydawało mi się na etapie planowania. Czasami potrzebuję by ktoś mną potrząsnął, powiedział ile robię, jak dobrze robię – bym w to uwierzyła. 

A czasami – nawet w najpodlejszy dzień – wystarczy jedna wiadomość od kogoś z Was by się uśmiechnąć, otrzepać z kurzu po upadku i następnego dnia wstać – mimo niedospania – z nową energią, zaczynając od nowa, po swojemu, dla siebie i swoich bliskich. Ty też to potrafisz! Otaczaj się właściwymi ludźmi, dokonuj właściwych dla siebie i najbliższych, wyborów. Będzie dobrze! To tylko gorszy dzień! 

 

Spodobał Ci się tekst?

Zaobserwuj nas na Instagramie, tam nasza codzienność ➡ klik!

Polub nas na Facebooku, stamtąd dowiesz się o nowościach ➡ klik!

Dołącz do naszej grupy, gdzie sobie porozmawiamy ➡ klik!

mama-sama

5 Comments

  1. Jestem tu od początku i zawsze będę. Dla takich szczerych emocjonalnych tekstów których wszędzie indziej brakuje. Podziwiam Cię za siłę bo przeszłaś wiele a teraz potrafisz pozostać mądrą i skromną kobietką. Pozdrowienia dla synka i męża!!

  2. Brawo Wy!
    Zawsze będę wiernym fanem. Zdecydowanie!
    Kiedyś Twoim i Małego Człowieka a teraz całej rodziny!

  3. Nigdzie nie spotykam takiej lekkości w opisywaniu emocji półsłówkami jak tutaj. Brawa wielkie! Brawa!

  4. Ja nie miała kiepskiego dnia, ja miałam kiepskie, fatalne lata. Przez ponad 2 lata czułam jakbym stała w miejscu albo gorzej jakbym się cofała. Zycie mi przelatywało a ja nic nie potrafiłam z tym zrobić. Wtedy pojawiłaś sie Ty i Twój blog i tak czytałam i myślałam i tak w kółko. Niektóre teksty kilkakrotnie, przełomem dla mnie okazał się Wasz ślub który dał mi motywację i silę by zawalczyć o siebie. Dzieki Tobie jestem silniejsza. Dziękuję Wam za to, że jesteście

  5. Jesteście wspaniali i za każdym razem gdy tu wchodzę cieszę się, że mogłam znaleźć ten blog. Samych dobrych chwil wam życzę!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *