Trudny temat: mama na etacie

Matki siedzące w domu z dziećmi nierzadko zazdroszczą innym tego, że mogą więcej niż one. Matki pracujące nierzadko zazdroszczą tym pierwszym tego, że mają więcej czasu z dzieckiem, mniej na głowie (bo odpada przede wszystkim praca ) i tak dalej. Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Prawda? 🙂

Często stajemy przed arcytrudnym wyborem, nie mając wówczas zbyt dużego pola manewru. Bo nie zawsze możemy sobie pozwolić na pozostanie z dzieckiem w domu po zakończeniu urlopu macierzyńskiego. Nie każda matka ma ten komfort. Dlatego też nie warto oceniać kogoś, nie przeżywając danej sytuacji ani emocji, które towarzyszą decyzji o powrocie do pracy.

***

Dużo piszę tutaj o dzieleniu pracy freelancera z wychowaniem dziecka. Zeszłego lata był okres połowy etatu – wówczas o tyle trudniejszy, że nie mieliśmy do dyspozycji przedszkola. B. wracał z pracy, ja wychodziłam do pracy, i tak pięć dni w tygodniu. Padaliśmy na twarz oboje bo opieka nad Małym i praca zawodowa, bez wsparcia z zewnątrz, doliczając do tego proces adopcyjny, organizację ślubu, przeprowadzkę i kilka innych spraw – wykańczały!

Później przyszedł wrzesień, przedszkole i… infekcje. Średnio dwa tygodnie w miesiącu chodzi do dzieci, dwa siedzi w domu. Całkiem nieźle, zwłaszcza że w żłobku statystyki mieliśmy nieco gorsze. Przedszkole jest na trasie B. do pracy, zawozi więc Go i odbiera codziennie sam. Dzięki czemu ja jakieś półtora, może dwie godziny czasu mam codziennie zaoszczędzone. I mogę przeznaczyć je na pracę.

O dom mogę zadbać, pracując. Bo między jednym a drugim tekstem włączę pralkę, wstawię obiad, wyskoczę na pocztę czy do piekarni. Dom zaopiekowany, praca odbębniona, przez czas, gdy ich nie ma – zdążam zrobić wszystko, popołudnia i wieczory mamy więc dla naszego Małego Człowieka.

Fajnie, co? 😉 Przejdźmy do ciemnych stron takiego trybu życia. Bo wystarczy, że Mały Człowiek jest chory a świat staje na głowie. Wówczas nie zdążam napisać nawet połowy tego, co piszę w samotności. Bo dziecko potrzebuje uwagi, jak wiadomo. Mamo, poczytaj! Mamo, pobawmy się! Mamo, pić! Mamo, jeść! Mamo, a co to? Mamo, a po co to? Mamo, a dlaczego?

Kto nas obserwuje na Instagramie – ten pewnie zauważył, że od jakiegoś czasu szukałam pracy na pełen etat, ewentualnie połowę na początek. Z kilku powodów, o których mógłby powstać odrębny tekst. Innym razem będzie o nich!

Czym różni się etat od pracy w domu? Najważniejszą różnicą jest oczywiście fakt, że w tym domu się nie przebywa. Praca jest w miejscu X, do którego mamy Y czasu podróży. Spędzamy tam określoną ilość godzin i wracamy. W tym czasie dom się nie posprząta, obiad się nie ugotuje, pranie się nie włączy ani nie rozwiesi. Wskakujemy więc na jeszcze wyższy poziom ogarniania. Bo ogarnąć to wszystko trzeba w tzw. międzyczasie. Pomiędzy powrotem z pracy a powrotem B. i Małego Człowieka, który następuje maksymalnie pół godziny później. Ewentualnie rano pomiędzy ich a swoim wyjściem. Czyli w jakieś pół godziny również. Poprzeczka ustawiona znacznie wyżej, prawda?

Jak to wszystko ogarnąć i nie zwariować?

Sposobów jest kilka. Można zasuwać nocami by każdy kąt lśnił czystością, zrywać się o czwartej rano i szykować dwudaniowy obiad i w ogóle. Innymi słowy – robić wszystko to, co robiło się wcześniej. Tylko teraz w czasie o wiele krótszej doby jakby. W efekcie mamy nieobecną matkę (bo albo jest w pracy albo ogarnia dom w roli perfekcyjnej pani domu i jest obecna tylko fizycznie, na uwagę nie ma co liczyć). Można też uznać, że skoro się pracuje to reszta jakoś się poukłada i zmniejszyć ilość uwagi poświęcanej dbaniu o dom, zwyczajnie pewne sprawy zaniedbując. Można też znaleźć złoty środek i pewne sprawy sobie ułatwiać. Tylko jak?

  • proste i smaczne posiłki ➡ pyszny obiad nie musi być skomplikowany a jego przygotowanie nie musi trwać kilka godzin. Wystarczy postawić na sprawdzone, nieskomplikowane przepisy i potrawy, które rodzina ze smakiem zje.
  • gotowanie na dwa dni ➡ zupa przygotowana na dwa dni – to najprostszy chyba przykład. Czasami wystarczy drobna kombinacja i mamy dwie zupełnie różne! Dzisiaj rosół, jutro z niego… pomidorowa. Kto nie zna tej sztuczki? 😉 A mięso? Moim ulubionym chyba sposobem jest przygotowanie, np. filetów z kurczaka – na dwa dni. W każdy z nich gram dodatkami. Dzisiaj ziemniaczane puree i surówka z kapusty, jutro kasza pęczak i warzywa na parze. To tylko przykład bo pomysłów jest całe mnóstwo i z powodzeniem z nich korzystamy. Polecam!
  • pranie w wyznaczone dni tygodnia ➡ wystarczy wybrać dwa dni w tygodniu, w których ogarnia się pranie, żeby nie grzebać codziennie w koszu by upewniać się: trzeba prać czy też nie? U nas pierzemy w niedzielę i czwartki. Wówczas mam pewność, że wszystko będzie czyste na początek tygodnia i na weekend. Nikomu nie zabraknie ubrań a ja nie stanę w sobotę rano przed koszem, z którego wysypują się sterty brudów.
  • sprzątanie… regularnie! ➡ dotąd zawsze odkurzałam podłogi i ścierałam kurze, gdy B. kapie Małego Człowieka. I to się nie zmieni. Przejechanie odkurzaczem po mieszkaniu i przetarcie blatów, stołów, półek – zajmuje mi kilkanaście minut. Do tego co dwa, trzy dni umycie podłóg. Dzięki temu w mieszkaniu jest zawsze czysto i nie muszę co jakiś czas poświęcać ogromnej ilości czasu by doprowadzić dom do porządku.
  • popołudnia dla nas ➡ od powrotu B. i Małego Człowieka do domu, aż do usypiania – czas dla nas, na zabawę, obiad czy kolację, czytanie, odpowiadanie na pytania i tak dalej. Dzięki temu maksymalnie wykorzystujemy wspólny czas, nie mając wrażenia, że mogliśmy zrobić więcej. Wieczory z kolei dla nas dwojga, nie każdy ale chociaż co drugi. Bo popracować też przecież trzeba.
  • podział obowiązków ➡ nie trzeba chyba zbyt wiele tutaj pisać. Mąż nie pomaga w domu zonie. Dom jest wspólny, życie jest wspólne a obowiązki są dzielone. To bardzo wiele ułatwia!
  • chwila dla siebie ➡ dla równowagi. Nic dodać nic ująć! Czas dla siebie, choćby kilka minut dziennie – to bardzo ważna sprawa!

***

Dystans i równowaga są kluczem do sukcesu w bardzo wielu dziedzinach życia. A dzielenie pracy z macierzyństwem, rolą żony czy pani domu – to wyzwanie, jakich mało. Sprawne zarządzanie czasem, punktami codziennej checklisty i obowiązkami, jest możliwe – wystarczy opracować dobry plan i się go trzymać. Nie dajmy sobie wmówić, że się nie da. Bo się da!

Nie dajmy się zwariować! Nie wierzmy w to, że w domu musi być zawsze idealnie wysprzątane niczym w telewizyjnym serialu. Nie wierzmy w to, że musimy zawsze perfekcyjnie wyglądać. Nie wierzmy również w to, że będziemy złymi matkami czy żonami, jeśli dwa dni z rzędu przytrafi się ta sama zupa. Nie wierzmy w te wszystkie bzdury! Jeśli dziecko jest szczęśliwe wśród dzieci w przedszkolu, matka jest szczęśliwa bo spełnia się zawodowo i współtworzy domowy budżet a rodzina nie cierpi na zmianach – nic tylko się cieszyć. 

PS A ile wśród Was jest mam na etacie?

mama-sama

4 Comments

  1. To ja mama na etacie, pracuje tez w weekendy. Nie mam partnera który by pomógł ale wspomagam się opiekunka na tyle na ile mój budżet pozwala. Trwa to już prawie 3 lata i nie skromnie powiem że jestem dumna z tego jak sobie radzę. Najważniejsze to iść do przodu, to jedyny słuszny kierunek 😊

  2. Ja tam uważam, że skoro dałaś sobie radę zupełnie sama z dzieckiem, pracą, studiami i milioner innych spraw to tym bardziej z etatem sobie poradzisz mając tak wspaniałego męża. Powodzenia!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *