Rodzicielskie wychodne: jak, gdzie i kiedy najlepiej?

Co jest podstawą rodziny? Związek dwojga ludzi. Rodziców, którzy dają początek tej rodzinie. (Niestety) często słyszy się, powtarzany dość niesprawiedliwie zresztą, mit: z nadejściem dziecka wszystko się zmienia i to ono staje się całym centrum uwagi, relacja rodziców odchodzi na dalszy plan. Dlaczego niestety i dlaczego niesprawiedliwie?

Bo nie mogę tego zrozumieć. Dlaczego młodzi rodzice nie widzą prostych możliwości na wykorzystanie czasu dla siebie, mając dziecko pod ręką? Słyszy się tyle wymówek i usprawiedliwień, gdy pytamy o czas, jaki spędzają razem. Tylko we dwoje. Dla siebie. Ze sobą. Wówczas okazuje się, że takiego czasu… nie ma. 

***

Żaden związek, pozostawiony sam sobie, bez codziennej pielęgnacji – nie przetrwa. Dlatego pielęgnujmy go i umacniajmy. Nie zapominajmy, że ta druga strona potrzebuje naszego zapewnienia o uczuciach, wysłuchania w chwilach kryzysu czy adorowania. Koniec kropka. 

Wychodne. Słowo uwielbiane przez rodziców, kryjące w sobie obietnicę czasu spędzonego tylko we dwoje. Czasu, kiedy na moment można porzucić tematy okołodzieciowe. Można pójść do kina, na obiad, chociaż pochodzić po Ikei i kupić nową pościel czy świeczki. Bez nerwowego szukania mokrych chusteczek w torbie, bez negocjacji przy jedzeniu czy czegokolwiek podobnego. Ot, czas dla związku. Krótszy, dłuższy – nieważne. Czas dla rodziców.

U nas wychodne zdarza się nieregularnie. Czasem częściej, czasem rzadziej. Wyciskamy czas na nie wtedy, gdy tylko się da. Bywa z tym jednak różnie.

Gdy wyjeżdżamy gdzieś sami, chociaż na kilkanaście godzin – znajdujemy chociaż trochę czasu na kawę we dwoje, nawet w McDonald’s w trasie. Gdy załatwiamy ważne sprawy, podczas gdy Mały Człowiek jest w przedszkolu – godzinę rezerwujemy na obiad w ulubionym miejscu. Gdy jesteśmy u Dziadków – wychodzimy chociaż na dwie godziny, na deser w maleńkiej kawiarni, spacer, cokolwiek. W każdym z tych przypadków potrzebne jednak jest wsparcie z zewnątrz. Przedszkole albo opieka którychś Dziadków. 

Co w czasie, gdy to jest niemożliwe? Bywamy zapracowani, Mały Człowiek bywa chory i siedzi w domu, wyjazdy czasami trzeba odwołać, plany przełożyć, zmienić. Pozostają nam wieczory. Nawet nie codziennie ostatnio. Bo deadline, bo nauka, bo obowiązki. Ale co drugi wieczór jest nasz. Przynajmniej co drugi. Nie musimy się do niego jakoś szczególnie przygotowywać.

Ot, gorąca herbata, coś słodkiego. Kolacja i wino. Albo dobry film i ciepły koc.

A dłuższe wychodne? Hmm… Ostatnie było w naszym przypadku w październiku i trwało jakieś dwanaście godzin – byliśmy na ślubie i weselu przyjaciół. Dwa miesiące wcześniej byliśmy na weselu na wyjeździe, wówczas Mały Człowiek był u Dziadków dokładnie dobę bez nas. Wraz z nadejściem grudnia – przyszła kolejna okazja, czyli Blogowigilia!

Dziadkowie przyjechali do nas w piątek wieczorem, w sobotę z rana wyruszyliśmy z Wrocławia do Warszawy, rozpoczynając nasze wychodne czterema godzinami w samochodzie, kawami z przydrożnych fast-foodów, czytaniem książki po kawałku i słuchaniem muzyki. Bez przerywania co chwilę, żeby odwrócić się do fotelika na tylnej kanapie. Dotarliśmy w końcu na miejsce, do Sound Garden Hotel – cudownego miejsca, jak się później okazało!

Wyszykowaliśmy się w swoim pokoju do wyjścia, włożyłam małą czerwoną, B. wystroił się w ulubioną koszulę, zabraliśmy przygotowany sernik i pierniki (nasz wkład w organizację imprezy) i udaliśmy się prosto do Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, gdzie impreza miała miejsce. Po kilku godzinach na miejscu, spotkaniu znajomych twórców internetowych, skosztowaniu różnych smakołyków i jednym bezalkoholowym drinku w moim przypadku oraz jednym piwie w przypadku B. – postanowiliśmy wykorzystać ten wieczór maksymalnie. 

I wróciliśmy do hotelu! W restauracji Good Company, mieszczącej się na parterze – zamówiliśmy kolację. Genialne burgery, doskonała tarta na deser, pyszna herbata i obsługa na naprawdę fajnym poziomie. 🙂

Rozmawialiśmy, jedliśmy w spokoju, cieszyliśmy się każdą minutą tego trwającego wieczoru. Później wróciliśmy do pokoju i po gorącym prysznicu padliśmy do łóżka i… obudziliśmy się kwadrans po ósmej rano. Dawno się tak dobrze nie wyspaliśmy! Wygodne łóżko, absolutna cisza dookoła i niczego więcej człowiekowi do szczęścia nie potrzeba. Zwłaszcza tak zmęczonemu jak my.

Śniadanie bardzo różnorodne, przepyszna kawa, spory wybór ciast (według nas to duży plus!), przestrzeń restauracyjna na tyle przestronna, że człowiek ma wrażenie swego rodzaju intymności. Niby sporo ludzi się kręci, przy wielu stolikach ktoś je ale nikt nie jest na tyle blisko, żeby jakkolwiek przeszkadzać.

Jeszcze jedna godzina odpoczynku po śniadaniu w tej wspomnianej ciszy – chciałoby się tam w nieskończoność odpoczywać! Deszczownica w łazience, szybki Internet a przy łóżku interaktywny stolik, z którego sterujemy zarówno oświetleniem pokoju, jak i roletami w oknie. Odnosimy wrażenie, że zarówno pokój, jak i łazienka – zostały zaprojektowane tak, żeby na niewielkim metrażu pomieścić jak najwięcej funkcji. Pod łóżkiem na przykład są ogromne szuflady na walizki, dzięki czemu nie ma problemu z ich przechowaniem.

***

Blogowigilia podładowała nas pozytywnymi emocjami, Sound Garden Hotel przyniósł nam potrzebny spokój, odpoczynek i miejsce na randkę przy wyśmienitej kolacji. Będąc ponownie w Warszawie – z ogromną chęcią tam wrócimy, chociaż na jedną noc – podładować znów baterie. Bo tak jak możliwe jest to właśnie tam – nie jest chyba nigdzie indziej! Póki co to nasz faworyt w rankingu ulubionych miejsc na odpoczynek we dwoje. Można zaszyć się tam na cały weekend, bez potrzeby wychodzenia gdziekolwiek. Cisza, spokój, pyszne jedzenie i czego chcieć więcej?

Rodzice to również ludzie. Raz na jakiś czas potrzebujemy oderwania się od rodzicielstwa. Wychodząc na godzinę, dwie czy piętnaście – nie przestajemy być rodzicami, nie powinniśmy mieć wyrzutów sumienia z powodu przyjemności, jaką daje nam wychodne. Dbanie o komfort psychiczny, odpoczynek i czas spędzony tylko we dwoje, procentuje również dzieciom. Bo widzą rodziców wypoczętych, zrelaksowanych, wciąż w sobie zakochanych i tak zwyczajnie, tak po prostu – w pełni szczęśliwych.

PS Więcej relacji z naszych wychodnych, tych większych i tych mniejszych ➡ tutaj! 🙂

8 Responses

  1. Zgadza sie to ze mamy dzieci nie powinno nam ujmowac jako zonie i mezowi, potrzebujemy byc sam na sam, ale ja od 6 lat siedze wylacznie z dziecmi q domu, nawet samej mi ciezko wyjsc a gdzie z mezem, od tego siedzenia w domu to ani wspolna kolacja czy wino juz w tym otoczeniu nie sprawia przyjemnosci, z mojej strony nie ma nikogo do opieki choc na chwile tescie tez nie chca, a jak juz zdarzy sie to co chwile dzwonia, bo nie wiedza o co dzieciom chodzi o noclegu nawet nie mysle, jak na pewno wyczuwasz jestem sfrustrowana ja i maz ta sytuacja. Maz praktycznie q domu spedza noc, malo widzi dzieci i bez nich nie chce sie ruszyc bo ma wyrzuty sumienia,

  2. Niestety ciężko wyszarpać wolną chwilę dla siebie gdy ma się dzieci… a kiedy już się uda to i tak jesteśmy tak zmęczeni, że po prostu zamawiamy coś dobrego i odsypiamy 😉

  3. Każdemu należy się odpoczynek. Chociaż wydaje mi się że rodzicom którzy oboje pracują zawodowo i mają tyle na głowie co np. Wy przydałoby się więcej odpoczynku. Dużo więcej!

  4. Wraz z pojawieniem się dziecka zmienia się bardzo wiele – ale masz rację, że o czasie tylko dla siebie, dla związku i o zaspokajaniu własnych potrzeb też powinniśmy zawsze pamiętać. W końcu szczęśliwi i zrelaksowani rodzice to również szczęśliwe dziecko – a zresztą nasze życie nie ogranicza się tylko do pełnienia jednej macierzyńskiej/tacierzyńskiej roli.

  5. Oj tak… z chwilą pojawienia się dzieci zmienia się niemal wszystko… Mimo, że bardzo trudno jest znaleźć czas dla siebie powinnismy o tym pamietać.

  6. Mieliście udaną randkę na to wygląda 🙂 To niezwykle cenne dla związku, gdy pojawią się dzieci 🙂 Brakuje tego wielu parom i Twoje rady są bardzo trafione.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top