Trudny temat: żłobek i przedszkole drugim, lepszym domem

Dla mnie oczywiste od początku było kąpanie, przewijanie, karmienie, tulenie Malutkiego. Wychodzenie z Nim na długie spacery, mówienie do Niego. Pranie ubranek, na samiutkim początku również prasowanie. Kupowanie mleka modyfikowanego, pampersów, herbatek, później warzyw, owoców, i tak dalej. Choćby za ostatnie pieniądze, nawet gdyby zabrakło na zakupy dla mnie. Jego szafka była zawsze pełna, zawsze trochę na zapas.

Dla mnie to było naturalne. Dla Ciebie, drogi czytelniku – mam nadzieję – również czymś naturalnym jest dbanie o swoje dziecko czy dzieci. Bo jest, prawda? Jakakolwiek krzywda Małego Człowieka jest dla mnie nie do przyjęcia, nie do pomyślenia, nie do zaakceptowania. A dla Ciebie krzywda twojego dziecka, prawda? 

***

Bo powinniśmy chronić nasze dzieci. To tak proste i naturalne. I tak bardzo rozdzierająca jest bezsilność, gdy widzimy gdzieś krzywdę takich maleństw, nie mogąc zrobić nic. Ich samotność, zaniedbanie, tęsknotę za przytulaniem i całuskami na dobranoc albo wręcz nieznajomość takich rytuałów.

A takie historie możemy przecież spotkać wszędzie. Czasami jest to widoczne na pierwszy rzut oka – dziecko zaniedbane, w brudnym ubranku, mizerne, nierzadko brudne.

Czasami jednak nie widać tego na pierwszy rzut oka. Czasami pod pozorami stert kolorowych ubranek, gadżeciarskich zabawek, weekendów w Macu czy lodziarniach – dzieci są samotne, opuszczone, ignorowane. Zaspakajane są ich podstawowe potrzeby, na resztę rodzicom brakuje czasu i chęci. Bo po co przytulić, po co poczytać książeczkę? Posadzą przed telewizorem, dadzą torbę chrupek i dziecko w ich mniemaniu jest zaopiekowane. Bo nie przeszkadza.

Rodzice naprawdę często zwyczajnie o swoje dzieci nie dbają. I takie maluchy można zobaczyć w szatni żłobka, w przedszkolu, w klubokawiarni dla dzieci, w przychodni, na szpitalnych oddziałach dziecięcych. To nawet nie zawsze chodzi o biedę, brak środków – to często brak chęci. Pampers zmieniany raz na kilkanaście godzin, przemoczony, wiszący po kolana. Dziecko odsuwane na bok bo rodzic chce obejrzeć telewizję, pogadać przez telefon, poscrollować fejsbuczka.

Znajoma opowiadała mi kiedyś, jak w kilka osób z personelu złożyły się na świąteczny prezent dla małego chłopca z ich przedszkola, który z pewnością tego wymarzonego prezentu pod choinkę by nie otrzymał. Rodzice poszli w siną dal, podrzucili ich Dziadkom, ci zaczęli wychowywać trójkę rodzeństwa. Trudno było ale kochali, dbali na ile mieli sił. To nie to samo, co mama i tata ale… takiej miłości od rodziców te dzieci zwyczajnie by nie miały. Przedszkole i dziadkowie stanowiły dla tej małej istotki bezpieczną przystań po wszystkich zawirowaniach zafundowanych przez rodziców.

Widząc, że mimo przeciwności losu opiekunowie uchyliliby dzieciom nieba, gdyby tylko mogli – aż się chce wyciągnąć rękę z pomocą.

A co, jeśli widzimy brak zainteresowania i zaniedbania ze strony rodziców? Wymówka: nie będziemy się wtrącać – to chyba najczęstsza reakcja. W takiej sytuacji jednak powinniśmy na pierwszym miejscu stawiać dobro tego bezbronnego dziecka. Personel przedszkola czy żłobka powinien reagować, interweniować, ostatecznie zgłaszać odpowiednim placówkom. Wszelkie procedury jednak zazwyczaj długo trwają. Co w międzyczasie?

No właśnie. W tym międzyczasie zazwyczaj żłobek lub przedszkole, do którego uczęszcza dziecko – staje się miejscem, gdzie są zaopiekowane tak, jak nigdy nie byłyby w domu.

Bo taki przedszkolaczek zje cztery porządne posiłki, zdrzemnie się w spokoju, pobawi z innymi dziećmi, posiedzi cioci na kolanach czy w przypadku mniejszych dzieci – zostanie przewinięty w odpowiednim momencie, zamiast chodzić w przemoczonej do granic, pieluszce.

Jakiś czas temu ta sama znajoma przedszkolanka opowiadała nam, jaki to mieli problem z jednym dzieckiem. Nie umiało jeść sztućcami, ba! – nawet kanapki nie umiało jakoś normalnie zjeść. Nie załatwiało swoich potrzeb na nocniczek, nawet ich nie sygnalizowało, nie rozumiało tego tematu. Mama malucha twierdziła, że on w domu korzysta z toalety od dawna, je również wszystko, co jemu da. Dopiero długo później okazało się, że próba odpieluchowania nie miała miejsca nigdy, mama w szatni dyskretnie zdejmowała dziecku pampersa – by wśród dzieci biegało bez jak pozostałe. Nieważne, że nie miało pojęcia o czymkolwiek innym niż siusianie w pieluchę. A jedzenie? Do momentu pójścia do przedszkola, czyli do trzeciego roku życia było karmione… tylko i wyłącznie słoiczkami, kaszkami i mlekiem modyfikowanym. Niczym do gryzienia, niczym, czego mama nie włożyłaby na łyżce do buzi albo nie podała w kubeczku czy butelce. Szok! Najciekawsze było to, że dzieciaczek to jedynak a mama niepracująca. I nie znalazła czasu na nauczenie dziecka jedzenia… 

Gdyby nie poszło do przedszkola, gdyby opiekunki nie zauważyły problemu, nie drążyły tematu, nie wyjaśniły tego z matką a w końcu nie uczyły tego malucha tego wszystkiego, czego nie nauczyła go mama – pewnie do zerówki śmigałoby w pampersach i jadło słoiczki.

Są dzieci, które przyprowadza się z samiutkiego rana, na otwarcie przedszkola i odbiera na moment przed zamknięciem, podczas gdy rodzic czy rodzice… nie pracują. Są dzieci, które przychodzą do przedszkola piąty dzień z rzędu w tych samych ubrankach, których nawet nikt w międzyczasie nie przepierze. Są dzieci, których nikt nie wykąpie, nie uczesze włosków, nie da rano śniadania, nie pocałuje na do widzenia.

***

Zdarzają się placówki, do których dzieci nie chcą chodzić, w których ciocie są niemiłe czy stosują absurdalne zasady. Większość jednak jest normalna, przyjazna dzieciom i ich rozwojowi a w przypadku maluszków łaknących zainteresowania i troski – miejscem, gdzie znajdują ociupinkę ciepła. Być może również miejscem, dzięki reakcji którego znajdzie się dla nich jakakolwiek pomoc i wsparcie.

Te dzieci są blisko nas. Wystarczy się rozejrzeć. Zaniedbanie nie musi kojarzyć się z brakiem pieniędzy – bo nie zawsze oznacza biedę. Zaniedbanie często wiąże się z mentalnością, z podejściem rodziców. Za kilka tygodni Święta, jeśli nie myślicie o tym przez cały rok – pomyślcie o tym teraz. Rozejrzyjcie się dookoła, nie spuszczajcie głowy na widok zabiedzonego maluszka w grupie Waszego dziecka, nie odwracajcie wzroku na krzywdę. Reagujcie. 

mama-sama

2 Comments

  1. Jesteś bardzo wrażliwa. Silna ale wrażliwa i widzę to od dawna bo wiem, ile sama wycierpialas a ile kosztuje cię patrzenie na czyjeś krzywdy. 🙁

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *