Trudny temat: adopcja to nie transakcja, nie ma zwrotów!

Każda ciąża jest inna, każdy poród jest inny, każde dziecko jest inne. Tak po prostu. I nic tego nie zmieni. Trudne więc wrzucać wszystkie dzieciaczki do jednego worka i zakładać z góry, że jedna i ta sama rada pomoże w przypadku każdego maluszka. Tak było, jest i będzie.

Dziecko się rodzi, dostajemy to małe zawiniątko do rąk i… się zaczyna! Do małego kokonika nikt nie dorzuca instrukcji obsługi, nikt nie daje na nie gwarancji, nie ma możliwości zwrotu ani reklamacji. Być może to nieco przedmiotowe ujęcie problemu ale… o ile łatwiej by było, gdyby chociaż taka instrukcja istniała? 🙂

***

Mały Człowiek był niesamowicie żywiołowym i wymagającym niemowlakiem. Ząbkowanie poszło gładko, kolek nie doświadczyliśmy, przez pierwszy rok życia jedna drobna infekcja. Dlaczego więc napisałam, że był wymagający? Bo wymagał uwagi, o wiele większej niż przeciętne dziecko. Dopiero długo później natknęłam się na pojęcie high need baby, wcześniej niestety nie miałam o tym pojęcia. A szkoda!

Tulenie, obserwowanie, mówienie do Niego – potrzebował i wymagał wręcz stuprocentowej uwagi. Pracując przy komputerze, jednocześnie bujałam nogą Jego leżaczek, mówiłam do Niego, robiłam miny, zabawiałam, śpiewałam.

To taki przykład. Odkładanie do łóżeczka pięćdziesiąt razy, za pięćdziesiątym pierwszym może z sukcesem, może jeszcze nie. Kilkugodzinne spacery, żeby pospał godzinkę w ciągu dnia. I tak dalej, i dalej. Nauczyliśmy się siebie nawzajem, nauczyłam się Jego rytmu i potrzeb. Skończył trzy latka a maksimum uwagi potrzebuje nadal, teraz swoje wymagania dzieli na nas dwoje z B.

I tutaj zbliżamy się do powodu, dla którego piszę ten tekst. Bo właśnie o ich relację chodzi, w zasadzie o coś, co nie ma miejsca a czego doszukują się inni.

Jakiś czas temu napisałam tekst Trudny temat: gdy Twoje dziecko nie mówi, w którym otwarcie opowiedzieliśmy o naszej długiej i żmudnej drodze do mówienia Małego Człowieka. Minęły dwa miesiące a sytuacja u nas się niewiele zmieniła. Teraz nasz chłopiec składa już krótkie zdania, uczy się jakby szybciej nowych słów, nabrał większych chęci ale… pojawiły się inne problemy. Problemy, o których na ten moment nawet nie chcemy jakoś szczególnie się rozpisywać. Sami musimy się z nimi uporać. Nie zmienia to jednak faktu, że coraz częściej spotykam się z pytaniem:

A co na to B.? Nie zmienił zdania?

Strasznie smutne jest tak naprawdę to pytanie. Przerażająco smutne. A najsmutniejsi są w tym wszystkim – przynajmniej dla mnie – ludzie, którzy je zadają. Bo tak łatwo przychodzi im sugerowanie, że skoro z dzieckiem jest jakiś problem – ojciec adopcyjny może się rozmyślić. Tak po prostu.

Adopcja to świadoma decyzja. B. był w pełni świadomy nie tylko praw, jakie pozyskał ale i obowiązków. Jeszcze przed procesem adopcyjnym – nie było łatwo. Bo walczyliśmy o każde słowo Małego Człowieka, bo bywały zarwane noce, bo bywały zwyczajne problemy rodzicielskie, które spotykają każdą niemal rodzinę. Z coraz większymi sukcesami uczyliśmy się życia we troje.

Teraz, gdy jesteśmy normalną rodziną, szczęśliwi i spełnieni – pojawiają się takie pytanie. Jakby oczywiste było, że B. któregoś dnia się rozmyśli i sobie pójdzie.

Adopcja. Ślub. Wspólne zobowiązania. Wspólne plany. Wspólna praca. Wspólny dom. A komuś przychodzi do głowy, że jakiekolwiek problemy z Małym Człowiekiem “wystarczą”, żeby odejść.

Dziecko to zobowiązanie, to decyzja. Nieważne, czy biologiczne, czy adopcyjne. Dziecka nie można ot tak, zostawić. Bo nie chce mówić. Bo bywa złośliwe. Bo wstaje w nocy dziesiątki razy. Bo budzi się o czwartej nad ranem i chce zaczynać już dzień. Codziennie.

Na świecie są miliony dzieci ciężko chorych, których rodzice walczą o każdy dzień ich życia. Czy tych rodziców ktoś pyta, czy się rozmyślili, czy zostawią to dziecko w szpitalu i sobie pójdą? Albo chociażby dzieci z zaburzeniami! W poradniach, do których chodzimy – czeka zawsze sporo rodziców z maluchami, każde ma opóźnioną mowę z jakiegoś powodu, spotykamy dzieci autystyczne czy z innymi, o wiele cięższymi niż nasze, problemami. Nigdy nie pomyślałabym nawet, żeby zapytać któregoś z tych rodziców: a może się rozmyśliliście? Może zrzekniecie się praw? Zostawicie to dziecko? Przecież nie mówi! 

Wychowanie dziecka to ogromna odpowiedzialność. Warto pamiętać, że rodzic adopcyjny to taki sam rodzic, jak biologiczny. Ba! Rodzic adopcyjny podjął w pełni świadomą, odważną decyzję pokochania malucha, z którym nie łączą go więzy krwi.

Skoro więc taką decyzję podjął i się jej trzyma – nie bądźmy śmieszni i nie zadawajmy tak bezdennie głupich pytań. Mały Człowiek tego nie rozumie, nie ogarnął tego, w jak ważnych wydarzeniach brał udział w ostatnich miesiącach – ale wystarczy tylko na nich dwóch spojrzeć i wiem, że to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek mogliśmy podjąć. Ojciec i syn, kochający się do granic możliwości, rozumiejący bez słów i tak cholernie ze sobą szczęśliwi. Niech teraz ktoś stanie z boku i podda w wątpliwość ich relację. Nie da się. Nie da się dostrzec, że nie łączą ich geny. Wiecie, dlaczego? Bo łączy ich miłość. Taka, której potrzebuje każde dziecko. Nasze ją otrzymuje każdego dnia.

***

Do dzieci nikt nie dołącza instrukcji obsługi, musimy się ich nauczyć. Intuicyjnie, powoli, po swojemu. Na dzieci nikt nie daje gwarancji, nie możemy złożyć reklamacji, nikt jej nie rozpatrzy. Nie możemy powiedzieć: było fajnie ale nie mówi, chcielibyśmy wymienić na lepszy model. Żyjemy w czasach, w których coś zepsutego wymieniamy na nowe, nie naprawiamy. I niestety żyjemy w czasach, w których ludzie potrafią zapytać: adoptowałeś nieidealne dziecko, nie chcesz się wycofać? 

Litości! Zanim zadamy tego typu pytanie – zastanówmy się nad jego sensem. A przede wszystkim nad emocjami, które możemy spowodować u pytanej osoby. 

mama-sama

7 Comments

  1. Wydaje mi się że to ani chamstwo ani głupota tylko po prostu… Zazdrość. Ludzie próbują znaleźć jakąś niedoskonałośc by ująć tego waszego szczęścia. Głowa do góry! Skoro zazdroszczą to mają powód, dawajcie im kolejne :))

  2. adopcja jest bardzo ciężka… u nas co prawda nie była to adopcja dziecka a psa.. myslalam ze jestesmy do niej przygotowani,, dwa miesiace przygotowan w domu ponad 600 km jazdy po psa… i przymusowe oddanie go po jednym dniu ;( zal smutek… ale tez pocieszenie bo to ze go zabralam dalo innej rodzinie do myslenia i gdy go oddalam oni juz na niego czekali… nie wyobrazam sobie adopcji dziecka… bardzo ciezki temat 🙁

  3. Wychowywanie dziecka to ogromna odpowiedzialność, ale też wiele pięknych chwil przeżytych razem ❤ Piszę to ja mama, której dziecko odeszli do świata aniołów w wieku 15 lat. Życzę Wam pięknych chwil i życzliwych osób wokół, bo na inne nie warto zwracać uwagi. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie z Wietnamu ❤

  4. Pewnie decyzja o adopcji nie była łatwa, ale została podjęta z MIŁOŚCI, do Ciebie i do WASZEGO synka, a Miłość, taka prawdziwa nie rezygnuje gdy są problemy i dlatego wiem- wierzę że Twój mężczyzna nie zrezygnuje, a takie pytania są poprostu…głupie i niestosowne, ale nie tylko Ty ich doświadczasz … podam Ci przykład ze swojego życia – kiedyś mój mąż miał poważny wypadek, zagrożenie życia, śpiączka i brak pewności co będzie dalej, długa, ciężka i kosztowna a nie pewna rehabilitacja i leczenie, na które wypruwałam sobie żyły- roznosiło mnie gdy słyszałam “przestań” “nie warto” “zostaw to/go” bo go KOCHAM, i Wiesz co, kiedyś w złości i przez łzy powiedziałam kilku osobą trudne ale prawdziwe słowa, że bardzo im współczuję, bo ja mam kogoś kogo kocham tak mocno, że poświecę dla niego życie, i ja mogę mieć nadzieję że ten ktoś poświęcił by dla mnie tyle samo, pytanie czym są ich związki skoro myślą o moim postępowaniu w ten sposób…, pewnie bolało, ale cóż…
    i jeszcze jeden przykład, który pokazuje że tu nie chodzi tylko o adopcje, ale o samo pojęcie ojcostwa, mam przyjaciół, bardzo bliskich z chorym dzieckiem, na skutek komplikacji przy porodzie, od 2 lat ciągle walczą o jego zdrowie, kilka razy słyszała moja przyjaciółka, że uwaga ” ma farta, bo jej partner się nie wycofał i przy nich jest” (mniej więcej i w różnych kombinacjach) serio? to naprawdę prawie jak u Was – jest problem, ciesz się babo że chłop się nie rozmyślił… ludzie mnie załamują

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *