Ślub po swojemu: kompromis gwarancją spokoju

Kompromis fajna sprawa. Kompromis bywa też niezastąpiony, zarówno w zwyczajności dnia codziennego, jak i w ważnych momentach życia. A kompromisy podczas ślubnych przygotowań to już w ogóle… na wagę złota. Tak czasami obserwuję, słucham, czytam i nadziwić się nie mogę, że można tak bardzo obstawać przy czymś niemożliwym albo skrajnie trudnym, powodując przy tym mnóstwo negatywnych emocji.

Przecież ślubne przygotowania powinny być pięknym czasem! Powinny być tym okresem, kiedy poznajemy się od tej nowej strony, docieramy się we wspólnym podejmowaniu decyzji, inspirowaniu się nawzajem i szukaniu rozwiązań, których Druga Połowa być może nie przewidziała albo zwyczajnie nie przyszły do głowy. Powinny. 

***

Najczęściej jednak nie są. Podobno bardzo powszechna jest bierność przyszłych Panów Młodych. Bo Panna Młoda wszystko wybiera, o wszystkim decyduje a Pan Młody tylko kiwa głową. Albo nawet i nie tyle. Trochę to smutne bo przecież to wspólny dzień. Trochę to zrozumiałe bo jednak kobieca intuicja i te sprawy. Nie zmienia to jednak faktu, że organizując ślub i wesele – często stajemy przed sytuacjami i decyzjami, które wymagają niełatwych kompromisów.

Prawda jednak jest taka, że dobrze rozegrany kompromis może okazać się o wiele lepszym rozwiązaniem niż pierwotne założenia czy pomysły.

Bardzo Was zdziwimy, że u nas tak było i jest? Kilka pozornie niezmiennych kwestii zmieniło się tak diametralnie, tak spontanicznie i tak skrajnie, że sami nie wierzyliśmy. A najlepsze w tym wszystkim są efekty. Cudownie zadowalające, lepsze niż wcześniej założony plan i bardziej zbliżone do naszych idei. 

Kompromis nr 1 ➡ termin

Termin wymyśliliśmy sobie konkretny. Rozpytując o lokale – pytaliśmy o ten właśnie termin. Jednak w każdym z oglądanych miejsc coś nam nie odpowiadało, nie czuliśmy ich, nie umieliśmy sobie wyobrazić tam naszego dnia, naszych gości, naszego stylu. Szukalibyśmy pewnie nadal, będąc głęboko w przysłowiowym lesie. Wszystko zmieniła jedna spontaniczna decyzja. Wróciliśmy z tematem miejsca idealnego, wymarzonego, pięknego i tak czarującego, że moglibyśmy z niego nie wychodzić. Wiedzieliśmy, że “nasz” termin jest od dawna zarezerwowany.

Zadzwoniliśmy ponownie, pytając o tydzień wcześniej lub później. Wcześniejszy zajęty. Późniejszy? Wolny! W ten sposób jedna prosta decyzja o przesunięciu terminu o tydzień zaowocowała… wymarzonym miejscem! Nie warto było upierać się przy jakiejś konkretnej sobocie, na którą nie mieliśmy jeszcze umowy z żadnym podwykonawcą – skoro wystarczyło wybrać kolejną sobotę i mieć z głowy najważniejszą kwestię z przedślubnej listy. 

Kompromis nr 2 ➡ DJ zamiast zespołu

Kolejna spontaniczna i zaskakująco odmienna, decyzja. Szukaliśmy zespołu bezskutecznie. Albo zajęty termin, albo koszt przewyższający znacznie zaplanowany budżet, albo zwyczajnie nam się nie podobali. Poszliśmy na wesele do przyjaciół, DJ był u nich genialny, prowadził wesele świetnie, byliśmy urzeczeni a z imprezy wyszliśmy z wizytówką. Kilkanaście dni później umowa była podpisana.

Ostateczny rozrachunek? Widzieliśmy na własne oczy, jak prowadzi wesele. Zagra nam repertuar, który z nim ustalimy. Koszt usługi to mniej niż połowa tego, co proponowały nam zespoły. Do tego koszt wesela spada nam o kilka stówek bo płacimy za jeden talerzyk zamiast – na przykład – pięciu. Same korzyści. W kwestii oprawy muzycznej jesteśmy w stu procentach zadowoleni z decyzji i spokojni o efekty.

Kompromis nr 3 ➡ buty pod suknię ślubną

Ktoś powie: banał. Ale nie do końca! Dotąd uwielbiałam chodzić w szpilkach, czułam się w nich komfortowo, tańczyło mi się w nich o wiele lepiej niż w płaskich. Jednak jest jeden detal. B jest wyższy ode mnie o dziesięć centymetrów. Wkładając szpilki na ośmiocentymetrowym obcasie – jestem niemal na równi z nim. Wtedy oboje czujemy się – z jakichś nieznanych nam powodów – niekomfortowo. 

Na ślub cywilny włożyłam szare szpilki na nieco niższym obcasie. Okej! Do siedzenia, do chodzenia mogą być. Nie do tańczenia. Czuję się w nich wówczas zwyczajnie źle. Eksperyment przeprowadziliśmy na ostatnim weselu. Połowę imprezy byłam w swoich ukochanych wysokich szpilkach, drugą połowę w balerinach. W drugim wypadku oboje czuliśmy się absolutnie komfortowo. W ten sposób decyzja zapadła. Pod suknią ślubną będę mieć buty na płaskiej podeszwie. Jednak niebanalne! Pomysł już jest. Będzie fajnie! 😉

***

To zaledwie trzy kompromisy. Za nami jednak dopiero kilka tygodni przygotowań. W ostateczności będzie ich pewnie o wiele więcej, sporo zaplanowanych teraz detali zapewne się zmieni. Zresztą – w dniu, w którym piszę ten tekst podjęliśmy bardzo ważną i zupełnie inną niż wcześniej, decyzję odnośnie sali weselnej. Nie mamy więc wątpliwości, że będzie się działo, będzie ciekawie, będzie dynamicznie i będą zmiany, które razem wzięte, stworzą efekt dopasowany pod nasze upodobania. 

Bo w każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Warto być elastycznymi w podejmowaniu kluczowych decyzji. Ale warto też taką elastyczność i spontaniczność zachować przy detalach. Czasami jeden drobny zwrot w przygotowaniach może nas doprowadzić do końcowego efektu, którego nie moglibyśmy osiągnąć, upierając się przy jednym i tym samym. To nasz dzień, to będą nasze wspomnienia i nie bójmy się spontaniczności w przygotowaniach! 🙂

7 Responses

  1. Powtórzę po raz milionowy, że jesteście fajni i chciałabym żeby wszyscy mieli takie podejście jak WY ❤️ Takie wesele to musi być niezapomniana impreza!

  2. Dj jest lepszy z prostego powodu. Zagra Wam co xechcecie w oryginalnym brzmieniu, z zespołami to różnie bywa. Powodzenia w organizacji!

  3. Trafiłam na Wasz, Twój blog z linka na Facebooku. Cudowne podejście do organizacji ślubu, jestem oczarowana i zachwycona tym, że w tych czasach da się nie oszalec w całej tej otoczce weselnych absurdów. Jak czasami oglądam posty kobiet w ślubnych grupach to ręce i cycki opadają. Parada głupoty i kiczu. Uwielbiam Was i jesteście ogromną motywacja i inspiracją! Żaden portal, żadna gazeta ani żadna grupa nie da mi tego, co Wy i to z Wami będę organizować swoje wesele. DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE I JACY JESTEŚCIE!!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top