Rodzicu z galerii handlowej – to do Ciebie!

Kiedy już mi się wydaje, że niewiele mnie zdziwi i sporo już widziałam – przydarza się coś, co zadziwia mnie w sposób skrajny. Coś, czego nie mogę pojąć i nie umiem nawet sensownie wytłumaczyć. Tak też stało się w zeszły weekend. Byliśmy w podróży, odwiedzaliśmy drugich Dziadków by świętować urodziny Małego Człowieka. Wybraliśmy się do parku zabaw dla dzieci, rozszalałe kilkulatki, chaos i gwar. Wiadomo! W takich miejscach to raczej norma.

Po zabawie stwierdziliśmy z całym towarzystwem, że wybierzemy się na obiad do galerii handlowej. Nie przepadam za takimi miejscami, zwłaszcza w weekendy. Ale to był przecież weekend wyjątkowy, poszłam więc na ustępstwo, przemilczałam wątpliwości i wyruszyliśmy.

***

Widziałam w życiu wiele galerii handlowych w Polsce i za granicą. Widywałam je z rana w zwykły dzień, widywałam też w godzinach szczytu w weekendy. Nigdy – absolutnie nigdy! – jednak nie widziałam tego, co zobaczyłam na miejscu. Niestety.

Restauracje miały wspólną przestrzeń ze stolikami. Zarówno fast-foody, jak i inne rodzaje kuchni. Wszystko w jednym miejscu. Okej. To da się przejść, w wielu galeriach jest podobnie. Nic nadzwyczajnego.

Wystarczyło się jednak rozejrzeć – by przekonać się, że tutaj nic nie jest zwyczajne, normalne ani oczywiste. Kawałek dalej kawiarnia, na stolikach przed nią ludzie jedzą z torebek Mc Donald’s. Kelnerki wypraszają, nic to nie daje. Przy stolikach w części restauracyjnej stoją ludzie, całymi rodzinami – i czekają aż siedzący skończą jeść, zostawiając im wolny stolik. Czaicie?! Stoją nad jedzącymi ludźmi po to, żeby nikt inny nie wskoczył w wolne miejsce po tym, jak tamci skończą posiłek!

Absurd.

Rodzice z dziećmi pałaszującymi Happy Meal i im podobne. Inni rodzice z dziećmi, którzy wyszarpują krzesła innym ludziom bo >> oni pierwsi upatrzyli ten stolik << albo krzyczący na kogoś, kto chce pożyczyć wolne krzesło. Hałas, ścisk i awantury. Naprawdę byłam zdziwiona, zszokowana wręcz… Bo te maluchy stały i patrzyły, jak Mama lub Tata klną w kłótni z kimś innym, obok kogo również stało jakieś dziecko. Obserwowały sytuację swoim dziecięcym, naiwnym spojrzeniem. I brały to jako coś zwyczajnego. 

Chore.

Bo takie dziecko pójdzie później dalej i będzie to powtarzać. W szkole, przedszkolu czy na podwórku. Będzie kląć, wyrywać komuś coś z rąk albo popychać – bo tak nauczy się od rodziców. Ono nie rozumie, dlaczego rodzice tak się zachowują. Ono weźmie to jako coś oczywistego – skoro rodzice tak robią, musi to być dobre i fajne.

Okropieństwo, prawda?

Czekaliśmy na miejsce z boku, z Małym Człowiekiem spacerując kawałek dalej. Znalezieniem stolika zajęli się młodsi od nas, zapewniając że mają już wprawę w bezproblemowym ogarnięciu sprawy. Okej! Chociaż miałam ochotę stamtąd uciec, wiedziałam że towarzystwo jest głodne – również nasz mały chłopiec. W końcu usiedliśmy, podano obiad. Zjedliśmy. Nim zdążyliśmy się podnieść, do stolika już podbiegła kobieta z małą dziewczynką, na oko rówieśniczką Małego Człowieka. Wtargnęła pomiędzy nas a młodego chłopaka, który zapytał o wolne miejsce i z hasłem >>Teraz ja siadam, jestem z dzieckiem!<< władowała się na zwolnione krzesło.

Matko kochana!

Jedno wiem na pewno. To był wyjątek. Nigdy więcej nie zrobię nic wbrew sobie i nie pójdę w takie miejsce, na pewno nie z Małym Człowiekiem. Sprawdzone restauracje czy kawiarnie, w porze małego ruchu, z dala od ścisku i agresji sfrustrowanych ludzi – jak najbardziej. Zwłaszcza nasze ulubione, przyjazne rodzicom z dziećmi. Miejsca, w których rodzice mogą w spokoju wypić kawę a dziecko bawi się w kąciku z zabawkami, zamiast nudzić się przy stole.

Żyjemy w czasach, gdzie synonimem spędzania czasu z dziećmi stała się galeria handlowa, fast-foody i… nic więcej. W czasach, gdzie uczymy nasze dzieci chamstwa i prostactwa, wychodząc z założenia że o swoje trzeba walczyć a tej walki uczyć też pociechy. Smutne.

Rodzicu z galerii handlowej – co weekend przyprowadzasz tu swoje dzieci, ciśniecie się przy tych maleńkich stolikach fast-foodów, krążycie bez celu po sklepach, wrzucacie niezliczoną ilość monet do pojazdów na korytarzach. Rodzicu z galerii handlowej – wiem, że masz prawo do zmęczenia całym tygodniem, do znużenia i braku pomysłów na coś lepszego. Rodzicu z galerii handlowej – masz zawsze wybór, nie musisz się tu znów znaleźć, nie musisz na oczach dziecka walczyć o jakiś stolik, nie musisz zachowywać się jak skończony idiota i uczyć tego samego swoje dzieci. Naprawdę tego nie musisz!

Zabierz swoje dziecko do parku, do lasu. Na spacer. Posiedźcie w domu, poczytajcie książeczki, obejrzyjcie bajkę czy pograjcie w jakieś planszówki. Ugotujcie coś razem, zjedzcie domowy obiad zamiast śmieciowych przekąsek wśród tłumu. Pokaż jemu coś lepszego niż to, co robi większość. Pohuśtajcie się na placu zabaw, pobawcie w chowanego. To naprawdę fajna sprawa!

***

W większość weekendów podróżujemy ale szukamy okazji do takich prostych atrakcji zawsze. Spacer po okolicy podczas postoju – czasami odkrywamy cudowne miejsca, położone o kilka kroków od stacji benzynowej na przykład! Obiad w restauracji dla rodziców z dziećmi. Czym się charakteryzują takie miejsca? Miejscem do zabawy dla dzieci, menu dziecięcym innym niż nuggetsy i przestrzenią, która zachęca do spędzenia tam czasu. Sama czasami zabieram Małego Człowieka do klubokawiarni niedaleko nas, On się bawi w najlepsze a ja mogę popracować czy pouczyć się. W ciszy, spokoju, przy delikatnej muzyce dla maluchów.

Nigdy nie przepadałam za chodzeniem po galeriach handlowych, nigdy też nie lubiłam tłumów ludzi w takich miejscach. Dlatego też naturalne dla mnie było, że nie będę zabierać tam Małego Człowieka, gdy nie ma większej potrzeby. Oczywiście zdarzają nam się zakupy, trzeba pojechać po jakieś buciki czy ubranka. Ale nigdy nie wybieramy się tam w ramach weekendowej rozrywki. Warto spróbować odpuścić sobie takie praktyki, na przykład na miesiąc i zastąpić je czymś innym. A później wysnuć odpowiednie wnioski… 😉 

mama-sama

9 Comments

  1. Przykre to ale sama często jestem świadkiem podobnych sytuacji i
    nie cierpię tłumów, wielkich wyprzedaży. Nie rozumniem sytuacji gdzie ludzie wyrywają sobie towar z rąk, bija się, szarpia, wchodzą do lodówek, klada się na podłogę na srodku sklepu itp. I to niby dorośli, cywilizowani ludzie. Wstyd i ja nie wiem jak takie sytuacje tłumaczyć dziecią które to widzą

  2. Filmiki w necie w końcu skąds się w końcu biorą. Idioci walczący o ostatnia torebkę albo mikser w Lidlu na przykład…. A dzieci patrzą, uczą się…

  3. Gorsi są chyba tylko ci którzy z tym jedzeniem chodzą po sklepach
    A takich jest całe mnóstwo ?

  4. Paranoja. Najgorsi chyba są ci którzy w pełni świadomi sytuacji w takim miejscu mimo wszystko się tam wybierają regularnie. Posiedzieć w tym dzikim tłumie :/

  5. A ja tego nigdy nie mogłem pojąć. Bo w takim tłumie człowiek czuje się nieswojo a masa ludzi garnie się tam, jakby to była nie wiadomo jak przyjemna rozrywka… Kameralnie i cicho to jest coś. Nie w tłumie sfrustrowanych debili. Absolutnie nie.

  6. Nigdy nie zrozumiałem co tak ludzi ciągnie do tych galerii… no cóż, jedni potrzebują spokoju a inni chyba wprost przeciwnie…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *