Ślub na głowie: pierwsze kroki do wesela ➡ checklista!

No i przyszedł ten moment! Ochłonęliśmy po ślubie cywilnym i naszym małym, kameralnym przyjęciu. Zamknęliśmy też tegoroczny sezon ślubny cudownym weselem u naszej świadkowej – co prawda chorzy, na antybiotykach ale daliśmy radę nawet się wytańczyć! 😉 Teraz pora zabrać się za organizację ślubu kościelnego i wesela, zgodnie z obietnicą i zapowiedziami!

Jak będzie u nas? Chyba nie zdziwię Was jakoś szczególnie bo… będzie po naszemu! Oczywiście nie do przesady, pewne standardy zostaną zachowane. Będzie kościół, będzie wesele, będzie muzyka! Nie będzie poprawin, nie będzie długich stołów, nie będzie wielu typowych elementów. 

***

Wychodzę z założenia, że dobry plan to podstawa. Pozwala ogarnąć wszystko jak najlepiej i zapobiec nieprzemyślanym sytuacjom. Ślub i wesele również wymagają planu! I chociaż nie do końca rozumiem Pary Młode, które rezerwują wszystko na pięć minut po zaręczynach a termin wyznaczają na cztery lata do przodu – pewne kwestie warto odhaczyć jak najszybciej.

Po pierwsze: lista gości

Moim zdaniem to najważniejszy krok. Znając listę gości, można rozmawiać z obiektem i podwykonawcami, można również planować budżet. Tutaj zazwyczaj pojawiają się pierwsze wątpliwości i trudności bo… nie zauważa się kiedy a lista zaczyna przekraczać setkę ludzi! Jeszcze do niedawna oczywiste było zapraszanie całej rodziny, włącznie z ciotkami, wujami i kuzynami nie widzianymi od lat kilkunastu. Znaną i nie mniej powszechną praktyką jest też zasada wzajemności. Skoro X nas lub naszych rodziców zaprosili na swoje wesele – my również ich zapraszamy, co by się nie poobrażali. I tak dalej i dalej i dalej…

U nas lista zamknęła się w sześćdziesięciu osobach. Do tegorocznego grona dopisaliśmy kilkanaście osób z bliskiej rodziny obu stron oraz kilkunastu przyjaciół i znajomych, których chcemy mieć przy sobie w ten dzień. Jednym słowem: tych nam najbliższych. 

Po drugie: budżet

Drugi najważniejszy punkt z przedślubnej listy. Musimy określić, ile możemy na całość przedsięwzięcia przeznaczyć. Najlepiej byłoby spisać sobie wszystko i tego się trzymać. Wziąć kartkę i zapisać:

  • ile maksymalnie możemy zapłacić za tzw. talerzyk?
  • ile możemy wydać na nocleg dla gości?
  • ile możemy przeznaczyć na fotografa, oprawę muzyczną, itd?
  • ile chcemy przeznaczyć na suknię ślubną i strój Pana Młodego?
  • ile musimy mieć przygotowane na dodatkowe wydatki, typu: zaproszenia, alkohol, kwiaty, koperta dla księdza, organista, itd?
  • ile chcemy mieć odłożone na niespodziewane koszty?

Budżet spisaliśmy, wymieniliśmy w nim wszystkie niezbędne wydatki, zaznaczyliśmy maksymalne kwoty do wydania i sukcesywnie odhaczamy ogarnięte już kwestie, wpisując kwoty naprawdę wydane i widzimy dzięki temu czarno na białym, ile zaoszczędziliśmy na czymś a ile więcej wyszło za coś innego. Dzięki temu w ostatecznym rozrachunku mamy możliwość zmieścić się w budżecie całościowym, zaoszczędzając na sukni ślubnej dla przykładu a wydając więcej na fotografów. To oczywiście tylko przykład, jednak już na tych początkowych etapach planowania i organizowania – udało nam się znaleźć kilka punktów, gdzie można wydać mniej niż by się wydawało. 

Po trzecie: termin

Gdy już mamy listę gości i zaplanowany budżet – możemy wyznaczyć termin. Najlepiej wybrać taki, który nam odpowiada. Niezbyt odległy ale też niezbyt wczesny – żebyśmy ze spokojem zdążyli ze wszystkim a co najważniejsze udźwignęli to finansowo. Oczywiście o ile wszystko finansujemy sami i nie mamy na to przygotowanej kwoty. Dlatego w przypadku, gdy chcemy opłacać wszystko stopniowo, odpowiedni termin pozwoli nam na rozsądne stopniowanie wydatków.

A jak jest u nas? Były zmiany i to w zasadzie w ostatniej chwili! Bo upatrzyliśmy sobie ostatnią sobotę września. Jednak miejsce, które najbardziej przypadło nam do gustu – miało zajęty wówczas termin. Dlatego też drugi raz powiemy sobie TAK w… październiku! Wszystko pięknie się zgrało, termin więc został przyklepany. 😉 Czasami nie warto upierać się przy jednym, kompromisy przynoszą na pewno sporo spokoju i radości zarazem. Bo można coś odhaczyć mniejszym kosztem niż przewidywany, również emocjonalnym.

Po czwarte: miejsce

W ślubnych grupach, na forach i wśród znajomych – można się nasłuchać, oj można! O salach rezerwowanych na termin za trzy lata. O salach kompletnie nie w guście Państwa Młodych ale modnych czy też pożądanych. O salach, z którymi trudno cokolwiek po swojemu zrobić bo mają narzucony styl… O ogromniastych kwotach za tzw. talerzyk, czyli menu od osoby. O wielu, naprawdę wielu nieco odstraszających kwestiach.

Ale nie takie to straszne, jak malują! Naprawdę! Najważniejsze to zacząć poszukiwania od tych obiektów, które są jak najbardziej na naszą kieszeń. Nie ma sensu oglądać czegoś, na co nie możemy sobie pozwolić – później trudno będzie zadowolić się czymś poniżej wygórowanych oczekiwań.

Określiliśmy z B. kwotę za talerzyk, jaką maksymalnie możemy zapłacić. Ustaliliśmy też, że w miejscu wesela musi być konkretna liczba pokoi hotelowych – bo tyle będzie nam potrzebne a nie chcemy lokować gości gdzieś dalej. Maksymalną cenę za pokój również sobie ustaliliśmy. I szukaliśmy. Każdą rozmowę telefoniczną zaczynaliśmy od pytań dotyczących tych kwestii. Jeżeli odpowiedzi nam odpowiadały a pożądany termin mieli wolny – umawialiśmy się na spotkanie.

Obejrzeliśmy ileś miejsc. Jedno zupełnie surowe, puściutka sala i stoły, wymagało ogromnego nakładu pracy i dodatków by wyglądało pięknie i po naszemu. Drugie w nieco innym stylu, jednak zachęcające na swój sposób – miałam nawet kilka pomysłów. Trzecie było piękne, idealne – z wyjściem na taras i w ogóle. Ale cała sala była pokryta wykładziną dywanową… Nie wyobrażałam sobie na tym tańczyć, zwłaszcza w obcasach! Zastanawialiśmy się bez końca. Pozostawało jeszcze czwarte miejsce. Tak bardzo idealne. Przestronne, urządzone w bieli i szarości wnętrza całego budynku. Piękna, duża sala – na dodatek z okrągłymi stołami i cudownymi krzesłami, które nie potrzebują już żadnych dekoracji bo są tak idealne!

Wybraliśmy ostatnie miejsce. Bo czuliśmy, że to tutaj chcemy ugościć naszych bliskich. Bo idealnie mieściło się w budżecie, bo menu nam odpowiadało a warunki umowy satysfakcjonowały. Nie mieli wolnego “naszego” terminu więc… przesunęliśmy go o tydzień! W końcu nie było jeszcze nic z nikim ustalone, mieliśmy więc swobodę ruchu. 

Po piąte: oprawa muzyczna

Ile par młodych, tyle zdań – DJ czy zespół? U nas było wręcz zabawnie w tej kwestii! Bo byliśmy przekonani, że zespół. Bo muzyka na żywo, bo fajnie poprowadzą oczepiny czy całą imprezę. Szukaliśmy, dzwoniliśmy, pytaliśmy. Albo termin zajęty albo cena zwalająca z nóg. I tak szukaliśmy bez końca. Aż poszliśmy na najlepsze wesele, na jakim dotąd byliśmy! Bo już wchodząc do sali, zanim jeszcze pojawili się Państwo Młodzi – DJ zachwycał ciepłem głosu, lekkością prowadzenia i niewymuszonym humorem. Imprezę poprowadził świetnie, na dodatek sprawiał wrażenie maksymalnie pozytywnej osoby. I kupiliśmy go w całości! 

Jeszcze w trakcie wesela zagadaliśmy o wolny termin, który okazało się, że ma. Tydzień później mieliśmy podpisaną umowę. Jesteśmy absolutnie pewni, że lepszej decyzji nie mogliśmy podjąć. To trochę tak, jakbyśmy mieli zespół muzyczny i wodzireja w jednej osobie, na dodatek z gwarancją jednego: żadnych żenujących momentów, wszystko zgodnie z nami i z klasą, która naszego wybranka charakteryzuje.

***

Oczywiście pozostaje jeszcze wiele spraw. Rozpisaliśmy je sobie z podziałem na kolejne miesiące – by było łatwiej, sprawniej i jaśniej przede wszystkim. Aktualnie szukamy fotografów, zaproszeń a pod koniec tego roku… wybór sukni! Zaplanowaliśmy wszystko zgodnie z kilkoma zasadami. To, co można załatwić wcześniej – załatwimy jak najszybciej by mieć z głowy. A to, co wymienione powyżej – było absolutnie niezbędne by zacząć jakiekolwiek przygotowania. I warto podobnej listy na początku się trzymać! 🙂 

mama-sama

8 Comments

  1. Wesele z dobrym DJ jest mega! Grunt to dobre prowadzenie i podejście. A jeśli macie sprawdzonego to będzie super!

  2. Nie wiem czemu ale od początku podejrzewałam, że weźmie ie DJ bo wydaje mi się że będziecie chcieli mieć dużo ulubionej muzyki, może filmowej? Gdzieś pojawił się tu kiedyś dirty dancing i tak mi przyszło do głowy że u was tej muzyki nie zabraknie ??

  3. Dobra lista na początek. Wiele panien młodych zaczyna chaotycznie bo nie ma pojęcia o organizacji ślubu, tyle co wyczytaja w necie albo nasluchaja się od psiapsiolek… Mysleliscie o blogu ślubnym, osobnym i tylko w tym temacie? Bo widzę że macie sporo ciekawego do powiedzenia w tym temacie a do tego w naprawdę fajny i lekki sposób

  4. DJ jakoś bardziej do Was pasuje, rzeczywiście! Powodzenia w przygotowaniach, za rok nas pewnie oczarujecie… 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *