Trudny temat: matki niewidzialne

To na początek ważne pytanie: co kupiliście maleństwu, idąc z pierwszą wizytą do takiego noworodka? Tort z pampersów, ubranka, coś innego? A teraz trudniejsze pytanie: co kupiliście mamie tego noworodka? No właśnie. W dziewięciu na dziesięć przypadków, odpowiedź brzmi: NIC. I to jest smutne. Nie dlatego, że fajnie jest dostawać prezenty. Chodzi o coś zupełnie innego!

W całej tej euforii i zachwycie nad nowym człowiekiem w rodzinie czy bliskim otoczeniu, zapomina się o matce, która to dziecię wydała na świat. Która jest zapewne wyczerpana, której być może jeszcze trudno jest odnaleźć się w nowej sytuacji. Całe jej aktualne życie kręci się wokół dziecka. Pierwsze dni, tygodnie – takie po prostu są. Matka i dziecko – a w zasadzie rodzice i dziecko – uczą się siebie nawzajem, uczą się życia w nowej sytuacji, która bez wątpienia jest rewolucją życiową, jakich mało.

***

I tak później jest już zawsze. Po narodzinach zapominamy o matce, o jakimkolwiek drobiazgu czy chociaż dobrym słowie. Później zapominamy o niej w wielu innych sytuacjach i kwestiach. Sama z wieloma, jeśli nie ze wszystkimi, się zetknęłam i postanowiłam to zebrać w całość. Być może zestawienie iluś przykładów obok siebie dobitnie pokaże, o co właściwie się rozchodzi. 😉

Matka nie choruje

Mój absolutny hit. Przykład: jestem chora – weźmy chociaż takie zwykłe przeziębienie – a zewsząd słyszę: tylko nie zaraź Małego Człowieka, weź się w garść bo jesteś matką i musisz wszystko ogarniać a nie chorować! Przykład autentyczny. Niejednokrotnie powtarzany przez dotychczasowe trzy lata. Wystarczy katar czy cokolwiek a już słyszę pytania, czy nie zarażę dziecka. Nie, nikt nie pyta wówczas o moje samopoczucie. Wszystkich interesują tylko przenoszone bakterie.

I oczywiście obowiązki. Bo ich nie wolno zaniedbać. Ale jak to – masz tylko gorączkę i kaszel a pranie wysypuje się z kosza?! Ale jak to – obiad skądś zamówiłaś zamiast mężowi ugotować?! I tak dalej. Dla mnie to absurd. Absolutny. Bo dziecko ma prawo chorować, mąż ma prawo zachorować ale matka nie ma tego przywileju. 

Matka nie powinna pracować

O tym już mówiłam, pisałam bardzo często. Ludzie byli szczerze zdziwieni, że cały czas pracowałam, od kiedy Mały Człowiek się urodził nie miałam ani dnia wolnego, codziennie praca. Komputer, klawiatura i klepanie kolejnych zleceń. Zła matka położyła dziecko w bujaczku a sama pisała. Zła matka z dzieckiem na ramieniu – pisała. Zła matka na ławce w parku, gdy dziecko spało w wózku – pisała. Zła matka na każde takie głupie pytanie odpowiadała pytaniem, czy zainteresowany nas utrzyma? I pytanie już się nie powtarzało. 😉

Rozumiem, że można się oburzać na skrajności. W każdej kategorii znajdą się skrajności. Znajdzie się oczywiście karierowiczka, która mimo iż nie ma takiej konieczności – pracuje zdecydowanie za dużo, kariera stawia zdecydowanie zbyt wysoko w stosunku do własnych dzieci, które są wychowywane przez sztab niań. Znajdzie się też taka, która mimo że do domowego budżetu sporo by się przydało – do pracy nie pójdzie. Bo jej się nie chce, bo socjal łatwiejszy, itd. Każda historia ma inny wydźwięk. Wiele z nich mogłoby mieć lepszą treść, lepszą dla maluchów i całych rodzin – ale bywa różnie.

Nigdy nie zrozumiem jednak krytykowania kogoś, kto dla dziecka chce jak najlepiej, chociażby będąc zmuszonym posłać do żłobka czy przedszkola by zarabiać na jego utrzymanie. W tej sytuacji nie tylko dziecko jest najważniejsze, matka również jest ważna. To ona boryka się z dylematami, wyborami mniejszego zła i organizowania codzienności tak, żeby jej życie zawodowe nie kolidowało z wychowaniem, zapewniając jednocześnie im godny byt.

Matka nie jest mile widziana w miejscach publicznych

Poczynając od ciąży, gdy kobieta przestaje być widzialna dla wszystkich dookoła. W sklepowej kolejce, w komunikacji miejskiej, wszędzie. Dosłownie wszędzie. Nieważne, jak wielki byłby brzuch – jest niedostrzegalny. I naprawdę nie znoszę oklepanego wręcz sformułowania, że ciąża to nie choroba. Owszem! Ale każda ciąża jest inna. Każda! Warto o tym pamiętać i wykrzesać z siebie odrobinę więcej empatii…

Co jakiś czas wybucha afera – bo w jakiejś restauracji wyproszono rodziców z dzieckiem. Rozumiem, jeśli dziecko zachowuje się naprawdę skandalicznie a rodzice nie reagują. Nie rozumiem jednak sytuacji, gdy dzieci z góry są skreślane jako klienci, gdy po prostu nie są mile widziane, niepożądane wręcz. Nie rozumiem tego, dlaczego młodych rodziców tak bardzo się izoluje od społeczeństwa. I chociaż mnóstwo jest miejsc dla rodzin, klubokawiarni dla dzieci, kącików zabaw w restauracjach – nadal w jakimś stopniu matka z dzieckiem staje się niewidzialna, nieistotna. Gdy widzi się kobietę, pijącą kawę z koleżanką w kawiarni a obok w wózku śpi maleństwo – tak naprawdę tylko druga matka może odebrać ten widok ze zrozumieniem. Często słyszałam i słyszę: Ale jak to tak, z dzieckiem na kawę? Siedź w domu, najlepiej tak!

***

Przede wszystkim nie możemy odsuwać siebie, swoich potrzeb, swojego poczucia spełnienia – na tak odległy, że aż niezauważalny plan. Wiem, że w wielu przypadkach odczuwalna jest presja otoczenia. Wiem, że wszelkie próby zadbania o siebie i swoje samopoczucie, mogą być odbierane jako egoizm i piętnowane. Ale wiem też, że świadomość jest coraz większa – tak, świadomość młodych matek! – i możemy znaleźć zrozumienie czy wsparcie, jeśli będziemy mieć odrobinę szczęścia.

Matka to przede wszystkim człowiek. Ma prawo do zmęczenia, frustracji, łez. Ma prawo pragnąć godziny w ciszy i spokoju. Ma prawo chcieć by ktoś docenił jej urodę, podał kawę do łóżka. Ma prawo marzyć i te marzenia spełniać. Nigdy nie przestanę powtarzać: szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Nigdy też nie przestanę się dziwić, że tak prostej prawdy ludzie nie potrafią przyjąć do wiadomości. 

mama-sama

2 Comments

  1. Ciężarne dzieła się na dwie grupy. Roszczeniowe i bezczelne do granic które niezależnie od sytuacji zachowują się zwyczajnie chamsko. I takie które w ciszy znoszą ignorancje ludzi. Społeczeństwo wciąż jest zacofane i wciąż nie ma prostych odruchów ludzkich….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *