Dlaczego nigdy nie zajmę się TYLKO blogowaniem?

Wstaję rano, mieszkanie lśni czystością. Robię pyszną kawę, z piękną pianką, prosto z błyszczącego ekspresu, stanowiącego punkt centralny naszej kuchni. Wypijam gorącą, moje idealne dziecko w ciszy, spokoju i z niezwykłą gracją wkłada przygotowane wcześniej ubranka. Zjada całe przygotowane śniadanie.

Wychodzą z B. do przedszkola, ja w swojej uroczej piżamce zasiadam na kanapie lub łóżku i sobie klikam. Tu kliknę, tam kliknę. Zdjęcie kawy sobie pstryknę. Jakiś tekścik sobie strzelę. Obiad robię w dwie minuty bo prosto i smacznie. Zmywać nie muszę, wstawię do zmywarki. Ot, codzienność matki blogującej. Kto tak ma? Ja nie! Kto by tak chciał? Ja… też nie!

Jakiś czas temu z ogromnym zdziwieniem ktoś zareagował na fakt, że ja poza blogiem pracuję, kończę jedne studia, zaczęłam teraz drugie i robię kilka innych rzeczy, które w mniemaniu tej osoby są… nieopłacalne. Człowiek się uczy całe życie podobno. A otoczenie ma w zwyczaju zawsze wiedzieć lepiej, jak żyjemy i jak powinniśmy żyć. Prawda? 

***

Całkiem niedawno napisałam tutaj takie słowa: Wiem, że pieniądz musi się zgadzać ale bloga wciąż traktuję trochę inaczej. Pisząc teksty marketingowe dla swoich klientów – czuję się w tym swobodnie, napiszę wszystko i o wszystkim. Wiem, że później takie teksty trafiają do jakichś tam odbiorców ale… nie znam ich. Praca to praca, piszę, zarabiam i tyle. Na blogu jest inaczej. Piszę tylko o tym, co naprawdę jest nam bliskie albo co naprawdę i szczerze możemy polecić. Nie wyobrażam sobie na ten moment trzaskać tekstu za tekstem, tylko dla zarobku. Bo chcę by nasz blog tworzył spójną całość, każdy – nawet ten płatny! – tekst był odzwierciedleniem naszej codzienności. Może dlatego wciąż nie utrzymujemy się tylko i wyłącznie z bloga. ?

Ale to nie jedyny powód, dla którego nie rzucam wszystkiego dla blogowania.

Uwielbiam to, co robię, co robimy. Wciągnęłam się w to tak bardzo, że z ogromną przyjemnością pracuję nad każdym tekstem czy zdjęciami. Mało tego! To właśnie blogowanie pozwala mi dostrzec możliwości, których wcześniej nie brałam pod uwagę. To właśnie blogowanie pozwala mi zmobilizować się do realizacji celów, które wcześniej były odkładane na bliżej nieokreślone kiedyś. Czyli nigdy.

Blogowanie pozwala mi też dorabiać do domowego budżetu. To fakt. Jednak nie na taką skalę bym mogła porzucić swoją pracę. Nierzadko są to naprawdę fajne stawki, które mogą z powodzeniem wylądować w naszej puli na zrealizowanie wspólnego marzenia o domu. Często też są to współprace barterowe, zyskujemy coś, co Wam polecamy, jeśli się u nas sprawdzi. Często są to produkty, o których wcześniej nawet nie słyszeliśmy i to jest fajne. Aktualnie testujemy genialny materac, którego – przyznaję – sami byśmy nie kupili. Z prostego powodu. Nie miałam pojęcia o tej marce. Teraz trafił w nasze ręce jeden z ich produktów,  który nie dość że w pełni spełnia nasze oczekiwania – to jeszcze dowiedzieliśmy się wielu ciekawych kwestii istotnych przy wyborze materaca, o których nawet byśmy nie pomyśleli. Podwójna, jeśli nie potrójna korzyść!

Poznajemy markę, namacalnie sprawdzamy jej produkt, możemy Wam o tym powiedzieć i przekazać wiedzę, którą przy okazji posiedliśmy. Fajnie, prawda?

Podsumujmy. Czy zarabiam więc na blogu? Tak, zarabiam! Czy dostaję coś za darmo? Nie, nie dostaję. Jeżeli dostaję coś w ramach barteru – nie jest to prezent a wynagrodzenie. Za zrobienie i obróbkę zdjęć, za tekst, za udostępnianie go chociażby na Facebooku. Za czynności, które normalnie dana firma musiałaby opłacić. Za czynności, których przecież nie wykonuję charytatywnie (no chyba, że angażuję się w coś właśnie charytatywnie – wtedy i owszem, robię to zupełnie za darmoszkę!).

Nie chcę jednak zajmować się tylko tym, mamy wiele do powiedzenia, do przekazania – nie tylko poprzez pokazywanie Wam jakichś produktów czy usług. Chcemy kontynuować to, co stworzyłam tutaj na początku. Emocje, autentyczność, inspiracje. Między innymi dlatego pracujemy nad pierwszym naprawdę ważnym projektem, którego powodzenie będzie możliwe dzięki blogowi i dzięki Wam. Bez tego nie byłoby aż tak łatwo, nie zmienia to jednak faktu: jest o wiele ładniej zrealizować ten cel, blogując. I to jest wspaniałe!

Nie chcę też porzucać swojej pracy bo ją zwyczajnie lubię. Piszę dla różnych ludzi, na różne tematy, sporo czytam, sporo się na co dzień dowiaduję, mogę pracować z każdego miejsca na ziemi – dzięki temu godzę to ze studiami, z domem, z rodziną.

Nie umiem sobie wyobrazić, że zajmuję się teraz tylko blogiem i domem. Potrzebuję nowych celów, nowych wyzwań i nowych umiejętności. Chcę skończyć bieżące studia, zaczynam kolejne, pracuję nad kilkoma projektami, w przyszłym roku planuję zrobić kurs, o którym marzę. Wiem, że rozwój i praca w zawodzie będą dla mnie zawsze ważne na tyle, że z tego nie zrezygnuje. Uważam, że moją aktualną pracę, studia, rodzinę i bloga można pogodzić, bez szkody dla któregokolwiek elementu. 

Dlatego na pojawiające się pytania: dlaczego nie zrezygnuję z pracy i po co mi kolejne studia, kursy – dla siebie i moich bliskich. Bo blogowanie jest rozwijające, jest ciekawe, jest świetną odskocznią ale nie będzie trwać wiecznie, nie zawsze będzie tak lekkie i kolorowe, nie bez końca będę mieć czas i pomysły. Być może za kilka lat okaże się, że był to świetny okres, który stał się środkiem do czegoś większego, co powoli kiełkuje w naszych głowach, naszych planach i – miejmy nadzieję – kiedyś ujrzy światło dzienne.

***

Być może mówiłabym o tym, gdybym miała nudną pracę, siedziała na jakimś kiepskim etacie, odliczała codziennie czas do końca dnia, musiała błagać szefa o każdy dzień wolnego w przypadku choroby Małego Człowieka, wiecznie robiła to samo a frustracja czy znudzenie, wylewałyby się ze mnie. Ale tak nie jest!

Uwielbiam swoją pracę, kocham swoje studia, podjęłam kolejne bo mnie interesują, pracuję nad czymś dla mnie ważnym, niedługo zacznę się szkolić z czegoś fascynującego. Mąż mnie wspiera, ja wspieram Go, nasz Mały Człowiek ma zgodnych, inspirujących siebie nawzajem, rodziców. Czego chcieć więcej? No, czego? 😉 

mama-sama

5 Comments

  1. Dobrze mieć tyle planów na siebie, dobrze mieć możliwość je realizować i dobrze że nie piszesz bloga, bo to sposób na ” przeżycie” i utrzymanie a raczej kolejny ciekawy pomysł na siebie. To, że przy okazjii wpadną z tego jakieś pieniadze czy rzeczy to tylko powód do zadowolenia, że robisz to dobrze i ktoś to widzi i chce ci za to płacić.

  2. Ja także nigdy nie zdecydowałabym się na to żeby mój blog był jedynym źródłem utrzymania. Ostatnio nawet rozmawiałam o tym z mężem, że niektóre blogerki parentingowe żyją z bloga. A co zrobią jak dzieci urosną? O czym będą pisać? Na czym zarabiać? Powrót na rynek pracy z pewnością nie będzie dla nich łatwy. Dla mnie blog to rozrywka, nie traktuję go jak pracę czy obowiązek. Trafi się jakaś współpraca to super, jeśli nie to nie rozpaczam z tego powodu.
    PS: czekam na info o materacu. Musimy zmienić, bo nam dziecko dziurę zrobiło. ?‍♀️

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *