Dobry materac to podstawa: urządzamy mieszkanie, odcinek siódmy!

W związku z tym, że nasza mała rodzinka wciąż jest na etapie docierania się z wynajmowanym obecnie mieszkaniem – nie spoczywamy na laurach i wciąż szukamy rozwiązań, które pozwolą nam czuć się tutaj jak najlepiej, jak w domu – którym przecież dla nas jest. Pokoik Małego Człowieka skończony, salon funkcjonuje póki co bez zarzutu (rozglądamy się jedynie za dywanem), w sypialni moje małe biuro również zostało wreszcie ogarnięte. Pozostawała jednak jeszcze kwestia niezwykle irytująca!

Łóżko. Otóż łóżko widoczne we wcześniejszych wpisach cyklu, czy to też na zdjęciach z Instagrama – było już częścią wyposażenia mieszkania. Dla nas to było na plus bo nie musieliśmy od razu po przeprowadzce pędzić po nowe. Jednak z czasem zaczęły pojawiać się drobne niedogodności, które nie tylko wkurzały ale i zwyczajnie przeszkadzały na co dzień. 

***

Rama łóżka była masywna już sama w sobie, do tego rozmiar całkiem spory a gdy dodało się ustawienie równolegle do ściany z oknem – dostęp do niego był tylko i wyłącznie z jednej strony. B. musiał więc się gramolić na swoją stronę przez łóżko, obejść się go nie dało. Pomijam już fakt, że mieliśmy kawałeczek przestrzeni między łóżkiem a biurkiem, ograniczony komodą z jednej strony. Kiepsko.

Wizualnie wszystko wyglądało nawet nieźle. Funkcjonalnie już trochę gorzej.

O samej metamorfozie tej części sypialni będziemy pisać odrębnie. Pokażemy to co znacie, czyli wersję PRZED oraz PO – czyli to, co u nas się zadzieje po wywaleniu łóżka, półeczki za nim, uchwytu na telewizor i kilku innych rzeczy a w zamian wstawieniu węższego o zaledwie dwadzieścia centymetrów łóżka. Wstawieniu jednak w inne miejsce i odmienny sposób. Ale nie o tym dzisiaj!

Dzisiaj o materacu będzie. Przyznaję się bez bicia – nigdy w życiu nie kupowałam materaca. Żadnego. No oczywiście nie licząc tych niemowlęcych i dziecięcych. W życiu przed Małym Człowiekiem w wynajmowanym mieszkaniu łóżko z materacem już stało, wcześniej była to rozkładana ikeowska kanapa. Później z kolei sypialnię odstąpiłam Jemu a sama spałam na rozkładanej sofie w salonie, później B. dołączył do naszego życia ale to nie uległo zmianie. Namiastkę sypialni stanowiła kanapa.

Tutaj obie sypialnie były puste, za wyjątkiem zabudowanej szafy w obecnym pokoju Małego Człowieka oraz łóżka właśnie w naszej sypialni. Materac średnio wygodny, skrzypiący raz po raz, nic nadzwyczajnego, szału nie ma.

Gdy do naszych drzwi zapukał kurier z gigantyczną przesyłką – stare łóżko wciąż stało na swoim miejscu. Dostarczony od PlantPur materac wylądował więc na podłodze w salonie. Zastanawiałam się przez moment, jak to możliwe że tak gruby i wielki materac zmieścił się w całkiem zgrabnej tubie. Instrukcja jednak rozwiała wszelkie wątpliwości. Z pomocą dołączonego nożyka rozcięłam folię i… usłyszałam, jak materac złapał oddech! 😉 Serio, serio. Nie zdążyłam chyba nawet zrobić sobie kawy a z płaściutkiego zrobił się zupełnie wysoki, osiągając obiecane dwadzieścia centymetrów wysokości.

Pierwsze dwa dni przeleżał właśnie w salonie, gdyż musieliśmy rozkręcić na części stare łóżko. Wówczas akurat Mały Człowiek był chory i siedzieliśmy sobie we dwoje w domu, intensywnie testując nowy nabytek.

Hopsał na nim (innymi słowy skakał do upadłego), przesiadywał na nim całe dnie ze swoimi pluszowymi kumplami, klockami, strażackimi akcesoriami i tak dalej i dalej… Spędził na nim całe dwa dni, wymęczył niemiłosiernie a materac wyglądał wciąż bez zmian, żadnych odkształceń ani nic podobnego. Jednak już wtedy przydatną okazała się funkcja, jaką jest ściągany top z wierzchniej warstwy. Bo można bez problemu go zdjąć, wyprać i jest jak nowy! 

A jaki materac wybraliśmy?

➡➡ Otóż zamieszkał z nami materac Natural. Składa się z dwóch warstw:

  1. PlantPur Visco

    Termoelastyczna pianka Visco zawierająca do 50% olejów roślinnych o gęstości 50kg/m3 i grubości 3 cm.

  2. PlantPur HR + pianka moletkowa

    Pianka poliuretanowa z dodatkiem oleju kokosowego. Grubość 20 cm.

Odporność na odkształcenia, wysoka elastyczność, gwarancja prawidłowego ułożenia podczas snu, komfort i wygoda. To obiecują nam w PlantPur. Póki co, po krótkim użytkowaniu i to na dodatek niepełnym – bo kilka nocy na materacu położonym po prostu na… podłodze – jedno możemy stwierdzić na pewno. Odczuwana różnica jest ogromna! Nie wstajemy rano obolali, materac nie skrzypi ani nie trzeszczy przy byle przewróceniu się na drugi bok.

Komfort spania zwiększył się u nas bez porównania. Zadowolenie, jakich mało!

I piszę to zupełnie szczerze, po zaledwie kilku dniach testowania. Zobaczymy, jak będzie dalej. Materac lada dzień wyląduje na łóżku, zacznie być używany jak należy. Na pewno podzielimy się wnioskami po dłuższym czasie, na pewno też pokażemy całość efektu, jaki uzyskamy w sypialni po zmianach. 

***

Dotąd zdawałam sobie sprawę, że materaców na rynku jest całe mnóstwo rodzajów. Wiedziałam, widziałam i brałam to pod uwagę. Nie spodziewałam się chyba jednak aż takiej różnicy po zmianie przypadkowego, nie najlepszego materaca na taki odpowiednio dobrany.

Bo dotąd wydawało mi się, że się nie wysypiam z wielu innych powodów. Teraz, chociaż nadal się nie wysypiam ilościowo – ociupinkę poprawiła się jakość snu bo wstaję nieobolała, czego nie mogłam powiedzieć jeszcze miesiąc temu. Warte eliminować to, co nam przeszkadza. Mimo że nie zawsze jesteśmy tego świadomi! 

mama-sama

7 Comments

  1. Marzy mi się takie normalne łóżko i oddzielna sypialnia. Niestety narazie moja sypialnia to tez salon i nie mam takich możliwości. Ale może w przyszłości będę mogla pospać na porządnym materacu zamiast rozkladanej kanapy

  2. Ciężki jest? Mam na myśli ciężar. Jaki stelaż pod niego potrzeba? Bo wygląda na ciężki i masywny.

    • My mamy standardowy, wcale nie jakiś najlepszy stelaż z Ikei i jest jak najbardziej w porządku.
      Owszem, jest ciężki, jeśli bierze się pod uwagę targanie go z pomieszczenia do pomieszczenia w kółko ale na ramie stelażu trzyma się bez problemu, oczywiście. 🙂 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *