Ślub na głowie: jak pokonać przedślubny stres?

O stresie przed ślubem mówi się wiele, naprawdę wiele. Czasami mam wrażenie, że nazbyt wiele. Bo temat jest troszeczkę zbyt mocno rozdmuchiwany. I później taka Panna Młoda siedzi i zastanawia się, co też jest z nią nie tak, skoro tego stresu nie odczuwa…? Absurd, prawda? A jednak – sama przez moment to odczułam.

Bo wszyscy pytali: ale stresujesz się? Denerwujesz tym czy tamtym? A ja się nie denerwowałam. Włączyłam tryb zadaniowy, odhaczałam ze spokojem kolejne punkty. Zaproszenia. Menu. Winietki. Sukienka. I tak dalej. Zdarzały się nerwowe sytuacje, owszem. Ale bez przesady! 

***

Na pewno ważny jest dobry plan. To wręcz podstawa tego, żeby móc przejmować się jak najmniej. Powinniśmy na początek spisać wszystko – absolutnie wszystko! – właśnie w dobrym planie. Co, gdzie i jak po kolei trzeba załatwić, kupić albo zrobić. Wtedy mamy gwarancję, że nic nie przeoczymy. Odhaczamy sobie, co już ogarnięte, widzimy co jeszcze nas czeka.

Kolejna istotna kwestia to budżet. Warto zaplanować wcześniej, ile maksymalnie możemy przeznaczyć na konkretne pozycje z listy wydatków. Wtedy łatwiej jest nam kontrolować, na czym zaoszczędziliśmy a na co dzięki temu możemy wydać ciut ponad założony plan.

Warto rozłożyć sobie wszystko w czasie, są takie punkty listy, które można zrealizować i na rok przed ślubem, bez szkody dla nikogo. Im mniej zostawimy na ostatnią chwilę, tym więcej spokoju sobie zafundujemy na koniec. Idąc tym tokiem myślenia, warto więc możliwie najwięcej zrobić od razu i później mieć święty spokój z bieganiną za jakimiś drobiazgami. 

W trakcie przygotowań tak naprawdę miałam kilka zaledwie nerwowych sytuacji. Fryzura próbna, która okazała się totalną porażką. Tak wielką, że bez zastanowienia niemal byłam gotowa uczesać się sama. Co zresztą, z pewnych względów, miało miejsce. I było dobrze! Pewne zawirowania z gośćmi i ich >> Być może przyjedziemy tylko na chwilę bo… <<, co wytrąciło mnie na dwa dni z równowagi a później okazało się być fałszywym alarmem z ich strony!

Dwa stłuczone miodki dla gości na dwa dni przed ślubem. Ileś zniszczonych etykiet na alkohol, które się zmarnowały podczas przyklejania. Kompozycja kwiatowa na stół inna niż miała być. Topper na tort zbyt wysoki w porównaniu z tortem, czego zapomnieliśmy dopatrzeć wcześniej. I tak dalej. Pierdółki, które tak naprawdę były niczym. Przyjmowałam do wiadomości, znajdowałam rozwiązanie i tyle. 

Absolutnym sprawdzianem dla nas był dzień przed ślubem, gdy okazało się że zarezerwowana sala nie będzie gotowa.

Mogłam siąść, płakać i odwołać przyjęcie. Mogliśmy zorganizować coś na szybko w domu. Zacisnęłam zęby, ogarnęłam przyjęcie w kilka godzin, łącznie z dekoracjami i masą innych spraw. Na bok odszedł odpoczynek, umówiona wizyta u kosmetyczki i manicure. Na bok tego dnia odeszło nawet jedzenie. Małe espresso, kawałek tortu – w przerwie dekoracyjnych zakupów – i biegłyśmy z moją świadkową dalej. 

Trzymały mnie cały dzień emocje, trzymała mnie ogromna mobilizacja. Dopiero wieczorem, gdy usiadłam na kanapie w domu, gdy Mały Człowiek już spał – poczułam, jak wykończona i zdenerwowana jestem. Zeszły ze mnie wszystkie emocje tego dnia, było mi zwyczajnie źle, byłam tak zmęczona że nawet nie potrafiłam tego określić.

A przecież musiałam się jeszcze ogarnąć przed wielkim dniem, pomyśleć o kilku sprawach. Stanęło na tym, że byłam zbyt zmęczona by gdziekolwiek z rana wyjść. Sama uczesałam włosy, z pomocą przyjaciółki która dzielnie mi je prostowała, pomagała w makijażu i spokoju. B. walczył ze świadkiem w restauracji z ostatnimi przygotowaniami a ja łapałam oddech, którego potrzebowałam.

Same przygotowania do ślubu i przyjęcia były tak naprawdę przemyślane, zorganizowane i spokojne. Dzień i noc przed ślubem z kolei były kumulacją wszystkiego tego, czego przyszli nowożeńcy woleliby w ostatniej chwili nie doświadczać.

Przetrwaliśmy, dzień ślubu i przyjęcia był piękny, w otoczeniu najbliższych i zmęczenie gdzieś umknęło, ustępując miejsca samym pozytywnym emocjom. Zorganizowaliśmy wszystko po swojemu, bez presji, bez stresu od początkowych etapów. Nie chcieliśmy tego, spokój i zrobienie wszystkiego w zgodzie ze sobą było dla nas ważniejsze. I nadal jest. 

Podobnie będzie ze ślubem kościelnym i weselem. Mamy już plan, mamy budżet, pewne rzeczy będą powielone, pewne detale będą zupełnie nowe. Nie ukrywam, że ważne jest dla nas miejsce a póki co nie możemy znaleźć takiego, do którego weszlibyśmy i poczuli, że to TO. Bo o to nam chodzi. By poczuć to miejsce, odnaleźć się w nim już od progu, tak jakbyśmy się znali od zawsze. Wiem, że to trudne. Ale znajdziemy, zobaczycie! Albo stworzymy takie w innym, zupełnie niepozornym miejscu. 😉

A dla tych wszystkich, którzy przygotowują się do tego wielkiego dnia lub mają przyszłą Pannę Młodą w bliskim otoczeniu, mam mały prezent! Na feelcomfy.pl możecie zamówić piękny personalizowany szlafroczek ze zniżką 10 % na hasło: pazdziernik10. Kod ważny do 16 października!

Sama taki mam i bardzo polecam – idealny pomysł na prezent, może towarzyszyć Pannie Młodej w dniu ślubu i przygotowaniach a później posłużyć jako pamiątka lub po prostu codzienny szlafrok. Fajna sprawa, zwłaszcza że napis można zamówić naprawdę dowolny! 

***

W każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Pamiętajmy, że goście nam towarzyszą ale nie dyktują warunki. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasz dzień i w tym wszystkim pamiętajmy jeszcze jedno, dla wielu oczywiste: nie da się dogodzić wszystkim. A dzień własnego ślubu to moment, gdy dogadzamy sobie. A stres ograniczamy możliwie najbardziej! Koniec kropka! 

 

mama-sama

5 Comments

  1. Pięknie napisane. Wiem co przeżywacie, bo w zeszłym roku też byłam Panną Młodą i też organizowaliśmy wszystko sami po swojemu 🙂 Aż zazdroszczę Waszemu fotografowi! Z przyjemnością sfotografowalabym Wasz ślub i opowiedziała historię zdjęciami…Trzymam kciuki żeby wszystko się udało i żebyście pięknie spędzili ten dzień!

  2. W wielu przypadkach ludzie sami sobie tworzą wielki stres bo wymyślają co rusz coś nowego, chcą wesela i ślubu z efektem WOW by się postawić przed innymi… Często próbują zrobić coś niemożliwego i później jest stres…

  3. Z Wami przedslubny stres staje mi się poniekąd obcy. Dzięki Wam wykreslilam dziś z naszej ślubnej checklisty prawie połowę punktów. Dotąd wydawały mi się must have a teraz widzę, że chciałam tylko wstrzelic się w jakiś kanon, powielany w naszym otoczeniu… :/

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *