A co dla Ciebie oznacza luksus?

Od jakiegoś czasu mam zwyczaj planować teksty na kolejny tydzień. Wprowadziłam też pewien schemat, zapewne zauważalny. We wtorki poruszamy tematy trudne, w środy ślubne a w weekendy polecamy Wam to, co ciekawego ostatnio odkryliśmy i o czym warto Wam opowiedzieć. Pewne tematy jednak zdarzają się być nieplanowane. Ot, przychodzi pomysł albo jakaś sytuacja i w związku z nią tekst powstaje. Tak jak ten chociażby.

Całkiem niedawno, w jednej z rozmów ze znajomą, rozwinął się temat wesela. Planujemy swoje, ogarnianie najważniejszych spraw idzie pełną parą, jak wiecie – podchodzimy do wszystkiego z dystansem i po swojemu. Pojawiła się kwestia auta do ślubu. Znajoma stwierdziła, że jak do ślubu to z rozmachem i wezmą limuzynę by było luksusowo. Wtedy też stwierdziłam sama przed sobą, że przecież limuzyna to żaden luksus. Dlaczego? O tym za chwilę. 

***

W tym roku jechaliśmy swoim autem, w przyszłym planujemy co najwyżej wynająć jakieś, jednak nie wymyślne – ot, zwyczajne, ładniejsze od naszego i z kierowcą. Ale to jeszcze nic pewnego, tego typu kwestie dopiero będą rozplanowywane. Wróćmy jednak do limuzyny. Dlaczego nie jest według nas luksusem? Bo wynajęcie jej na kilka godzin, tylko po to by pokazać się, że nas stać – jest zbędne i zwyczajnie głupie. Wydamy sporo pieniędzy, niczym szczególnym się nie wyróżnimy, jeśli o to chodzi – bo limuzyny wybierano, wybiera się i pewnie będzie się wybierać, jeśli ktoś ma taką zachciankę. 

Ale nie o to chodzi. Luksus to komfort.

Komfort posiadania i komfort świadomości. To pewność, że coś mamy (sprawny samochód, który zawiezie nas do celu chociażby) albo możemy mieć, gdy zajdzie taka konieczność (bo np. mamy oszczędności, które możemy ruszyć gdy taki samochód się zepsuje i będzie wymagać kosztownej naprawy). Bardzo wielu ludzi niestety o tym zapomina. Wydają co miesiąc każdy możliwy grosz, do końca, do ostatnich cyfr na koncie – bo chcą posiadać. Posiadać coraz więcej, coraz drożej i coraz bardziej kompulsywnie. 

Pięćdziesiątą szmatkę z sieciówki, setną wypasioną zabawkę dla dziecka, codzienny obiad na mieście. Ale tak naprawdę – gdzieś pod osłonką tych pozorów – nie mają NIC. Owszem, mają pełną szafę, mnóstwo gadżetów i zdjęć z restauracji. Ale gdy padnie auto, wskoczy niespodziewany wydatek albo cokolwiek podobnego – nie mają nawet czym podobnych kosztów pokryć… Straszne, prawda?

Bo luksus to świadomość!

Świadomość tego, na co możemy sobie pozwolić. To przede wszystkim. Świadomość tego, co musimy zrobić by zapewnić sobie taki komfort. By móc powiedzieć: jestem przygotowany/a na trudną sytuację, nic mnie nie zaskoczy. Niewielu posiada taki komfort, niewielu ma w ogóle świadomość tego. Niestety.

Czy musimy mieć w domu dwadzieścia drogich lakierów do paznokci? Nie wystarczy pięć? Czy musimy wymienić telewizor na większy tylko dlatego, że większy jest dostępny? Czy musimy co sezon wymieniać garderobę bo zmieniają się trendy? Czy musimy robić codziennie zakupy w spożywczaku osiedlowym zamiast raz w tygodniu w markecie, gdzie jest zwyczajnie taniej? Przykłady można wymieniać bez końca. Nasza rada? Oszczędzać, kupować z rozwagą, nad każdym nieplanowanym wydatkiem piętnaście razy się zastanowić. Zamiast wyrzucać pieniądze w błoto, lepiej… zaoszczędzić! Odłożyć, dać sobie komfort świadomości, że jesteśmy jakkolwiek zabezpieczeni. 

Kiedyś przeczytałam gdzieś, że ludzie uwielbiają oglądać piękne instagramowe profile bo łatwiej jest im patrzeć na luksus, którego chcieliby doświadczyć. I pod pojęciem tego luksusu mają na myśli wówczas wszystko to, co jest zgodne z aktualnymi trendami. Jeśli coś jest akurat na czasie – pojawia się u takowych osób, zawsze otoczone innymi, równie designerskimi dodatkami czy przedmiotami codziennego użytku. Obok najnowszego smartfona, leżącego na absolutnie modnym teraz stoliku, leży droga biżuteria w maleńkim, zgrabnym pudełeczku (z widocznym logo jubilera, of course). I tak dalej. I dalej. I dalej. I jeszcze dalej. Podobne przykłady tak naprawdę można przywoływać niemal bez końca, łączy je tak naprawdę jedno: podążanie za trendami, współtworzenie ich i kojarzenie tego z luksusem, dobrobytem, bogactwem czy jak tam kto woli…

Czy luksusem jest posiadanie drogiego smartfona już w dniu jego premiery? Nie, nie sądzę. Raczej na pewno nie.

Luksusem jest coś, co daje nam nieskończony spokój. Dla każdego luksus oznacza w zasadzie coś innego. Nie powinien być jednak utożsamiany tylko i wyłącznie z dobrami materialnymi. Bo to smutne, zwyczajnie smutne – jeśli ktoś mówiąc o dobrobycie, wymienia tylko przedmioty, bogactwo namacalne i tak naprawdę ulotne. Bo wszystko w końcu przestaje być modne, przestaje być trendy. Obecnie szybciej niż mogłoby się komukolwiek wydawać. Dzisiaj posiadamy najnowszy model telewizora, za miesiąc posiadając ten sam – jesteśmy już pięć modeli do tyłu, daleko spóźnieni. I błędne koło się zamyka.

Owszem, fajnie by było mieć super samochód, być może nawet wielką willę, może również garderobę przepełnioną ubraniami od projektantów. Ale warto zadać sobie jedno, absolutnie ważne pytanie: czy to jest właśnie to, do czego dążymy? Czy to jest spełnieniem naszych marzeń lub planów?

Bo bardzo często jest tak, że do czegoś dążymy bo tak wypada, bo wszyscy tak robią i wszyscy tego chcą. Pomijając to, czego naprawdę chcemy. Całkiem niedawno napisaliśmy: >>Marzymy o domu. O tarasie, na którym będziemy siedzieć we dwoje wieczorem i pić herbatę. O domu, w którym rano będziemy słyszeć tupot dziecięcych stóp na schodach. O domu, w którym nie słyszymy sąsiada za ścianą. O domu, który jest nasz. Tak po prostu nasz.<< I to się nie zmieniło, nie zmienia, nie zmieni.

Dla nas luksusem i dobrobytem jest to, że mamy siebie, że mamy dom – wynajmowany kąt ale jednak poniekąd nasz – i do tego domu każdego dnia wracamy, wiedząc że ktoś na nas czeka, że ktoś nas kocha i na kogoś możemy liczyć. Dobrobytem jest też dla nas to, że Małemu Człowiekowi nie brakuje absolutnie nic, że nasze potrzeby również są zaspokajane, lodówka nie świeci pustkami a samochód jest zadbany i wszędzie nas powiezie. Dobrobytem jest dla nas rodzina, są przyjaciele. Są więzi i relacje. Luksusem jest dla nas to, że możemy zorganizować po swojemu ślub i wesele, cegiełka po cegiełce dokładając do tego celu. Zarabiając na to zupełnie samodzielnie. Mieć taką możliwość.

***

Luksus to pojęcie względne. Dla jednych będzie to filiżanka herbaty wypita w ciszy, gdy dzieci jeszcze śpią. Dla innych podróż w wymarzone miejsce, dla jeszcze innych wyczekane prawo jazdy czy samochód. Dopóki nie zatracamy się w materialnych aspektach tego pojęcia – jest w porządku! Jest jak najbardziej okej. Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia! A możliwość spełniania marzeń i realizacji śmiałych celów to luksus, jakiego każdy powinien chcieć zaznać. 

4 Responses

  1. Jak tak głębiej się nad tym zastanowić to w zależności od człowieka luksus będzie czymś innym. Dla bezdomnego luksusem będzie ciepły posiłek, kąt do spania itp., dla chorego bedzie to zdrowie, dla osoby samotnej – bliscy i czas spędzony z nimi, dla kogoś innego Aston Martin w garażu albo chwila spokoju. Dla mnie luksus to spelnienie: mnie jako człowieka we wszystkich rolach ( matka, pracownik, przyjaciółka, partnerka itp.), to spelnienie moich marzeń o pełnej rodzinie, o spokoju…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top