Ślub po swojemu: czy kolor przewodni jest w ogóle potrzebny?

Gdzie się przyszła Panna Młoda nie obróci – to o coś ją pytają. A sukienka rybka czy księżniczka? A zespół czy DJ? A poprawiny będą czy nie? A kolor przewodni jaki? No jaki…?! A właśnie! O ten kolor pytają na każdym kroku i niemal od razu po ogłoszeniu, że startujemy ze ślubnymi przygotowaniami.

Dlaczego to takie ważne? Czy w ogóle jest to ważne? Bo tak naprawdę przecież chodzi o to, żeby wszystko wyglądało spójnie. Ale czy w takim razie wszystko musi być w tym samym kolorze – ba, nawet odcieniu! – by zachować spójność? Nie, to nie tak! Absolutnie nie tak!

***

Wspomniany już kolor przewodni zazwyczaj pojawia się w dodatkach na stołach, w dekoracjach w kościele, w elementach stylizacji Państwa Młodych czy świadków. Niekiedy dopracowanie każdego szczegóły jest tak daleko posunięte, że widzimy daną barwę wszędzie. Dosłownie wszędzie. Od słodkiego stołu po buty Panny Młodej. Człowiek wchodzi na wesele i ma wrażenie, że utonie w błękicie albo dostanie oczopląsu od wszechobecnego różu.

Kiedyś byłam na weselu, gdzie było okrutnie różowo na sali ale kwiaty na przykład były w zupełnie innym kolorze, zarówno te w bukiecie Panny Młodej, jak i na stołach. W kościele dekoracje były w jeszcze innym stylu. Nic jakby do siebie nie pasowało.

Gdzieś w tym przedślubnym szaleństwie i zderzeniu z wszelkiej maści dekoracjami, akcesoriami, dodatkami, pierdółkami i innymi atrakcjami – zapominamy, że czasami mniej znaczy więcej i nie warto przesadzać z ilością wszystkiego bo może wyjść trochę… kiczowato.

U nas na początku plan był prosty. Białe obrusy, białe serwety z szarymi obrączkami, szare krzesła. Bordo kwiaty. Białe winietki z szarymi wstążeczkami, biało-szare etykiety na alkohol. A do tego przy każdym nakryciu maleńki miodek z biało-szarą dekoracją. Sala miała być mała, kameralna, chcieliśmy ją optycznie powiększyć dużą ilości bieli i jak najmniejszą wszelkich drobiazgów.

Dołożyliśmy trochę szarości w postaci serwetek, przewiązanych bordo wstążkami. Postawiliśmy kilka szklanych wazoników i szklanych osłonek na świece. Na wazony szare, na osłonki bordowe tasiemki. I tyle. Zaledwie kilka drobnych elementów, na dodatek nie typowo ślubnych i… stoły nabrały o wiele więcej uroku! Pomijając już fakt, że późnym wieczorem, podczas przyjęcia obsługa zapaliła wszystkie świeczki i zrobiła się bardzo nastrojowo!

Czy wchodząc do naszej restauracji tego dnia, można było wymienić od razu kolor lub kolory przewodni? Raczej nie. Bordo pojawiało się w detalach, nie było zauważalne na pierwszy rzut oka. Dopiero, gdy człowiek usiadł do stołu, ogarnął wzrokiem nakrycie – mógł dostrzec, że tasiemka na serwetce pasuje do tej na świecznikach a kokardka na winietce do serwetki właśnie, pojedyncze bordo goździki w wazonikach z kolei do tychże tasiemek. 

A gdy do tego dodaliśmy bordowe muchy B., świadka i Małego Człowieka oraz butonierki i mój ślubny bukiet – wszystko było cudownie spójne i takie… nasze! Świadkowa z kolei włożyła bordową sukienkę i stała się zarazem pięknym dopełnieniem całości. 

Warto pamiętać też o tym, że ślub i przyjęcie czy też wesele miną a z tym wszystkim, co zostanie – będzie trzeba coś zrobić. W tej kwestii u nas była prosta sprawa: wazonik zostawiliśmy sobie jeden w domu, resztę rozdaliśmy, świeczniki i pozostałe podgrzewacze również. Dwa foliowe balony do dzisiaj leżą w tipi u Małego Człowieka i służą za zabawki a dużą kompozycję kwiatową ze stołu pozostawiliśmy w restauracji. Gdy następnego dnia jedliśmy śniadanie z rodzicami i rodzeństwem, zwróciłam uwagę jak pięknie te kwiaty wyglądają w kącie sali, gdzie obsługa je ustawiła. Po konsultacji z B., podarowaliśmy je szefowi kuchni – w restauracji wyglądały o wiele lepiej niż wyglądałyby na naszym balkonie, gdzie pewnie by wylądowały. A topper na tort mamy zamiar wyjmować w każdą rocznicę i wtykać w rocznicowe ciacho.

 

***

Wybierając kolor przewodni – jeżeli dokonujemy takiego wyboru – warto wziąć pod uwagę przede wszystkim wygląd i wielkość sali, w której będzie przyjęcie. Bo wszystko ma ze sobą fajnie współgrać, mniej może znaczyć więcej a subtelne dodatki będą wyglądać o wiele lepiej niż ich nadmiar czy zbyt duża różnorodność. Naprawdę! 🙂 

4 Responses

  1. W sumie to trochę zazdroszczę B. żony ? Silna, zaradna, skromna, kreatywna i potrafi zrobić coś z niczego. Inna siadłaby w kącie i rozpaczała nad sytuacją z salą a Ty sobie super dałaś radę. Jesteście doskonałym duetem!

  2. Patrząc na efekt i biorąc pod uwagę koszty i nakład – wielki szacun! Jeżeli tak wypadło Wam małe przyjęcie, nie mogę się doczekać relacji z wesela!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top