Jak wybrać przedszkole?

Tak jak rok temu pisywaliśmy o żłobku, tak teraz napiszemy o przedszkolu a w zasadzie o jego… wyborze. Bo dobra decyzja w tej kwestii jest niezwykle ważna, dotyczy przecież naszego dziecka! Fajnie jest, gdy w ogóle taki wybór mamy a nie musimy – na przykład – posyłać dziecka gdziekolwiek, gdzie w ogóle się dostało.

Są jednak takie kwestie, które powinno brać się zawsze pod uwagę, absolutnie zawsze – gdy mowa o naszym wyborze placówki, do której uczęszczać będzie nasze dziecko. I dzisiaj postaramy się je wymienić, bazując na naszych doświadczeniach. Bo na czym innym? 😉

***

Do żłobka mieliśmy niespełna pięć kilometrów ale był w takiej lokalizacji, że i tak zawsze człowiek stał w korku. Odległość więc tak naprawdę niewiele tu dawała, dojazd bywał uciążliwy. Do przedszkola mamy zdecydowanie większą ilość kilometrów, jednak droga w zasadzie nigdy nie jest zakorkowana. Mało tego! Jest akurat na trasie B. z domu do pracy i z powrotem. Nie muszę więc wozić i odbierać Małego Człowieka ja, On to robi przy okazji. I to jest dobre rozwiązanie, naprawdę funkcjonalne i pozwalające oszczędzić czas.

Po pierwsze: lokalizacja!

Pozostając w temacie lokalizacji, ważne też jest miejsce, w którym znajduje się placówka. Przede wszystkim, czy dookoła jest jakakolwiek zieleń a sąsiadująca droga jest ruchliwa, bezpieczna. W naszym przypadku mówimy o obrzeżach, ruchu za dużego tam nie ma, zieleni cały ogrom mają na swoim terenie – dysponują wielkim ogrodem i placem zabaw, które oczarowały nas już na wejściu.

Idźmy dalej. Personel. Chyba oczywista sprawa? Warto jednak sprawdzić – czy też się dowiedzieć – o takie podstawowe informacje, jak kwalifikacje osób pracujących tam z dziećmi. Powinniśmy też wiedzieć, ile dzieci przypada na jedną opiekunkę, kto zajmuje się nimi w ciągu dnia a kto chociażby podczas oczekiwania na odbiór.

U nas na przykład jest tak, że rano na wszystkie grupy czekają ciocie w jednej dużej sali, później maluchy są zabierane przez ich grupowe opiekunki do swoich sal a popołudniu czekają na odbiór przez rodziców ponownie tutaj, gdzie były zostawione rano, również z tymi samymi ciociami. Mniej więcej tak samo wyglądało to w żłobku, dlatego nie byliśmy szczególnie zaskoczeni pomysłem.

Po drugie: kwalifikacje kadry opiekuńczej

Najlepiej oczywiście by było, gdyby opiekę nad maluchami sprawowały osoby po studiach wyższych (np. wychowanie przedszkolne), jednak mogą to być również osoby, które odbyły 280-godzinne szkolenie lub mają minimum 2 lata doświadczenia w pracy z dziećmi.

Kolejna ważna sprawa to wyposażenie i zabezpieczenia. I tutaj sprawa wygląda niemal identycznie, jak w przypadku żłobka, dlatego zacytuję po prostu fragment tamtego tekstu: W pierwszej kolejności powinniśmy zadać pytanie, jak wygląda kwestia zabezpieczeń, np. przed wyjściem dzieci na zewnątrz bez opieki czy wejściem na teren placówki kogoś niepowołanego. Kolejna sprawa to miejsce do spania dla maluchów. Jak wygląda? Czy jest oddzielone od miejsca zabawy? Czy kuchnia, schowki i inne miejsca z reguły niedostępne dla dzieci – naprawdę są niedostępne. Czy sala zabaw jest odpowiednia przestronna by dzieci mogły swobodnie się bawić? Czy zabawki i wszelkie sprzęty są bezpieczne i dostosowane do wieku dzieci?  

Po trzecie: wyposażenie oraz zabezpieczenia w placówce

Co jeszcze jest istotne? Dobra współpraca na linii rodzic-przedszkole i kontakt z opiekunkami to podstawa przede wszystkim zaufania. A przecież bez obustronnego zaufania nie da się powierzyć dziecka pod czyjąś opiekę, nie da się wspólnie go wychowywać. Dlaczego wspólnie? Bo przedszkole i rodzice powinni wypracować tak sprawną współpracę by sposób wychowania dziecka przez rodziców był poniekąd powielany również przez placówkowe ciocie. Oczywiście nie da się robić tego w 100 %, jednak warto by chociaż namiastka tego była możliwa. Opiekunki w przedszkolu i rodzice powinni wspólnymi siłami dążyć do właściwego wychowania malucha a dobra, uczciwa i bliska współpraca kadry z rodzicami to dobra podstawa do tego.

Po czwarte: współpraca rodziców z kadrą opiekuńczą

Tak jak napisałam wyżej – to powinno być jednym z decydujących czynników przy wyborze przedszkola. Wszystkie cztery elementy razem wzięte to najistotniejsze z tych, które powinny być brane pod uwagę. Ponadto na pewno powinniśmy się dowiedzieć o wysokość czesnego, opłaty wpisowej, opłaty za wyżywienie. Warto też dopytać, w jakim stopniu musimy przygotować wyprawkę – czy oprócz ubranek na zmianę, paputków i pościeli, musimy zapewnić coś jeszcze? W wielu placówkach w ramach czesnego mamy chociażby artykuły higieniczne, przybory papiernicze czy inne drobiazgi.

U nas na przykład przynosimy tylko ubranka na zmianę, kapcie, pościel i piżamkę na drzemki oraz pluszaka, z którym Mały Człowiek śpi. Ewentualnie, jeśli jakiś maluch ma jeszcze taką potrzebę – pampersy czy mokre chusteczki. Bo akurat w naszym przedszkolu – o dziwo! – tolerowane są jeszcze małe pampersiaki. W pojedynczych szafkach widać sterty tych pomocników i nikt nie robi z tego jakiegoś dużego problemu.

Jakie pytania warto zadać przed wyborem przedszkola?

  • jak wyglądają formalności przed przyjęciem do przedszkola?
  • ile godzin dziecko przebywa w przedszkolu?
  • ile dzieci liczy każda grupa?
  • ile cioć przypada na grupę, do której będzie należeć nasze dziecko?
  • w jaki sposób przebiega proces adaptacji?
  • co musi zapewnić rodzic? ( np. pościel, śliniaki, pampersy, etc. )
  • jak przebiega weryfikacja osób odbierających dzieci, jeśli nie są to rodzice?
  • czy zdjęcia dzieci publikowane są gdzieś w sieci? Czy można nie wyrażać na to zgody?
  • jak wygląda plan dnia?
  • kto przygotowuje posiłki? Co zazwyczaj pojawia się w menu?
  • czy dzieciom podawane są w razie potrzeby jakiekolwiek lekarstwa?
  • czy przedszkole przyjmuje dzieci, jeśli są przyprowadzane, będąc chore?
  • czy po chorobie dziecka należy przedłożyć zaświadczenie od pediatry, że jest już zdrowe?

Takie pytania mogą nie przyjść od razu do głowy, jednak każde z nich jest na swój sposób ważne. U nas istotne było uprzedzenie dyrekcji, że jesteśmy w trakcie procesu adopcyjnego, B. podczas rekrutacji formalnie ojcem nie był a mimo to był już od razu wszędzie tak wpisany i tak też traktowany, teraz jedynie zostanie zmienione nazwisko Małego Człowieka. Nikt nie zadawał krepujących pytań, nikt nie robił z tego problemu. Podobnie było w kwestii publikacji zdjęć.

W dokumentach, które wypełnialiśmy – nie wyraziliśmy zgodę na publikację wizerunku Małego Człowieka gdziekolwiek. Przyjęto do wiadomości, uszanowano naszą decyzję. Nie byliśmy jedynymi rodzicami, którzy tak zdecydowali. Plan dnia otrzymaliśmy każdy do ręki w formie wydruku, nasz wisi na lodówce, podobnie jak numery telefonów do przedszkola. A choroby? No cóż. Pytania i teoria to jedno, w praktyce wygląda to nieco inaczej. W żłobku widywałam dzieci kaszlące niczym gruźlicy, ze smarkami po pas. Widywałam rodziców wciskających ciociom naręcza leków i ich rozpiski. Tutaj nie zdążyłam się napatrzeć bo wspólnie odwoziliśmy go przez dwa dni, trzeciego dnia pojechali we dwóch a czwartego był już chory i został w domu. Zobaczymy, jak to będzie!

mama-sama

One Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *