Ślub na głowie: detale, które tworzą całość

Na początku plan był prosty. Białe obrusy, białe serwety z szarymi obrączkami, szare krzesła. Bordo kwiaty. Białe winietki z szarymi wstążeczkami, biało-szare etykiety na alkohol. A do tego przy każdym nakryciu maleńki miodek z biało-szarą dekoracją. Sala miała być mała, kameralna, chcieliśmy ją optycznie powiększyć dużą ilości bieli i jak najmniejszą wszelkich drobiazgów.

Bo mniej znaczy więcej, prawda? I tak pewnie by było, dokładnie tak jak opisałam wyżej. Ale na dzień przed ślubem – na chwilę przed południem, okazało się że zostaliśmy bez tej sali. I nie mogła być gotowa. Ani w piątek ani w sobotę… Co robić?!

***

W zaledwie godzinę wynegocjowaliśmy przyjęcie weselne na następny dzień w miejscu, gdzie mieliśmy zarezerwowane noclegi dla naszych gości. Personel bardzo profesjonalnie podszedł do sprawy, z kucharzem od razu też uzgodniłam menu możliwe do przygotowania last minute. I tak dalej i dalej.

Tutaj jednak nie mieliśmy do czynienia z małą salką. To cała hotelowa restauracja, z ogromnymi oknami, wysokim barem i przestrzenią. A poza jedną kompozycją kwiatową na stół, winietkami i upominkami dla gości – nie mieliśmy nic.

B. zajął się więc Małym Człowiekiem, podczas gdy z naszą świadkową biegałam po sklepach. Szare serwetki? Tak! Przewiązane bordo wstążką? Idealnie! Problem nakryć z głowy. Szklane osłonki na podgrzewacze, do tego szary żwirek by je wypełnić i te same bordo wstążki, którymi miały być przewiązane serwetki – do zestawu szklane wąskie wazoniki. Zakupy zakończone, kwadrans na ukojenie nerwów i podładowanie baterii w jednej z kawiarni, nad kawałkiem tortu i espresso.

Następnie szybki skok do domu, ona wyprowadzić psa, ja zgarnąć z mieszkania drobiazgi przygotowane na wielki dzień. Miodki, pudełeczka z magnesikami, winietki. Do tego wzięłam naszą księgę gości, topper na tort, pudełka na ciasto dla gości i… sznur białych cotton balls.

B. i Mały Człowiek postanowili nam towarzyszyć, nasza kochana fotograf z rodziną byli już na miejscu – ochoczo więc pstrykała zdjęcia a jej mąż pomagał w przygotowaniach. Składałyśmy serwetki, przewiązywałyśmy wstążkami. Sypałyśmy żwirek do osłonek i wtykałyśmy podgrzewacze. Składałyśmy pudełka na ciasto. Robiłyśmy mnóstwo rzeczy!

Cały czas czułam się, jakby to wszystko nie działo się naprawdę. Stres tego dnia był nie do opisania. A nasza świadkowa spisała się na medal, odwalając całą artystyczną robotę.

Późnym wieczorem w piątek wróciliśmy do domu a w sobotę z rana B. ze świadkiem mieli zawieźć kwiaty, słodkości i dopilnować szykowania stołów, baru i powiesić trochę balonów. Wszystko wyszło…. idealnie! Niestety nie miałam okazji zobaczyć ostatecznego efektu przed wejściem, dopiero gdy dotarliśmy na przyjęcie. Byłam jednak oczarowana!

Na stołach stały tylko delikatne wazoniki z pojedynczymi bordo goździkami, podgrzewacze w szklanych osłonkach (Pepco) a na naszym stole kompozycja z kwiatów. Przy każdym nakryciu szara serwetka z bordową wstążką, stanowiąca jednocześnie kopertę na sztućce oraz winietka (amelia-wedding).

Na słodkim stole, który znajdował się na wysokim barze – sznur białych cotton balls (cottonovelove.pl), ułożony pod ścianą – tuż poniżej lustra wiszącego nad blatem. Poza tym z jednej strony pudełeczka (amelia-wedding.pl) z magnesikami (Magdalenka-Art) ustawione w równych rzędach a przed nimi miodki (miodziki.pl). Z drugiej strony nasza drewniana księga gości (Drewniana Szuflada). I tyle. Na paterach tradycyjny sernik, szarlotka, tzw. krówka – pokrojone w standardowe kostki. Na środku królowała wysoka patera z tiramisu. Były owoce, była babka piaskowa, były ciasteczka a nawet zupełnie zwykłe herbatniki. Wszystko miało być kojąco proste, domowe, niewymuszone i nieudziwnione. Na tym samym wysokim barze, tuż obok słodkości stały również wina i kieliszki. Na butelkach nasze ślubne etykiety, identyczne były na tych z wódką, które stały na stołach.

Czy się udało osiągnąć ten efekt? Mam nadzieję, że odczucia gości były podobne!

Ponadto mieliśmy jeszcze bordowy topper na tort (Ślub w dechę) oraz białe pudełeczko na obrączki, również od tego samego wykonawcy. Całe przyjęcie a wcześniej ślub miały być utrzymane w bieli i szarości, ożywionymi nieco pojawiającym się tu i ówdzie bordo. Prosto, delikatnie, nieco inaczej.

Nie chcieliśmy pokrowców na krzesła, nie chcieliśmy gąszczy balonów, ogromnych kompozycji kwiatowych, które zasłaniają gościom widoki, łącznie z ludźmi siedzącymi po drugiej stronie stołu. Nie chcieliśmy efektu kiczu ani nie chcieliśmy przesytu. Mimo że z małej sali wskoczyliśmy w całkiem sporą restaurację – nie brakowało niczego, nie zauważało się jakichkolwiek luk czy niedociągnięć.

Samochód wykorzystaliśmy nasz, włożyliśmy ślubne tablice rejestracyjne, do klamek białe kokardki a do lusterek po dwa baloniki. Dokupiliśmy tylko ozdobne pudełeczka na ciasto, do których obsługa pakowała słodkości tym, którzy już wychodzili.

Wielokrotnie zdarzyło mi się przeczytać czy usłyszeć, że ślub to jedyny taki dzień w życiu i na nim nie można – absolutnie nie można! – oszczędzać. Serio? Nie wiem, czy to spowodowane jest naszym podejściem na co dzień, czy też czymś innym ale… nie widzę w tym sensu! Po co silić się na rozrzutność i podejście typu: postaw się a zastaw się?

Nie widzimy nic złego w przeczekaniu z kupnem idealnego garnituru na sezonową wyprzedaż. Podobnie jak nie widzimy nic złego w pojechaniu do ślubu własnym autem. W końcu wozi nas wszędzie: do pracy, do przedszkola, objeżdża z nami Polskę wzdłuż i wszerz. Dlaczego więc nie może jechać też w ten szczególny dzień?

***

Jeśli podejdziecie do ślubu i wesela czy też przyjęcia, ze spokojem – da się zrobić wszystko. Da się, jeśli tylko będziecie patrzeć na siebie nawzajem, znać najważniejszą wartość tego dnia i wiedzieć, co Wy właściwie chcecie osiągnąć. Bo ślub i wesele są dla Państwa Młodych a goście mają im w tym dniu towarzyszyć, nigdy na odwrót! 

Mniej znaczy więcej – również w przygotowaniach do ślubu. Nie zawsze warto silić się na przesyt atrakcji, dekoracji, wszystkiego. Czasami warto zastanowić się, na czym nam najbardziej zależy i co tak naprawdę jest dla nas w ten dzień ważne. Odpowiedź może się okazać zaskakująca!

mama-sama

8 Comments

  1. Ja mialam okazję sama robić dekorację samochodu. Cała koncepcja i wykonanie należało do mnie, łącznie z ręcznym wykonaniem kwiatow (były z kremowo-białej bibuly). To mi dało masę satysfakcji, a pieniędzy nie trzeba było wydawać nie wiadomo ile.

  2. Piękny to był dzień kochani. I jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak to sami zrobiliście? Cudownie wyszło!

  3. Podziwiam, że udało Wam się zachować zimną krew w takim stresie dzień przed weselem! Swoją drogą jak to możliwe, że taka sytuacja miała miejsce? A co do dekoracji.. Chyba właśnie znalazłam fajną inspirację na własne wesele 😉
    Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *