>>Bądź grzeczny bo zawołam pana policjanta!<< Absurdy rodzicielskich gróźb

Ile to razy w dzieciństwie słyszeliście, że zabierze Was Cygan, pan policjant albo ktoś inny, kreowany przez dorosłych na kogoś złego na tyle by się go obawiać…? Setki razy! A zastanawialiście się kiedykolwiek, czy to właściwe? Albo jaki może mieć wpływ na dziecko? I nie mówię może o rozwoju, samoocenie czy czymkolwiek podobnym.

Mam na myśli coś absolutnie prostego. Bo pomyślcie tylko: jak takie dziecko, straszone od zawsze panem policjantem, będzie postrzegać funkcjonariusz policji w realnym życiu? To dość prosty, pierwszy jaki przyszedł mi na myśl, przykład. Ma w sobie jednak coś niepokojącego.

***

Dziecko się zgubi. Przykra ale prawdopodobna sytuacja. Widząc policjanta, czy to na ulicy, czy to w galerii handlowej – gdziekolwiek – nie pomyśli nawet by podejść i poprosić o pomoc! Bo będzie przekonane, że ów policjant go porwie i nigdy rodzicom nie odda! Na pozór absurdalne, najgorsze jednak jest coś innego. Że sami do tego możemy doprowadzić. Smutne ale i… mobilizujące!

Bo nigdy nie jest za późno na to by zmienić nawyki, przestać straszyć dziecko jakimiś bzdurami a podobne praktyki zamienić na coś, co w podobny sposób nie odwróci się w końcu przeciwko nam!

Ustalmy sobie coś bardzo – ale to bardzo! – ważnego. Nasze dzieci wierzą nam bezgranicznie. Jeśli powiemy im, że przyjdzie pan kominiarz/policjant/ktokolwiek inny i zabierze go tylko dlatego, że nie zjadł brokuła – ono nam uwierzy! Uwierzy w największą nawet bzdurę, którą powiemy! I to właśnie jest ten argument, który powinien zmusić nas do pomyślenia o wszystkim tym, co zdarza nam się wygadywać.

Pozostańmy przy tym policjancie. Z jednej strony straszymy nim dziecko. Z drugiej strony uczymy je – ważnej przecież! – zasady, jaką jest absolutny brak zaufania do nieznajomych. A przecież takowy policjant to… właśnie nieznajomy!

I co teraz? Jak to rozdzielić? Czego uczyć dziecko by jemu tym nie zaszkodzić? Przede wszystkim nie straszyć. Następnie nauczyć rozróżniać obcych dobrych (np. policja, ochrona w sklepie, straż miejska) od obcych złych (czyli ludzi zupełnie przypadkowych a przede wszystkim nieznajomych). Musimy mieć świadomość tego, że tylko i wyłącznie od nas zależy, jak dziecko zachowa się w sytuacji, gdzie będzie zdane na czyjąś pomoc i czy w ogóle będzie umiało o nią poprosić. 

Idźmy dalej! Nigdy tego nie rozumiałam i w zasadzie nadal nie rozumiem ale… często też matki straszą dzieci ich własnym ojcem! Być może to jakaś pozostałość po dawniejszych czasach, gdy ojcostwo miało oznaczać dyscyplinę (?). Nie zmienia to jednak faktu, że jest absolutnie niewłaściwe!

Oboje rodziców powinni być dla dziecka autorytetem, wsparciem i miłością. Nie straszakiem, którym można posługiwać się w dowolnej chwili. Absolutnie nie!

Na ten temat nie trzeba chyba za wiele dodawać. Kwestia jasna i oczywista. Nie używamy drugiego rodzica jako straszaka, po prostu nie!

Pomijając już dosłownie wszystko, pozostaje jeszcze jedna kwestia, o której rodzice często zapominają. Bo takie straszenie nie tylko może budzić w dziecku lęk przed czymś lub przed kimś, zupełnie nieuzasadniony a wręcz niewłaściwy – owszem. Ale może też spowodować to, że dziecko w końcu przestanie nam wierzyć. Bo mama straszy w kółko jakimś tam kominiarzem a mimo iluś przewinień dziecka, ten kominiarz przecież nie przyszedł!

Albo co gorsza- przyszedł ale nawet nie zerknął na nie, był bowiem obecny w zupełnie innej sprawie. I gdzie tu wiarygodność rodzica?

Idźmy jeszcze dalej. Dziecko straszone czymkolwiek – będzie skupione głównie na tych niechcianych skutkach. Nie nauczymy je w ten sposób, że czegoś nie powinno się robić. Nauczymy je jedynie tego, że za jakąś tam czynność grozi konkretna kara. Która nawet niekoniecznie może mieć miejsce, tak jak wcześniej przytaczałam już przykład “niesłowności” rodzica. Tak naprawdę powinniśmy uczyć dziecko właściwych zachowań czy reakcji zamiast piętnować i skupiać się na niewłaściwych.

A przede wszystkim dawać przykład. Bo dzieci chłoną jak gąbki. Chłoną zachowania, przyzwyczajenia, język czy reakcje od nas, rodziców. I o tym zawsze trzeba pamiętać, starając się dawać dzieciom jak najlepszy przykład!

Notoryczne straszenie dziecka czymś, doprowadzi w końcu nie tylko do nieufności ale w końcu i do zamknięcia się w sobie. Taki malec może zacząć bać się dosłownie wszystkiego. Uciekać na widok jakichś osób, reagować lękiem czy nawet agresją!

***

Będąc rodzicami – nie warto zapominać, że jesteśmy również tylko ludźmi. Każdy czasem ma zły dzień, każdy czasami powie coś nieprzemyślanego czy zwyczajnie głupiego. Grunt to nie powtarzać błędów, nie tracić głowy i zachować równowagę we wszystkim, co robimy. Również w procesie, jakim jest wychowanie dziecka!

Oczywiste jest, że żaden rodzic (a przynajmniej znakomita większość!) nie chce krzywdy własnych dzieci. Nie wyrządzajmy więc im jej w imię wyimaginowanych zasad skutecznego wychowania przez takie zastraszanie chociażby. Po prostu im tego nie róbmy, okej? 

mama-sama

3 Comments

  1. Podjęłaś bardzo ważny temat. W domu moich dziadkow straszenie obcymi było obecne odkąd pamiętam. Do tego jeszcze “baboki” w ciemności. Swoje dzieci wychowuję zupełnie bez straszenia i wymyślania bezsensownych kar i mam dzięki temu ogromną satysfakcję. Wszyscy w rodzinie krzywo patrzyli na moje bezstresowe metody i przytulanie dzieci nawet po ich wybrykach, a po kilku latach wciąż słyszę jakie to mam grzeczne i ułożone dzieci. Da się. Wystarczy ogrom spokoju, cierpliwość i wyrozumiałość. Szczęścia dla rodzinki Malutkiego.

  2. Nigdy tego nie rozumiałam. Czysty idiotyzm takie straszenie… Ciekawe jak taki rodzic by się czuł będąc cały czas czymś straszony?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *