Trudny temat: dlaczego nie bałam się ślubu po roku związku?

Pytanie to padało w trakcie przygotowań, pada też często od weekendu i tutaj – w wiadomościach od Was. W sumie poniekąd spodziewałam się tego, że będzie jednym z częściej zadawanych po zamieszczeniu informacji o naszym ślubie. Niemal od razu przypomina mi się sytuacja sprzed bodajże dwóch lat, gdy ktoś mnie zapytał o to, czy sprzedaję ubranka po Małym Człowieku – bo przecież drugiego dziecka mieć nie będę.

A figa z makiem! Dla wszystkich ciekawskich – owszem, planujemy rodzeństwo dla naszego chłopczyka. Wyznaczyliśmy sobie widełki czasowe, przedyskutowaliśmy tą decyzję i jesteśmy jej pewni. I to zaledwie jeden z powodów, dla których nie miałam wątpliwości co do decyzji o ślubie. 

***

Co oznacza w ogóle: odpowiedni czas na ślub? Czasami ludziom się wydaje, że z kimś trzeba być dziesięć albo i więcej, lat by dobrze go poznać. Nie do końca się z tym zgadzam. Bo często zdarza się, że minie lat kilkanaście i nagle okazuje się, że ktoś jest zupełnie inny niż wydawało nam się do tej pory. To zaledwie jeden z kontrargumentów dla takiego stwierdzenia.

Sama znam pary, które zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu znajomości, zaręczyły się i zaczęły planować ślub. Znam też takie, które po długim czasie dopiero zdecydowały się na taki krok.

Nasza sytuacja od początku była nieco inna niż typowe. Nie mieliśmy czasu na niekończące się randkowanie, docieraniu się towarzyszyło wspólne wychowywanie małego chłopca a obowiązki ojcowskie spadły na B. niemal od razu, gdy zdecydowaliśmy się wspólnie zamieszkać. Żyliśmy jak normalna rodzina, w międzyczasie poznając się od podszewki, snując wspólne plany i odhaczając kolejne cele.

Oboje więc mieliśmy niemal od razu szanse na sprawdzenie drugiej osoby w przeróżnych sytuacjach. Już wtedy widziałam i wiedziałam, że B. poradzi sobie dosłownie ze wszystkim. Każdego dnia, na własne oczy przekonywałam się o tym, że nic Jemu nie jest straszne. Żadna infekcja Małego Człowieka, żadne problemy niesione przez codzienność, żadne zwyczajne obowiązki. To coś zupełnie normalnego, dla mnie jednak wówczas zupełnie niesłychanego…

Każdemu wyzwaniu stawiamy czoła, z każdego upadku wspólnymi siłami powstajemy. Każdą decyzję podejmujemy we dwoje, szanując swoje zdanie i wysłuchując się nawzajem.

Przez ten rok przeżyliśmy dość sporo. Podróże, wyzwania, problemy, nowe sytuacje. Zorganizowaliśmy ślub, przeprowadziliśmy się do innego miasta, pokonaliśmy naprawdę wiele przeszkód wszelkiej maści. Kłóciliśmy się i godziliśmy. O pierdoły. O rzeczy mniej lub bardziej ważne. Siadywaliśmy wieczorem by w milczeniu odpocząć po całodziennej gonitwie. Trzymaliśmy się za ręce w strategicznych momentach.

Czy B. kiedykolwiek mnie zawiódł? Czy ja zawiodłam Jego? Nie. To się nam nie zdarzyło. Być może kiedyś się zdarzy, to może być nawet najbardziej błaha sprawa. Jednak mamy do siebie tyle zaufania, że podołamy. Naprawdę podołamy! Co do tego – nie mamy najmniejszych nawet wątpliwości. Wierzymy w siebie samych i siebie nawzajem, jak w nikogo innego na świecie. To nam wystarczy.

Czy B. kiedykolwiek powiedział lub zrobił coś, co wzbudziło jakiekolwiek, najmniejsze chociaż – obawy? Nigdy! Absolutnie nigdy!

Któregoś letniego dnia postanowiliśmy TO zrobić. O samych przygotowaniach i o tym, że da się zorganizować ślub i wesele prawie-idealne w tak króciutkim czasie, będziemy jeszcze z pewnością tu pisać. Bo tematów do poruszenia jest całe mnóstwo! Przeżycie we dwoje tego procesu przygotowań – dało nam tyle doświadczeń i przyniosło tyle emocji, że trudno w to uwierzyć. Jedno pozostaje pewne: nie wycofaliśmy się. Mało tego! Z każdym kolejnym dniem i punktem odhaczonym z przedślubnej listy, byliśmy tylko bardziej pewni.

Małżeństwo nie jest czymś, co można – ot tak, po prostu – przerwać czy pozostawić. Decyzja o jego zawarciu powinna być więc w pełni przemyślana i pewna.

I taka też była nasza. Rozmawialiśmy o tym tak często, tak wnikliwie i tak szczerze – że powiedziane zostało chyba wszystko, co paść powinno a nawet sporo ponad to. Każdy z naszych bliskich znał nasze pobudki, naszą motywację i nasze marzenia. To nie mogło się nie udać ani nie miało prawa pójść nie po naszej myśli. Pomijając chaos organizacyjny na dzień przed ślubem, o którym też niebawem Wam opowiemy. 😉

Podobno mimo wielkiej determinacji – zarażamy spokojem. Mam nadzieję, że to prawda bo… ja ten spokój odczuwam na co dzień.

Mimo ogromu pracy, jaką codziennie wykonujemy. Nadgodziny B., niemal codziennie jakiś deadline u mnie, blog, odhaczanie celów i marzeń – wymieniać można tak naprawdę bardzo długo. Bo nasza codzienność taka właśnie jest. Chaotyczna niekiedy, pracowita zazwyczaj, bogata w różne doświadczenia i coraz nowsze wyzwania. Lubimy to, żyjemy w tym i łapiemy każdy moment, który nam się przydarza. Razem. Niezmiennie razem. Ze sobą, nie obok siebie. To jest najważniejsze: ze sobą.

Sam moment ślubu rozwiał nieistniejące wątpliwości. Nie spodziewałam się, że głos tak bardzo może się łamać a zarazem można to tak usilnie zwalczać! Nie spodziewałam się nawet połowy tego, co czułam przy tych słowach. Czując na plecach spojrzenia wszystkich tych, którzy byli z nami w tym momencie. Mając przed sobą człowieka, z którym chcę dzielić przyszłość. Człowieka, któremu pozwoliłam wejść w nasze życie a przy tym zostać tatą dla mojego dziecka. Zarówno pod względem emocjonalnym, jak i… formalnym (tak, tak!).

***

Moment tak podniosły, tak wzruszający i zarazem tak radosny, że trudno mi wciąż ubrać to wszystko w słowa. I teraz, gdy emocje powolutku opadają – jedno pozostaje niezmienne. Jesteśmy pewni w stu procentach, że ten ślub był najlepszym, co mogliśmy zrobić! Jesteśmy przekonani, że przez ten rok nauczyliśmy się żyć ze sobą w taki sposób by przejść przez to życie razem, we troje, kiedyś we czworo czy ile tam sobie zamarzymy.

Jesteśmy przekonani, że nawet jeśli czegoś nie przeżyliśmy czy nie poznaliśmy wspólnie – podołamy i temu. Bo umiemy, bo chcemy i wierzymy. Wierzymy w siebie nawzajem i w naszą rodzinę. Już oficjalnie – rodzinę! 

5 Responses

  1. Dziękuję za oficjalne potwierdzenie moich domysłów. Gratuluje B. to kolejny dowód na to jak bardzo kochasz tą kobietę i tego małego czlowieka. Pieknie, pięknie i jeszcze raz pięknie. Ja już wiem skąd w Was ta determinacja do kolejnych wyzwań i skąd ta siła. Takie rzeczy dzieją się gdy spotykają się właściwe sobie osoby. Czerpiecie ta energię z samych siebie. Uwielbiam Was❤❤❤

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top