Ślub po swojemu: w czym do ślubu cywilnego?

Kiedy postanowiliśmy o ślubie, decyzja niemal od początku wiązała się z prostym i klarownym planem: ślub cywilny a w rocznicę ślub kościelny. Powodów można by wymieniać naprawdę wiele. To była nasza wspólna i jak najbardziej przemyślana, strategia. Tak więc zostało.

Suknię ślubną odłożyłam więc na przyszły rok. Mam na oku kilka modeli, niezwykle prostych i dziewczęcych, wybór jeszcze nie padł – ze spokojem, zdążę! Pozostawało pytanie: co włożyć na nasz pierwszy ślub? Nie zdziwię chyba szczególnie nikogo stwierdzeniem, że szukałam czegoś naprawdę prostego. Ot, małej białej.

***

Zdziwię chyba jednak niemal każdego stwierdzeniem: nie poszłam w takiej do ślubu. Ale może po kolei! W naszych przygotowaniach ślubnych postawiliśmy na prostotę i rozsądek. Czyli chyba nic nowego u nas? Obrączki postanowiliśmy kupić u lokalnego jubilera, w małym miasteczku w Wielkopolsce. Pojechaliśmy, wybraliśmy. Niemal tysiąc złotych mniej do zapłaty niż znajomi, którzy zamawiali niemal identyczne w dużym mieście, w jednym z salonów znanej marki. Byliśmy przezadowoleni z takiego obrotu spraw, pierwsza zaoszczędzona kwota odnotowana.

Wracając od jubilera, mijaliśmy salon z sukienkami. Na wystawie rzuciła mi się w oczy błękitna trapezowa, absolutnie prosta i skromna. Idealna na rodzinną imprezę, która nieuchronnie się zbliżała. Weszliśmy. A kilka wieszaków dalej wisiała… ona. Biała, w literę A, do kolan. Krótki subtelny rękawek, z tyłu łezka i jeden guziczek-perełka. Zerknęłam na metkę. Sto złotych (!).

Przymierzyłam. Poczułam się w niej idealnie. Piękna, dziewczęca i wygodna. Kupiliśmy więc bez zastanowienia obie.

Sukienka trafiła do szafy, miała czekać na swój wielki dzień. Pomijając komentarze, że NIE POWINNAM iść do ślubu w sukience kupowanej w obecności narzeczonego – byłam o kwestie okołosukienkowe zupełnie spokojna. W końcu dopadły mnie wątpliwości. Czy nie za zwykła? Czy nie za prosta? Czy nie za skromna? W końcu to mój ślub!

Nie miałam zamiaru zmieniać decyzji, szukałam czegoś na Zalando i znalazłam ją. Sukienkę zupełnie inną niż którakolwiek z wyśnionych. Ale miała w sobie coś, co zmusiło mnie do kilku kliknięć i kilka dni później była już u mnie.

B. był w pracy. Otworzyłam, przymierzyłam i oniemiałam. Leżała jakby była szyta na miarę, mimo że o wiele bardziej przylegająca – równie wygodna co pierwokup. Oh.

Została więc moją sukienką ślubną a jej poprzedniczka zdegradowana do sukienki zapasowej. Na wypadek zalania rosołem czy coś w ten deseń… 😉 Pozostawała kwestia dodatków. Wygodne i eleganckie szpilki, nie za wysokie – znalazłam na brilu.pl. Wcześniej włożyłam je na letnie wesele, byłam więc pewna że są wygodne i niezawodne.

We włosy srebrna opaska. Szukałam idealnej i szukałam, wszystkie wydawały się być nienaturalnie masywne, zbyt bogato zdobione albo zwyczajnie niewygodne. Piękne znalazłam w Novia Blanca, wybór padł na model Muscari Silver. Wygodna, delikatna, wiązana na tasiemkę tuż pod linią włosów.

B. wystapił w granatowym garniturze (Bytom), białej koszuli (Wólczanka) oraz brązowych wizytowych butach (brilu.pl). Ponadto zarówno On, jak i Mały Człowiek oraz nasz świadek – włożyli identyczne muchy w kolorze bordo (akcesoriameskie.pl). Był to element spójny z moim bukietem, butonierkami obu panów oraz kwiatami na stołach w restauracji. 

W przygotowaniach w to sobotnie przedpołudnie – brał udział również szlafroczek od Feel Comfy. Przyznacie, że uroczy? Spersonalizowany prezent, który może posłużyć do zdjęć ze ślubnych przygotowań (makijaż czy czesanie, zwłaszcza jeśli odbywają się w domu) a później do codziennego użytku, jak najbardziej! Jestem oczarowana prostotą efektu, jaki daje. I wiem, że na długo ze mną zostanie. 🙂

***

Sukienka kosztowała ociupinkę ponad dwieście złotych, wszelkie dodatki również nie należały do szczególnie drogich. Kwiaty zamówiłam w osiedlowej kwiaciarni a nad bukietem zachwycała się cała damska część weselnych gości. Muchy będą nadawać się również na inne okazje, podobnie jak garnitur czy buty. Nie stawialiśmy na elementy, które zaraz po ślubie trafią w kąt i zostaną zapomniane.

Tego dnia, jak również i wcześniej – usłyszałam wiele pozytywnych słów na temat naszego podejścia do organizacji wszystkiego. Wszyscy byli oczarowani, pozytywnie zaskoczeni a my…? My wciąż funkcjonujemy na oparach tych emocji, które nam towarzyszyły. 🙂 

5 Responses

  1. Niedawno znajoma brała ślub kościelny ze swoim Już mężem – co to były za emocje… chyba większe niż za pierwszym razem

  2. Jak zobaczyłem na Facebooku, że cała Twoja ślubna stylizacja warta była 610 zł bodajże a tutaj widzę klasę i dziewczęcy urok pięknej młodej kobiety to pozwolę sobie napisać coś prosto do B.:

    Czlowieku tak rozsądna, skromna i subtelna żona to prawdziwy skarb!!! Dbajcie o siebie nawzajem kochani!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top