Mój drogi mężu – to ja, Twoja żona!

Niech nasza miłość miewa zwykłe dni. Przede wszystkim takie niech miewa. Niech będzie wspólnie zjedzonym śniadaniem, podaną sobie nawzajem kawą, rzuconym uśmiechem czy podanym kocem wieczorem, na kanapie, po trudnym dniu. Niech nasza miłość będzie przerażająco zwyczajna, taka prosta, tak codzienna. Taka naturalna.

Te słowa napisałam tutaj prawie półtora roku temu. Dacie wiarę? Wówczas nie zdawałam sobie sprawy, że tocząca się właśnie znajomość zaowocuje w przeciągu tych kilkunastu miesięcy… ślubem. Bowiem od wczoraj jesteśmy małżeństwem z B. Tak, zrobiliśmy to! Wzięliśmy ślub! 

***

Któregoś letniego dnia postanowiliśmy TO zrobić. O samych przygotowaniach i o tym, że da się zorganizować ślub i wesele prawie-idealne w tak króciutkim czasie, będziemy jeszcze z pewnością tu pisać. Bo tematów do poruszenia jest całe mnóstwo! Przeżycie we dwoje tego procesu przygotowań – dało nam tyle doświadczeń i przyniosło tyle emocji, że trudno by było je przemilczeć i się z Wami nie podzielić wrażeniami!

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest stanąć twarzą w twarz z ukochaną osobą i w obecności iluś tam osób, powiedzieć sobie na głos to, co wiecie, czujecie i powtarzacie sobie niejednokrotnie, w normalnych, codziennych sytuacjach?

Nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie, jeśli mam być tak zupełnie szczera. Bo co innego o czymś myśleć a co innego to po prostu zrobić. I jedno mogę stwierdzić na pewno: emocji towarzyszących w dniu ślubu, nie da się ani opisać ani nawet nazwać – to trzeba najzwyczajniej w świecie przeżyć!

Pominę na razie okres gonitwy, jaką były przygotowania ślubu w tak krótkim czasie. Pominę wybór garnituru czy butów, spontaniczny zakup sukienki zupełnie innej niż wymarzona. Pominę istne szaleństwo, jakim był dzień przed ślubem. Bo nie to wszystko było najważniejsze, to tylko oprawa, to tylko dodatki i szczegóły, które dopełniały całość.

W Urzędzie Stanu Cywilnego stawili się wszyscy goście, jedna para spóźniła się dosłownie minutę czy dwie – wywołując cień niepokoju, byłam jednak pewna: nie zawiodą. Nie zawiedli. Byli. Cała ceremonia trwała – podobno! – sześć minut. Tylko tyle i aż tyle. Bo w ciągu zaledwie tych kilku minut zostało powiedziane wszystko, co winno być powiedziane.

Były łzy nachodzące do oczu, były uśmiechy na dźwięk radosnych monologów Małego Człowieka, zaopiekowanego z tyłu przez ciocie i wujków. Były ogromne emocje, wciśnięte w każde ze słów, powtarzanych za urzędniczką.

Nie spodziewałam się, że głos tak bardzo może się łamać a zarazem można to tak usilnie zwalczać! Nie spodziewałam się nawet połowy tego, co czułam przy tych słowach. Czując na plecach spojrzenia wszystkich tych, którzy byli z nami w tym momencie. Mając przed sobą człowieka, z którym chcę dzielić życie. Człowieka, któremu pozwoliłam wejść w nasze życie a przy tym zostać tatą dla mojego dziecka.

Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński (…) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

Jedno zdanie, którym każde z nas przypieczętowało to wszystko, czego byliśmy już świadomi i pewni. Jedno zdanie a zmienia dosłownie wszystko! Teraz oboje nosimy obrączki a ja noszę Jego nazwisko. Jesteśmy mężem i żoną, małżeństwem. Niesamowite uczucie. Bo jeszcze w piątek byliśmy “tylko” narzeczonymi z Małym Człowiekiem na pokładzie, małą rodzinką.

I być może kiedyś – włożę tą białą suknię, ten biały welon. Być może będziemy recytować słowa przysięgi. Być może pójdziemy razem przez życie, nosząc z dumą nasze obrączki. Być może staniesz się Tatą dla mojego syna, być może będziesz dla Niego wzorem i autorytetem, którego Jemu brakuje. A być może stworzymy po prostu szczęśliwą rodzinę. I w tej rodzinie przyjdzie nam przeżyć resztę życia. ➡ te słowa znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Może nie każde i nie dosłownie. Bo nie było welonu, zamiast sukni była mała biała. Ale B. stał się – zresztą, już dawno! – Tatą dla Małego Człowieka. A szczęśliwą rodzinę tworzymy od momentu, gdy On z nami zamieszkał. I przeżyjemy w niej resztę życia, zobaczycie! 

Chciałabym powiedzieć i napisać bardzo wiele, emocje jednak muszą opaść. Musimy złapać oddech. A póki co dzielimy się kilkoma kadrami z naszego wielkiego dnia, za które zresztą dziękujemy Magdzie z bloga zwyklamatka.pl, która wraz z rodziną była z nami i uwieczniła te piękne momenty!

A w najbliższych dniach obiecujemy kilka wpisów, w których pokażemy każdy detal przygotowań i  samego ślubu oraz przyjęcia! 😉

***

mama-sama

4 Comments

  1. ❤ kto by się spodziewał jeszcze dwa lata temu że to wszystko tak się skończy, a właściwie to zacznie bo to dopiero początek Waszej cudownej podróży. Życie potrafi być piekne?

  2. Wyglądałaś pięknie wszystko idealne w moim guście aż się wierzyć nie chce że udało Ci się tak tanio wszystko załatwić. Brawo Ty. Bardzo podoba mi się Wasz pomysł organizacji wesela i życzę cudownej podróży wspólnie przez całe życie.<3

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *