Ślub na głowie: nie mów tego przyszłym nowożeńcom!

I stało się. Rodzina i bliscy poinformowani o ślubie. Wtedy zaczynają się zazwyczaj niekończące pytania, uwagi, dobre rady, nierzadko zdumienie czy nawet pretensje. Być może trudno w to uwierzyć – ale tak, dokładnie!

Przygotowując się do napisania tego tekstu, chciałam poznać różne dziwne uwagi, jakie zdarza się usłyszeć przyszłym nowożeńcom, wrzuciłam więc post w przedślubnej grupie i dziewczyny chętnie opowiadały, co je spotkało.

***

Mimo że sami nie spotkaliśmy się z aż tak drastycznymi, jak niektóre z nich – to nie raz i nie dwa bywa przykro czy wzbiera w nas złość. Bo ludzie często nie mają za grosz taktu, naprawdę! I co gorsza – nie zauważają nawet tego! Są jednak takie stwierdzenia czy pytania, które przewijają się niemal zawsze. To takie must have przedślubnych reakcji otoczenia. 😉

>> Nie za szybko? <<

Co w ogóle znaczy: za szybko? Czasami ludziom się wydaje, że z kimś trzeba być dziesięć albo i więcej, lat by dobrze go poznać. Nie do końca się z tym zgadzam. Bo często zdarza się, że minie lat kilkanaście i nagle okazuje się, że ktoś jest zupełnie inny niż wydawało nam się do tej pory. To zaledwie jeden z kontrargumentów dla takiego stwierdzenia.

Sama znam pary, które zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu znajomości, zaręczyły się i zaczęły planować ślub. Znam też takie, które po długim czasie dopiero zdecydowały się na taki krok. Są też takie, które ślubu brać w ogóle nie zamierzają. Można? Można. Podstawą powinno być szczęście, miłość, lojalność – nie tylko papierek czy impreza na sto pięćdziesiąt osób.

>> A to mamy przynosić prezenty czy nie? <<

Pytanie wydaje się być dziwne. Jeszcze dziwniejszy wyda się zapewne kontekst. Bowiem pytanie padło na wieść, że ślub odbędzie się cywilny a przyjęcie weselne w kameralnym gronie, jednak z całą weselną oprawą, jakby nie patrzeć. Nikt nie organizuje wesela z myślą o prezentach (chyba) ale jednak pytania tego typu kierowane do Państwa Młodych można sobie odpuścić. Ewentualnie zapytać, jaką formę prezentu preferują, jeśli nie ma o tym informacji w zaproszenie.

Mnie taka reakcja zdziwiłaby. I to bardzo. Bo nie wiedziałabym, co w danym momencie odpowiedzieć – by nikogo nie urazić. A przecież o urażenie kogokolwiek bardzo łatwo, gdy stąpamy po grząskim gruncie ślubnych przygotowań…

>> A ile Was to kosztuje? <<

Ludzie tak bardzo – ale to bardzo! – lubią zaglądać do czyichś portfeli. Gdy w grę wchodzi organizowanie ślubu i wesela, czasami ciekawość jest tak bardzo nie do opanowania, że niemal na każdym kroku są pytania typu: a ile za talerzyk? A ile sukienka kosztuje? A ile to? A ile tamto? Bardzo często pary nie czują potrzeby dzielić się ze wszystkimi szczegółami ślubnego budżetu. I mają do tego pełne prawo! Absolutne! Takie podejście jednak może spotkać się z uszczypliwością postronnych osób.

Często też na siłę doszukujemy się dowodu na to, że to np. rodzice finansują całe przedsięwzięcie. Wtedy nie obejdzie się bez docinek typu: mamusia i tatuś płacą, to możecie sobie wymyślać – nie to, co my płacący sami za wszystko.

Niezależnie od tego, kto płaci za wszystko – para młoda ma absolutne prawo odmówić odpowiedzi na podobne pytania. Warto uzbroić się w odrobinę taktu i kultury osobistej – i takich głupich pytań po prostu nie zadawać. Oszczędzimy tym samym nieprzyjemnych wrażeń wszystkim. 

>> Jeszcze waszego ślubu nam brakowało! <<

Autentycznie! Naprawdę takie stwierdzenie też padło! Każdy ma jakieś problemy, każdy żyje w innej codzienności, mniej lub bardziej skomplikowanej. I każdy ma prawo pomyśleć coś podobnego. Ale niekoniecznie od razu rzucać takim tekstem w twarz narzeczonym! To nic innego jak przelewanie swoich frustracji na innych.

Tyle że w tym przypadku możemy sprawić komuś nie tylko przykrość ale odebrać radość z jednego z piękniejszych dni w życiu.

Tak się nie robi i robić nie powinno. Podobne przemyślenia powinny być zachowane tylko i wyłącznie dla siebie. Zawsze można ewentualnie nie przybyć na wesele i uprzedzić o tym nowożeńców. Podobnych uwag jednak nie rzucamy!

>> Będziecie mieć pecha! Nie wytrwacie razem! <<

Przesądy to wciąż pojawiający się temat, niemal w każdej dziedzinie życia. Do niedawna zmagałam się z tymi okołodzieciowymi, teraz na tapecie mamy te ślubne. Bo ślub oczywiście koniecznie trzeba wziąć w miesiącu z literką R. Bo suknię ślubną Pan Młody powinien zobaczyć dopiero podczas ślubu. I tak dalej. Podobnych stwierdzeń można usłyszeć naprawdę niezliczone ilości. Czasami bywa to zabawne – do pewnego momentu.

Jeżeli ktoś próbuje wpływać na nasze plany i jako argumentu używa podobnych bzdur, wmawiając że w przeciwnym razie na pewno nam się nie powiedzie – jest to po prostu złe i nie na miejscu. Z pewnością są panny młode traktujące poważnie przesądy. Jeśli jednak nie są one brane pod uwagę – nie niszczmy komuś radości z przygotowań przewidywaniem rychłego rozstania! I to na dodatek z powodu wspólnego wyboru ślubnej sukienki!

>> Tak nie wypada! <<

Macie dzieci i chcesz włożyć welon? I białą suknię?! Tak nie wypada! Nie zaprosisz wuja Stasia i cioci Haliny? Tak nie wypada! Gdy człowiek organizuje ślub i wesele – nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – wszyscy stają się znawcami obyczajów. Wiedzą lepiej, co wypada a co nie. I za wszelką cenę starają się wpłynąć na decyzję narzeczonych, “naprowadzić” ich na tą “właściwą” drogę. Nieważne, że nieproszeni.

O tym, czego już nasłuchaliśmy się z B. od czasu zaręczyn – można napisać zupełnie odrębny tekst. I tak też na pewno zrobimy!

Bo niechcący można się dowiedzieć, że w zasadzie nic nie wypada. Odkryte plecy w sukni ślubnej? Trampki zamiast szpilek? Dwie świadkowe zamiast tradycyjnej wersji? I tak dalej i dalej. Nieważne, co by się wybrało lub o czym zdecydowało – znajdzie się ktoś, kto nie dość, że skrytykuje, to jeszcze będzie próbować namówić do swoich racji.

 ***

W każdym, nawet najmniej istotnym punkcie z przedślubnej listy – możemy pójść własną, niewymuszoną drogą. Poczynając od listy gości, na pierwszym tańcu czy oczepinach, kończąc. I o to właśnie chodzi! By nie bać się na ten dzień planować wszystkiego pod siebie. Pamiętajmy, że goście nam towarzyszą ale nie dyktują warunki. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasz dzień i w tym wszystkim pamiętajmy jeszcze jedno, dla wielu oczywiste: nie da się dogodzić wszystkim. A dzień własnego ślubu to moment, gdy dogadzamy sobie. Koniec kropka! 

mama-sama

4 Comments

  1. Ostatnio tesciowie mocno próbują nas przekonać iż drużba czy druhna nie mogą być zaobraczkowani. My już z tym tematem udaliśmy się do księdza który powiedział: Dlaczego ma mi przeszkadzać że ktoś jest w szczęśliwym małżeństwie? A oni dalej swoje że muszą być wolni, nie mam do nich sił. To nie 40 czy 50 lat temu że się wierzylo w zabobony, a jak powiedziałam że albo ślub albo zabobony to nawet brat pm lat (33) stwierdził że to tradycja a mi ręce opadły.. Wybierzemy kogo będziemy uważać mam nadzieję że nie zrobią akcji widząc zameżne osoby w orszak za nami 😂

  2. No coż na początku powiem szczerze
    W ślubne przesady to ja nie wierze.
    I dlatego dużo osób przed mym ślubem mnie stresowalo
    Bo nam się 1 lipca ślubu zachciało.
    Bo wszyscy urlopy poplanowali
    A myśmy niepoważne zaproszenia slubne wybrali.
    Do tego suknie z przyszlym mezem oglądałem
    Och gdziesz ja zdaniem ciotek rozum miałam.
    I wiecie co? Dumna ze mnie dziś jest baba
    Bo wsZystko zorganizowalam sama!
    I wszelkie rady poszły do śmieci
    Bo miałam welon dwumetrowy
    I płaczące dziecię 🙂
    I ślub był wspaniały
    I wesele chuczne było.
    Mnóstwo gości do rana się bawiło.
    I z doświadczenia mogę dziś powiedzieć
    Że najlepiej jest mieć wszystko samemu pod kontrolą a rodzina o wsZystkim od razu nie musi wiedzieć.
    Warto swego serca słuchać i samemu decydować
    Bo niestety moi mili
    Do wszystkich nie damy rady się dopasowac.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *