Przedszkole: czas, start!

Za chwilę minie rok od momentu, gdy pisałam tutaj teksty o żłobku. O tym, co nas motywowało do decyzji o posłaniu tam Małego Człowieka, o wadach i zaletach takiego rozwiązania, o wątpliwościach i wnioskach. Nie do wiary, że to już rok! Nasz mały chłopiec ma za sobą świetna przygodę, jaką bez wątpienia był okres żłobkowy. Po przeprowadzce zrobiliśmy Jemu przerwę by nie zmieniać żłobka zaledwie na chwilę, skoro od września mieliśmy Go posyłać do przedszkola.

Mamy więc za sobą cztery miesiące spędzone razem w domu a przed sobą nowy start i nową przygodę, jaką jest wymaszerowanie Małego Człowieka do przedszkola. Bo przecież za chwilę, już za kilka tygodni – nasz bohater skończy trzy lata! TRZY! Kiedy to zleciało, jak to możliwe?! Nie do wiary, że zupełnie niedawno trzymałam tego maluszka na jednej ręce a dzisiaj to już przedszkolak. Czas leci zdecydowanie za szybko!

Co budziło nasze wątpliwości? Na co zwracaliśmy szczególną uwagę? Co zmienimy w naszych zwyczajach – w porównaniu z okresem żłobkowym? Te i kilka innych informacji, przydatnych zapewne wielu rodzicom – postanowiliśmy zebrać w całość i tak właśnie powstał ten tekst!

***

Zdążyłam już to zaobserwować na etapie żłobka, warto o tym jednak powiedzieć i przypomnieć również w temacie przedszkola: korzyści płynące z takiej decyzji są odczuwalne dla całej rodziny. Ktoś pewnie zarzuci nam patrzenie na przedszkole czysto praktycznie. Bo dziecko zaopiekowane, bo mamy z głowy to czy tamto. A nie do końca o to nam w poprzednim stwierdzeniu chodziło! Jakie więc korzyści zanotowaliśmy w związku z decyzją o kolejnym etapie życia Małego Człowieka, czyli przedszkolu…?

Po pierwsze: kontakt z dziećmi

O tym pisałam już w tekstach o żłobku, zdania od tamtej pory absolutnie nie zmieniłam. Nadal uważamy, że wychowywanie dziecka tylko i wyłącznie wśród dorosłych, tylko w zaciszu domowym – to wyrządzanie jemu niemałej krzywdy. Wiadomo, że w pierwszych miesiącach życia maluch nie ma takiej potrzeby, jaką jest kontakt z rówieśnikami. Z biegiem czasu jednak zaczyna być jak najbardziej widoczna. Oczywiście można zabierać dziecko na plac zabaw, czy do znajomych posiadających dzieci – jednak może to pozostawiać niedosyt.

Mając codziennie te same dzieci dookoła siebie, maluch uczy się współżycia w grupie, pojawiają się pierwsze koleżeńskie relacje – można o tym mówić i mówić! Jedno jest pewne: dziecko potrzebuje kontaktu z rówieśnikami. A my w domu nie jesteśmy w stanie jemu tego zapewnić, nawet wędrując codziennie na plac zabaw. 

Po drugie: przedszkole daje więcej możliwości

Możemy mieć w domu pięknie urządzony pokoik, wszelkiej maści zabawki i przybory, pierdyliard pomysłów na zabawę ale to nigdy nie będzie to samo, co przedszkole. Bo przedszkole gwarantuje wiele z tego, czego w domu niekoniecznie dziecko by doświadczało. Bo jest tam ogromna przestrzeń na świeżym powietrzu do wybiegania się, bezpieczna dla dzieci – to nie to samo co balkon, osiedlowy plac zabaw czy park. Bo panie przedszkolanki potrafią zainicjować zabawy, w których bierze udział cała grupa. Bo dziecko – patrząc na inne dzieci – o wiele szybciej wszystko przyswaja, szybciej i więcej się uczy.

Po trzecie: dziecko staje się bardziej samodzielne

To wie chyba każdy, prawda? Maluch w przedszkolu pojmie różne rzeczy o wiele szybciej niż w domu. Nauczy się wiązać buty na przykład. Jeść sztućcami. Wołać za potrzebą. Dzielić się zabawkami. Być cierpliwym i czekać na swoją kolej. Tych i wielu innych czynności czy nawyków, dziecko ma szansę nauczyć się w grupie w sposób naturalny, niewymuszony. Nawet nie zauważy, że czegoś się uczy – bo będzie traktować wszystko jako coś zupełnie normalnego.

Po czwarte: rodzic ma możliwość pracy zawodowej

Oczywiste, prawda? Ostatnio usłyszałam, że przedszkole nam jest zbędne bo ja pracuję w domu i szkoda pieniędzy na taką formę opieki nad Małym Człowiekiem. O pracy w domu mogłabym pisać godzinami a pewnie i tak pozostałaby ta część osób, które będą się upierać: to łatwe i przyjemne! Kiedy latem wróciłam na pół etatu do pracy stacjonarnej – w naszym domu rozpoczęła się prawdziwa sztafeta. Od świtu do szesnastej zajmowałam się Małym Człowiekiem, domem, pracą, blogiem i wieloma innymi rzeczami naraz. Popołudniu wracał B., zostawiałam ich z obiadem na stole i wychodziłam. Wracałam wieczorem, ogarnialiśmy różne kwestie, jakaś kolacja, blog, i tak dalej.

Teraz, gdy na co dzień w grę wchodzą kolejne studia, końcówka bieżących, niezmiennie blog – chciałam jakoś to wszystko rozdzielić. Pracując w domu, łatwo zatracić granicę między codziennością a tą pracą. Chciałabym iść do pracy, zrobić co w moich obowiązkach, wrócić do domu i zająć się domem, blogiem, studiami. Nie łączyć wszystkiego w jeden niekończący się ciąg pracy, niemal całodobowej. Dlatego postanowiłam, że pierwsze dwa miesiące przedszkola dam sobie na dokończenie wszystkich bieżących spraw, zleceń, blogowych zadań i planów a w międzyczasie zacznę szukać nowej, pełnoetatowej pracy.

Po piąte: rodzice mają szansę odciążenia się nawzajem

Banał? A może coś niezrozumiałego? Do żłobka Małego Człowieka od początku odprowadzałam ja, przyprowadzałam z powrotem również. B. był formalnie upoważniony do tego, nie skorzystaliśmy chyba z tej opcji jednak nigdy. Jakoś tak się utarło, że ja się tym zajmowałam.

W przypadku przedszkola – od początku zajmujemy się tym razem. Spotkania, rozmowy, adaptacja – wszystko we dwoje, z Małym Człowiekiem u boku. A za nieco ponad tydzień B. przejmuje odwożenie i przywożenie Go z przedszkola. Rano będę ich wyprawiać a popołudniu czekać na nich w domu. Dzięki temu oszczędzam czas na kursowanie w tę i z powrotem, który mogę poświęcić na cokolwiek innego. No i co ważniejsze – oszczędzam sobie stresu. W żłobku przeżywałam stokroć bardziej pierwsze poranne rozstania niż Mały Człowiek. Teraz moi mężczyźni poradzą sobie we dwóch!

***

Wiadomo, że nutka niepokoju i wątpliwości będzie obecna przy decyzji o przedszkolu. Często trudno jest pogodzić się z tym, że nasz maleńki osesek staje się nagle takim “dorosłym” trzylatkiem, żwawo maszerującym do grupy maluchów. Często nieswojo się robi, gdy w domu zapada cisza i nagle nie wiemy, za co najpierw się zabrać. Ale to wszystko mija. Podobno rodzicom jest o wiele trudniej przyzwyczaić się do nowej sytuacji niż dzieciom. Patrząc na Małego Człowieka – wiem, że to możliwe bo ze żłobkiem i z każdą inną nową sytuacją, poradził sobie doskonale a my sami przejmowaliśmy się tym o wiele bardziej. 😉 

A dla rodziców “żłobkowych” przypominam nasze teksty o żłobku właśnie:

Żłobek: dlaczego moje dziecko (mimo wszystko) tam trafiło? 

Jak wybrać żłobek i przejść bezboleśnie adaptację?

Żłobek: konkretne fakty i mylące mity 

mama-sama

One Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *