Ślub po swojemu: w czym na letnie wesele?

O tym, że tegoroczny sezon ślubny będzie obfitował w wydarzenia, na których będziemy obecni – wiedzieliśmy od jakiegoś już czasu. Przygotowywaliśmy się do sierpniowego i wrześniowego ślubu, zakładając że październikowy jest tak odległym terminem, że… zdążymy! 😉 Czas jednak ma to do siebie, że płynie nieubłaganie szybko i tak jak się można było tego spodziewać – pierwszy ślub przyszedł dość prędko.

Wesele w sierpniu, wesele latem – na dodatek w gospodarstwie agroturystycznym, w sielskim otoczeniu i cudownie lekkiej atmosferze. Bajka, prawda? Od razu więc założyłam, że przyodzieję coś zwyczajnie lekkiego, wystarczająco jednak eleganckiego. Znalazłam swój typ, dopasowałam dodatki. I jakież było moje zdziwienie, gdy przesyłka… nie dotarła na czas! Ale może po kolei… 🙂

***

Długa błękitna sukienka, beżowe sandałki i beżowa kopertówka. Fale upięte w luźne sploty i możliwie najbardziej naturalny make up. Do tego granatowy garnitur i błękitna koszula B. Plan idealny. Brakowało tylko tej wspomnianej sukienki. Każdego dnia wyczekiwałam przesyłki, moje zapytania o numer listu przewozowego pozostawały bez odpowiedzi. Z dnia na dzień irytacja rosła, niepokój jeszcze bardziej. Gdy w czwartek przed weselem sukienki u mnie nadal nie było – straciłam nadzieję, w piątek z rana mieliśmy wyjeżdżać.

Wtem wyjęłam z szafy długą, kwiecistą i niezwykle zwiewną sukienkę od CasuAll, która miała czekać tam na nasz wrześniowy wyjazd nad morze.

Przymierzyłam ponownie, pogrzebałam w pudełkach z butami – znalazłam moje niedawne odkrycie, czyli szare szpilki (brilu.pl), dołożyłam do tego szarą kopertówkę i stałam tak przed lustrem dobrych kilka chwil. Ostatecznie zaakceptowałam to, co widzę. B. pochwalił. Sukienka, torebka i buty zostały spakowane. Postanowione!

***

W sobotę włożyłam cały zestaw, upięłam sobie wysoko włosy, zrobiłam makijaż a na sukienkę dodatkowo założyłam narzutkę w odcieniu ecru. B. wskoczył w granatowy garnitur (Bytom), błękitną koszulę (Wólczanka), granatowy krawat (F&F) oraz brązowe buty (brilu.pl). Tak wystrojeni ruszyliśmy na ślub i wesele.

 

Przyznaję, że na początku trochę miałam wątpliwości. Że ta sukienka będzie zbyt zwyczajna, zbyt letnia, zbyt taka i owaka. Jednak już przed kościołem rzuciło mi się w oczy kilka białych (!) sukienek gości, jedna tak skąpa, że czułam się nieprzyzwoicie od samego patrzenia i kilka tak strojnych, że ich blask bił po oczach. Uspokojona, że wyglądam skromnie, elegancko i przyzwoicie – przestałam się czymkolwiek przejmować. 

Sukienka sprawdziła się na weselu idealnie, zarówno w tańcu jak i przy stole. Na wszelki wypadek miałam w samochodzie zapasową, trapezową błękitną. Na szczęście się nie przydała. Kiedy wychodziliśmy około pierwszej w nocy, trawa była wilgotna od zaczynającego padać, deszczu. Wystarczyło chwycić sukienkę, nieco ją podnieść i uniknęłam zamoczenia. Trochę obawiałam się powrotu do domu mimo że zapewniałam B., iż dam sobie radę – bo luźna, bo długa. Podwinęłam ją sobie jednak gdzieś do kolan, siedząc już w samochodzie i nie stanowiła żadnej przeszkody w prowadzeniu auta, dojechaliśmy cali i w jednym kawałku. 😉

Czy się gniecie? Nie bardziej niż każda inna, np. przy siedzeniu. Czy jest wygodna? Bardzo! Obawiałam się, że będzie się rozwiązywać przy dekolcie lub w pasie. Nic z tych rzeczy!

Posłuży mi jeszcze nie jeden raz, na pewno spakuję ją na nasz mały wrześniowy urlop. Polecam ją z całego serca, dzięki swojemu krojowi – nada się nawet dla kobiet w ciąży, miejsca na brzuszek jest naprawdę sporo! To jedna z tych rzeczy, która posłużyć może na mnóstwo okazji, przez długie lata. Warta każdej złotówki! 

Nieco zawiodła mnie marynarka od garnituru – wystarczyło wsiąść do samochodu by była okrutnie wygnieciona. Zarówno tata, jak i brat czy szwagier B., byli w garniturach – żaden jednak nie zniósł tak kiepsko przejazdu autem z domu do kościoła. Teraz marynarkę będziemy wozić raczej na wieszaku i wkładać na siebie będzie dopiero na miejscu. Jednak nie do końca o to chyba chodzi, prawda? 

Pozostając w temacie stroju B., bardzo pozytywnie zaskoczyły nas zakupy koszulowe. W Wólczance, kupując trzy różne koszule – najtańszą z nich dostaliśmy za darmo! Jeżeli ktoś więc planuje zakupy – warto się wybrać, trzy koszule w cenie dwóch to dobra opcja. A buty? Póki co zadowolony, podobno bardzo wygodne. Mnie po prostu się podobały, Jemu dobrze się noszą. Czego chcieć więcej?

***

Na letni ślub, na dodatek w tak wiejskim i blisko natury, otoczeniu – taka sukienka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Już teraz wiem, że włożę ją jeszcze nie raz. Bez wątpienia stanie się jedną z tych, po które sięgam często i chętnie. Przy okazji kolejnych ślubów pomysły mam już nieco inne, z pewnością je tutaj pokażemy. Zawsze też można śledzić nas na bieżąco na Instagramie i InstaStories, tam możecie nam towarzyszyć każdego dnia! 🙂 

11 Responses

  1. Przepiękna sukienka i taka uniwersalna,na inne okazje też będzie dobra. Mnie również trochę zaskakują białe weselne stylizacje pań, które są na weselu gośćmi.

  2. Wiesz co tak patrzę na Was i patrzę a teraz jestem niemal pewna, że miałam niebywałą okazję was poznać! Czytam Cię w zasadzie od początku a jak patrzę na ten wpis to CHYBA BYŁYŚMY NA TYM SAMYM WESELU! Powiedz, że w Wielkopolsce i powiedz, że siedzieliście przy stole po prawej od wejścia, no powiedz! <3

    1. Mówię! 🙂 Rzeczywiście – wesele było w Wielkopolsce. I rzeczywiście – siedzieliśmy przy stole po prawej stronie. Jaka szkoda, że nie podeszłaś! Czy dopiero teraz się zorientowałaś, że to mogliśmy być my?

  3. Mnie Twoja sukienka już na insta urzekła 🙂 Ja u Ciebie miałam kieckę kupioną z myślą o wakacjach w ciepłym miejscu, ale pogoda Wam zrobiła piękny prezent i mój urodzinowy zakup się przydał 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top