Ślub na głowie: sesja narzeczeńska – warto?

Rozpoczynając tutaj cykl Ślub na głowie, jednego byliśmy pewni: nie jesteśmy ani nie chcemy być jak większość. Nie chcemy iść z prądem, ślepo biec za trendami ani dopasowywać czegokolwiek pod innych. Nie interesuje nas, co robią inni. Nie kręci nas robienie czegokolwiek pod fejsa albo Insta – bo trzeba przebić znajomych, którzy brali ślub gdzieś tam na ileś tam zaproszonych osób. Nie, nie, nie!

To, co nas interesuje i co jest dla nas ważne to… wspomnienia. Wspomnienia i równowaga. Dlaczego akurat równowaga? Bo chcemy by wszystko pasowało do nas, nie chcemy robić nic wbrew sobie a to, co ma dla nas przynieść dzień ślubu to przede wszystkim emocje i wspomnienia. Takie, które będą nam towarzyszyć przez resztę życia. Takie, do których będziemy wracać.

***

Nie tylko o ślub chodzi. O całe przygotowanie, o ten najważniejszy moment przysięgi, o towarzyszące temu wszystkiemu emocje. O to by nie wyrzucać sobie później, że coś można było sobie odpuścić, że czegoś nie chcieliśmy, nie potrzebowaliśmy. By mieć czyste sumienie: wszystko było zgodnie z naszymi przekonaniami. Ktoś może mi zarzucić, że łatwo się mówi ale… my udowodnimy, że nie tylko! Pokażemy, że równie łatwo przychodzi realizacja tego.

Zgodnie stwierdziliśmy, że – absolutnie na pewno! – pleneru ślubnego mieć nie będziemy. Oczywiście nie mam tu na myśli tych kilkunastu czy kilkudziesięciu nawet minut, gdy fotograf w trakcie wesela zabiera Parę Młodą na zewnątrz by zrobić kilka zdjęć, z dala od tłumu gości. Mowa o takiej sesji, kiedy to para na ileś czasu po ślubie stroi się dokładnie tak, jak w ten jedyny dzień i w tym garniaku, sukni – pozują do zdjęć w parku, na ulicy, plaży czy molo.

Nie, nie, nie! Ani to naturalne, ani atrakcyjne. Przynajmniej dla nas. Nie chcemy wymuszonych, pozowanych ujęć. Chcemy by fotograf uchwycił magię tego dnia, emocje i najważniejsze momenty.

Podobnie jest z sesjami narzeczeńskimi czy jakimikolwiek innymi. Wybiera się miejsce, stroi, maluje, pozuje… I mamy później piękne zdjęcia, owszem! Ale co one wnoszą? Nic w zasadzie. To taki trochę teatrzyk. Odgrywamy role na potrzeby zdjęć a później wracamy do codzienności, której zaczynają towarzyszyć wywołane zdjęcia z takiej sesji, wiszące gdzieś tam w domu. To nie dla nas. Oj nie!

Wymyśliliśmy więc coś lepszego. No dobra! Ja wymyśliłam. W związku z wrześniowymi urodzinami B. a ciut wcześniej – pierwszą rocznicą związku, postanowiłam dać Jemu coś, do czego będzie mógł wracać zawsze z uśmiechem i kojącym spokojem. Nasze momenty uchwycone na zdjęciach. Ale takie, wiecie… naprawdę nasze.

W tym celu pewnej niedzieli mieliśmy #wychodne. Mały Człowiek został z Dziadkami a my wyruszyliśmy do Bydgoszczy, gdzie czekała już na nas Marta (Lady Amarena Photography). Poszliśmy z B. na… kawę. Tak, jak robimy to zawsze, gdy mamy okazję pobyć trochę sami w mieście. Siedzieliśmy przy czarnej i latte, rozmawialiśmy, śmialiśmy się a ona dyskretnie pstrykała zdjęcia. To samo później na spacerze.

Nie czuliśmy skrępowania, nie pozowaliśmy, nie wymyślaliśmy nic niecodziennego. Po prostu byliśmy. Byliśmy razem.

Zdjęcia, które jakiś czas później otrzymaliśmy – czarowały. Czarowały właśnie tą naturalnością, tymi emocjami i tym spokojem, który z nich bije. Patrząc na nie, znów czuję zapach tamtej kawy, spokój tamtego przedpołudnia i ramiona B., które mnie obejmowały. Podejrzewam, że zawsze będę czuć to samo, patrząc na nie!

To, co widzicie powyżej – to zaledwie te, które Marta stworzyła na potrzeby bloga. Dla nas, tylko i wyłącznie dla nas – pozostały wszystkie pozostałe. Powstanie z nich fotoksiążka, która stanie na półce obok innych i do której będziemy mogli wracać, gdy tylko zechcemy. Warto zbierać wspomnienia, naprawdę! 

A sama sesje narzeczeńska? Czy warto? A może nie warto? Osobiście uważam, podobnie zresztą jak B., że to świetna pamiątka. Pod warunkiem, że podejdziemy do tego z głową i postawimy na naturalność. Bo po co robić zdjęcia sytuacji czy nas, które nie zdarzają się na co dzień? Oczywiście, że to bez sensu!

Wychwycenie naturalnych momentów z codzienności to prawdziwa magia! Nie żałuję ani chwili z tego jednego dnia, gdy mogliśmy spędzić we dwoje kilka godzin a z tych kilku godzin mamy tak cenną pamiątkę.

***

Warto mieć zachowane kilka zdjęć we dwoje – jeszcze sprzed założenia sobie obrączek. Warto mieć uwiecznione wspomnienia tego czasu. I chociaż u nas narzeczeństwo to okres nie tylko docierania się ale od razu współtworzenia rodziny – chcieliśmy chociaż wychodne zatrzymać na zdjęciach. By nie zapomnieć, że my we dwoje też jesteśmy ważni. W końcu stanowimy fundament tej małej rodziny, w końcu to my uczymy Małego Człowieka życia. W końcu to my jesteśmy dla Niego wzorem. Również wzorem miłości. I tego się trzymajmy! 

mama-sama

6 Comments

  1. Gustowny pierścionek a sesja narzeczeńska moim zdaniem na pewno jest lepszą pamiątką niż taka ślubna plenerowa w tych odświętnych strojach…

  2. Niby takie proste a jednak nie banalny pomysł na taką naturalną sesję. Miło mi że zdjęcia były robione w moim mieście. Mam nadzieję że zaraziliscie to miejsce swoją miloscia

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *