Ty też chcesz zabić swoje dziecko?

Do tego tekstu siadałam kilka razy. Za każdym razem jednak wydawało mi się, że to co chcę przekazać – będzie miało zbyt brutalny wydźwięk. Podejrzewałam, że mogę kogoś urazić, skrzywdzić, spowodować jakąś paranoję. Ale w ostatnich tygodniach miałam do czynienia z kilkoma sytuacjami, które mogły skończyć się dramatycznie – i przy ostatniej z nich obiecałam sobie, że ten tekst powstanie w pierwszy wieczór, gdy znajdę ociupinkę czasu i minimum sił. Więc jest i on!

O czym będzie? Bo tytuł przecież dość bezpośredni, dość agresywny, dość brutalny – prawda? Będzie o dzieciach właśnie i o tym, jak rodzice w pełni świadomie narażają je na utratę zdrowia, nierzadko życia. Bo fotelik samochodowy dla wielu rodziców nadal jest konieczny tylko ze względu na uniknięcie mandatu. Jest więc często byle jaki, niedopasowany do dziecka, niedopasowany do samochodu, z niewiadomego źródła. Wymieniać można bez końca. Bo niedopatrzeń, zaniedbań i świadomych błędnych decyzji – każdego dnia pojawiają się ogromne liczby. A przecież tyle się o tym mówi. Nadal za mało?!

***

A może mówi się zbyt łagodnie? Może instruktaże, poradniki czy lekkie historyjki sielankowych podróży nie robią na odbiorcach wrażenia? Może wystarczyłaby wizualizacja dziecka wylatującego przez przednią szybę samochodu bo rodzic uznał, że nie musi być zapięte w foteliku? Może wtedy do kogoś dotarłaby powaga sytuacji? Nie sądzę. Ale wolałabym się mylić.

Do niedawna każde dziecko poniżej dwunastego roku życia musiało być przewożone w foteliku. W 2015 roku wprowadzono zmiany i od tamtej pory konieczność montażu fotelika zależna jest od wzrostu dziecka. Dopóki pociecha nie osiągnie 150 cm wzrostu, musi podróżować właśnie w foteliku. Nie wolno też przewozić na przednim siedzeniu dzieci w fotelikach montowanych tyłem do kierunku jazdy, jeśli samochód posiada poduszki powietrzne.

Tyle w teorii. O tym, jak to wygląda w praktyce – można by książki pisać! Ale szkoda na to czasu i słów. Bo nie dotarłoby to do tych, do których powinno. Bo niezainteresowani tematem nawet by po taką książkę nie sięgnęli. Nie do wyobrażenia jest, ile dziennie dzieci jest narażanych na skrajne niebezpieczeństwo.

Przytoczę kilka zaledwie sytuacji z zaledwie dwóch tygodni, okej?

Sytuacja pierwsza: na autostradzie kobieta karmi dziecko piersią, trzymając je na rękach na tylnym siedzeniu. Dziecko wyjęte z fotelika, ona nie ma zapiętych pasów. A wystarczyłoby się na chwilę zatrzymać.

Sytuacja druga: dwulatek bez fotelika, siedzi na tylnym siedzeniu obok siostrzyczki w nosidełku. W nosidełku nieprawidłowo zapiętym. A wystarczyłoby przeczytać instrukcję montażu.

Sytuacja trzecia: na jednej z fejsbukowych grup kobieta sprzedaje fotelik BEZ PASÓW. Mało tego! Są chętne a z pasami “coś się wykombinuje”. Wystarczyłoby by ktoś zareagował. Na mój komentarz – zostałam zablokowana przez sprzedającą…

Sytuacja czwarta: ojciec bez prawa jazdy prowadzi samochód, w nim dwoje dzieci i ciężarna. Jedno dziecko bez fotelika, drugie w siedzisku spacerówki, zapiętym pasem. Wystarczyłaby chociaż reakcja matki, że nigdzie nie jedzie z dziećmi, skoro kierowca nie ma uprawnień do prowadzenia samochodu!

Można przytaczać ich naprawdę wiele. Źródło? Grupa fejsbukowa dla mam. W dwóch z czterech przypadków nieprawidłowości można zobaczyć na… zdjęciach. Zdjęciami tymi mamusie chwalą się z podróży, uśmiechów dziecka czy innych detali życia codziennego, obnażając przy tym swoją ignorancję w temacie bezpieczeństwa tych dzieci. Szok w trampkach, serio. A szok tym większy, że wystarczy zwrócić im łagodnie uwagę a kończy się to banem albo agresją. Albo co gorsza – idiotycznymi tłumaczeniami typu: nie wiedzieliśmy, nie chciało nam się, jechaliśmy tylko do sklepu, robimy tak zawsze, kiedyś fotelików nie było, etc.

A teraz kilka sytuacji z tylko i wyłącznie naszej codzienności:

Sytuacja pierwsza: w trasie złapała nas burza, o której media trąbią już kilka dni. Jechaliśmy przez zupełną ciemność, w mijanych miejscowościach nie było prądu, postoje i stacje benzynowe zapchane autami, nie sposób nigdzie bezpiecznie się zatrzymać. Nagle gwałtowne hamowanie – na drodze powalone ogromne drzewo. Bez fotelika i prawidłowo zapiętych pasów – Mały Człowiek poleciałby na przednią szybę…

Sytuacja druga: samochód przed nami gwałtownie hamuje. My też. Skutki ewentualnego braku fotelika – jak wyżej.

Sytuacja trzecia: kontrola drogówki. Rutynowa. Zerknięcie policjanta na fotelik – wszystko okej. Gdyby nie było – mandat. Może chociaż to kogoś zmotywuje…?

Serio – rozumiem wiele. Ale nigdy nie zrozumiem oszczędzania na bezpieczeństwie dziecka albo co gorsza – udawania, że problem nie istnieje, potrzeby nie ma, jest okej. Czasami sama się dziwię temu, co widzę: wypasiony samochód, pięciokrotnie droższy od naszego a w nim… marketowy fotelik, absolutnie nie dostosowany do tegoż auta ani do dziecka w nim siedzącego. Patrząc przecież na auto, można wnioskować, że na fotelik ich stać. Idźmy dalej!

Jest tzw. becikowe, teraz mamy 500+, o ciąży nie dowiadujemy się w dziewiątym miesiącu – mamy więc czas na przygotowanie. Czasami warto kupić mniej wszelkich pierdółek, gorszy wózek czy łóżeczko ale bezpieczny fotelik przede wszystkim! Nie mówię już o takich najdroższych, ale sprawdzonych, dopasowanych do malucha i… do samochodu!

Do stycznia, mając samochód dwudrzwiowy i pasy na tylnej kanapie tylko po lewej i prawej stronie – fotelik montowałam z jednej strony. Był ciężki. A gdy samochód się psuł, gdy go nie miałam w ogóle – musiałam ten fotelik ze sobą wszędzie targać. Do taksówki, do auta znajomego czy rodziny by gdzieś wyjechać. Ale nosiłam go znośnie, opracowałam dobrą strategię, dawałam radę wynieść na raz z mieszkania fotelik, łóżeczko turystyczne, torbę z rzeczami i wózek z Małym Człowiekiem. Można? Można!

Gdy tylko z początkiem tego roku samochód został wymieniony – do zmiany poszedł również fotelik. Przede wszystkim zmianie uległa kategoria wiekowa. Poza tym nowy samochód posiada system IsoFix (w końcu!) i pasy również na środku tylnej kanapy, gdzie można ze spokojem montować fotelik nawet bez bazy.

Nie wyobrażam sobie – naprawdę nie wyobrażam! – oszczędzać na tym. Mając określony budżet na nowy samochód, brałam pod uwagę również zakup fotelika. Wolałam kupić ciut tańszy samochód – byleby wystarczyło na ten fotelik. Potrafimy w jeden weekend zrobić tysiąc kilometrów. I nie są to sporadyczne sytuacje a notoryczne wręcz. Jak mogłabym spokojnie podróżować autostradami, dziurawymi nieoświetlonymi drogami czy jakimikolwiek w ogóle, chociaż do supermarketu – mając świadomość, że wystarczy stłuczka a fotelik nie zapewni mojemu dziecka bezpieczeństwa?!

Argument, że w czasach naszego dzieciństwa nie było żadnych fotelików – to żaden argument. Pampersów też wtedy nie było a jakoś mimo to dziś ich używamy bez większych zahamowań. O pomstę do nieba woła też pomysł podarowania komuś przypadkowego fotelika w prezencie. Widzimy w markecie jakiś “ładny” fotelik i bierzemy bo dziś noworodek – to jutro już maluch, któremu większy fotelik będzie potrzebny. Bez zastanowienia, czy on będzie w ogóle jakkolwiek dopasowany… Idźmy dalej – pierwszy fotelik dziecka służy do przewożenia go samochodem, ewentualnie czasami użycia go zamiast gondoli ale nie róbmy z niego wielofunkcyjnego produktu. Mnóstwo rodziców zastępuje nim na stałe gondolę, w domu stawia na podłodze i robi z nich leżaczek i tak dalej i dalej…

Na pozór można motywować rodziców chociaż tym nieszczęsnym mandatem. Jednak kwestia tutaj jest o tyle trudna, że wystarczy najgorszy nawet fotelik by takiego uniknąć. Policjant sprawdzi, czy fotelik jest i czy jest zapięty – i tyle. A to, że jest do niczego, to już inna sprawa… Prawdziwą zmorą są – niestety – internetowe fora i grupy, gdzie rodzice wciskają innym rodzicom kit typu: fotelik X jest doskonały, nam pasuje idealnie! A drugi rodzic taki kit łyka i fotelik zamawia czy kupuje, zapominając o dwóch ważnych rzeczach: fotelik ma pasować do naszego dziecka i do naszego samochodu. Nie do auta sąsiadki czy pani Basi z grupy mamusiowej. Pamiętajmy o tym!

6 Responses

  1. Ja się w temacie fotelików już nigdzie nie wypowiadam, z nikim nie rozmawiam. Szkoda mi nerwów. Szczerze mam gdzieś bezpieczeństwo czyichś dzieci, skoro te osoby “wiedzą lepiej”. A z reguły nie przegadasz… Moje dziewczyny jeżdżą najbezpieczniej jak się da, w fotelikach które pasują do naszego auta, w których jest im wygodnie i są bezpieczne. W fotelikach, które niemało kosztowały – co było pierwszą kwestią sporną gdy rodzina się dowiadywała co kupujemy. Tin ma prawie 130cm wzrostu i wiele osób się dziwi że jeszcze w foteliku jeździ. Że przecież może już na podstawce (poddupniku). Oj ile ja się nasłuchałam gdy mówiłam, że kupujemy jej większy fotelik! Bo z dotychczasowego do 36kg wzwyż wyrastała… Przecież ona już może na poddupniku… A Oli? Gdy wyrosła z 0-13 i kupiliśmy jej 9-25 RWF, to dopiero było… Bo przecież ma już ponad rok, przecież może już jeździć przodem, jak człowiek 😀 Na moją odpowiedź że do 120cm wzrostu będzie tyłem, krzywe miny, bo jak to tak, przecież ona tam nic nie widzi 😉

  2. O tym nie powinno się mówić tylko krzyczeć… I popieram kogoś wyżej bo takich rodziców powinno się karać ograniczaniem a nawet odbieraniem praw rodzicielskich!

  3. Niestety chyba każby z nas zna takich rodziców… wszystko jest ok do czasu tragedii, wtedy obwinia się wszystkich dookoła.

  4. Kiedyś nie miałam pojęcia o tym wszystkim, kupiłam pierwsze nosidełko w zestawie z wózkiem, na szczęście dość dobre ale kolejny fotelik był już bardziej przemyślany. Strasznie żal mi też było pewnej znajomej, która dziecko w nosidełku woziła do roczku, maluch kilogramowo się zgadzał z nosidełkiem, jednak nóżki już trochę “wystawały”. Kobieta z całych sił harowała na nowy fotelik, nie miała alimentów ani nic ale jak już kupiła to z kolei mi było wstyd bo niemal możliwie najlepszy. Jej dzieciątko było dla niej najważniejsze! W sumie to też trochę tak patrzyłam swego czasu na Ciebie. Bo byłaś sama a Malutki miał wszystko, od najbezbpieczniejszego fotelika po zdrowe jedzenie i zawsze ładne zadbane ubranka. Byłaś i będziesz dla mnie autorytetem w macierzyństwie. Naprawdę!

  5. ad sytuacja 1 “na autostradzie kobieta karmi dziecko piersią, trzymając je na rękach na tylnym siedzeniu. Dziecko wyjęte z fotelika, ona nie ma zapiętych pasów. A wystarczyłoby się na chwilę zatrzymać.” – NA AUTOSTRADZIE WYSTARCZYŁO SIĘ ZATRZYMAĆ?! ale generalnie z przekazem tego artykułu się zgadzam, choć we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i są różne sytuacje, uważam, że bezpieczeństwo w czasie jazdy, które zapewnia fotelik powinno być ważne, i cóż rozumiem gdy ktoś czasem zrobi wyjątek, oraz że ktoś czasem jest nieświadomy więc ewentualne uwagi traktuje jako coś fajnego, czemu warto się przyjrzeć bliżej, nie rozumiem natomiast ignorowania bezpieczeństwa świadomie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top