Zaręczyny w świetle flesza – nasza historia

Patrząc na te wszystkie fejsbuczkowe zdjęcia pierścionków zaręczynowych w pudełeczkach – co by logo jubilera było odpowiednio wyeksponowane! – zawsze zastanawiałam się: jak to się robi? Gość wyciąga pudełeczko z pierścionkiem a ona każe jemu zaczekać, ustawia pudełeczko w odpowiedni sposób i pstryka fotki? Czy może po chwili oświadczyn chowa go z powrotem, celem sesji zdjęciowej? Wtedy jeszcze nie wpadłoby mi do głowy, w jaki sposób można się oświadczyć by te zdjęcia nie były ustawiane. Bo słuchajcie – można! I B. tego właśnie dokonał w drugiej połowie maja tego roku!

***

By oświadczyć się w sposób, jaki za chwilę przytoczę – trzeba spełniać kilka warunków! Kobieta proszona o rękę musi… mieć profil na Instagramie lub innym social-media i regularnie wrzucać zdjęcia, np. jedzenia. Miejsce oświadczyn musi mieć cholernie dobre światło, wnętrze powinno być takie… instagramowe! Jasne, minimalistyczne najlepiej albo tak rozkosznie piękne i urocze, że aż mdli. I to w sumie tyle, jeśli chodzi o potrzebne okoliczności.

Nie trzeba jechać gdzieś tam. Ani do Paryża ani do Mielna. 😉 Nie trzeba wybierać na ten moment jakiegoś rodzinnego spędu. Nie trzeba w zasadzie wielkiego nakładu pracy czy czasu. Wystarczy odrobina cierpliwości.

Przejdźmy do tej ciekawsze części – naszej historii. Znaczną część maja spędziliśmy u rodziców B. z powodu przeprowadzki. Sprzątanie starego, urządzanie nowego mieszkania i te sprawy. Któregoś dnia pod ich bramą pojawił się kurier, przywiózł paczkę dla B. Wszystko ładnie pięknie ale… obklejoną taśmą Apartu. Podejrzewam, że tej taśmy na kartonie się nie spodziewał, ryzykując wysyłkę pod moją obecność. Paczucha wylądowała na blacie w kuchni, oczekując powrotu zainteresowanego z pracy. Jego brat rzucił tylko: pewnie się będzie oświadczać! Ja z kolei podejrzewałam jakiś prezent na Dzień Matki albo moje czerwcowe urodziny.

B. wrócił do domu, paczka zniknęła, temat wraz z nią i na tym się skończyło.

Jakieś dwa tygodnie później mieliśmy wychodne. Dość specyficzne wychodne – bo miałam wizytę u lekarza, przy okazji mieliśmy skoczyć na kawkę i ciacho, skoro Mały Człowiek pod opieką Dziadków. Na wizytę się spóźniłam, korek na autostradzie przed Poznaniem swoje zrobił. Po wizycie pojechaliśmy do najbliższej galerii, niewielkiej ale kawiarnia się znalazła. Siedliśmy w kącie, wybraliśmy słodkości, B. poszedł zamówić i czekaliśmy na przyniesienie nam ich. W końcu znalazły się na naszym stoliku. Wtedy wstałam i wyjęłam telefon, żeby zrobić z góry zdjęcie stolika z lodami w pucharkach, wyglądały genialnie!

Idealnie wykadrowane, doskonałe światło. Wtem… >> Zabierz mi tą rękę! << Powtórzyłam to dwa razy a B. nadal trzymał dłoń w samym środku mojego przyszłego zdjęcia. Odłożyłam telefon by coś powiedzieć. I wtedy musiałam zaczerpnąć więcej powietrza. Bo w tej dłoni trzymał otwarte pudełeczko z pierścionkiem!

Stał tak z tym pierścionkiem, ja stałam ze swoim smartfonem. Zamurowało mnie na moment. Ale – oczywiście – się zgodziłam! Nim wróciliśmy do domu Dziadków, wszyscy nam najbliżsi dostali wspaniałą wiadomość a na miejscu czekały już na nas gratulacje. Uff, zwariowany to był dzień!

Ale nie piszę o tym bez powodu. Trudno tutaj o aż taką prywatę z naszej strony. Jednak chciałam o tym powiedzieć – bo nie trzeba naprawdę nie wiadomo jakich atrakcji czy okoliczności w tej ważnej chwili. Nie trzeba żadnej otoczki. Gdyby to zrobił w domu, gdy siedzimy wieczorem w dresach przy kolacji i planujemy kolejny dzień – emocje byłyby identyczne! Bo to o nie właśnie chodzi. O emocje. O to, z kim to przeżywamy i co przeżywamy.

***

I nie tylko o moment zaręczyn chodzi. Warto spełniać marzenia, warto poznawać świat, warto podróżować – to oczywiste! My również mamy różne plany, chcemy zobaczyć różne miejsca. Potrafimy rozróżnić marzenia od najważniejszych celów i balansujemy między nimi by czerpać z życia możliwie najwięcej na daną chwilę. Czasem można więcej, czasem trzeba wyhamować. Ale to o towarzystwo chodzi. O to, z kim to wszystko dzielimy. Z kim ten świat poznajemy i chcemy poznawać.

I tyle. Dziś krótko. Ot, nasza króciutka historia zaręczyn i garść refleksji. Pochwalcie się w komentarzu Waszymi zaręczynami! 🙂

mama-sama

13 Comments

  1. Jezu ale muszę przyznać że cierpliwie wyczekal moment! Pasują do Was takie zaręczyny kochani!

  2. Super☺ ale pewnie ciężko było wytrzymać te dwa tygodnie żyjąc w nieświadomości co jest w paczuszce 😃

    • W szale przeprowadzki i kilku innych spraw – zupełnie o tym zapomniałam na moment! 😛
      Poza tym, tak jak napisałam w tekście, byłam przekonana że to prezent na jakąś okazję. Okazało się, że brat B. miał jednak nosa, nie ja. 😉

  3. Ja nigdy się nie zaręczę. Nawet jeśli to w życiu nikomu o tym nie powiem nie pokażę i nie pochwalę się. Denerwuje mnie takie robienie wszystko na pokaz w tych Social mediach. Musi być elegancko modnie i drogo by inni widzieli a to nie o to chodzi. Chodzi o tą magię tego momentu. A n9e by pokazać wszystkim kim się to nie jest

    • Dokładnie! Niestety zdarzają się przypadki, że kobiety całą tą otoczkę zaręczyn planują – ma być w takiej i takiej restauracji (oczywiście nie byle jakiej!), z tyloma i tyloma kwiatami w bukiecie, pierścionek ma być taki i taki, co by nie gorszy od psiapsiółek… Wszystko idzie w złą stronę. Niestety.

  4. No ewidentnie chciał, by na zdjęciu z lodami był pierścionek 🙂
    Czasem wystarczy prostota i to jest najpiękniejsze 🙂
    PS na pewno nie spodziewał się taśmy z Apartu, męża tez już kiedyś tak firma wsypałą i dał mi prezent wcześniej 🙂

  5. Pięknie! Gość miał pomysł albo nosił go w kieszeni i czekał na chwilę spokoju we dwoje :))

  6. Mieszkam za granica, i nazeczony nie polak. Wyprawialam urodziny w Polsce wiadomo rodzina i znajomi, na około 25 osób. Przed urodzinami, wielką impreza pojechaliśmy na zakupy, z moją mamą i z nim. Co prawda cały czas ze sobą jesteśmy, ewentualnie jak do toalety poszłam to osobno 😂, no ale do celu. Jest impreza jest zabawa w klubie wszyscy goście się bawią, nazeczony poszedł do toalety i nagle idzie tort i śpiewają wszyscy sto lat a on za kelnerkami oczywiście niczego się nie spodziewałam bo tort był umawiany. Gdy kelnerki podeszly z tortem on stanal za mną i powiedział żebym pomyślała nadczyms co bym bardzo bardzo chciała. No i ja oczywiście dalej bez żadnych podejrzeń, oczywiście (już od dłuższego czasu sama w sobie marzyłam żeby mi się oświadczył I żebyśmy mogli planować nasza przyszłość i nasz ślub oglądając filmiki na YouTube) aaaaaaaaaaaaaaaaaa jeszcze podkresle zna mnie jak nikt inny, wie kiedy co chce wie kiedy co chce powiedzieć dosłownie zna mnie jak sama ja siebie nie znam. Więc oczywiście przy zdmuchaniu świeczek zamarzylam sobie oświadczyny. Gdy je zdmuchalam goście przestali śpiewać sto lat i zaczęli klaskać, ja się odwracając widzę mojego kleczacego z najpiękniejszym pierścionkiem jaki wogole mógł znaleźć z zapytaniem czy zostanę jego polska żona 😂❤️
    Oczywiście że powiedziałam TAK!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *