Jak sobie radzić z dzieckiem w upały?

Nigdy nie rozumiałam tych, którzy tęsknią za upałami, podobnymi chociażby do tych, które w ostatnich tygodniach zawitały do Polski. Mnie one tak zwyczajnie, tak po prostu… męczą. Małego Człowieka chyba mniej. Przy jego temperamencie trudno o cokolwiek, co by go skutecznie wyhamowywało. Nie zmienia to jednak faktu, że chronić go przed możliwymi skutkami upałów, musimy!

W zasadzie każdy z dotychczasowych sezonów letnich w jego życiu – przynosił upały. Dłuższe, krótsze, bardziej ciągłe albo bardziej sporadyczne. Ale był i są. Nauczyłam się więc kilku trików, które w życiu na blokowisku – wiele ułatwiają, gdy ta temperatura zaczyna przekraczać trzydzieści stopni. W pierwszym roku robiłam to dość intuicyjnie, coś tam podczytałam, coś tam podpytałam a później już z większą pewnością stosowałam swoje własne schematy.

***

Po pierwsze: nie wychodzimy na dwór w godzinach okołopołudniowych. Śmigamy z samego rana i samym wieczorem. Wyjątkiem są wypady pobliskiej klubokawiarni dla dzieci, od której dzielą nas dwa bloki a w której jest… klimatyzacja! Staramy się też w ciągu dnia nie korzystać z nagrzanego do granic możliwości samochodu, który stoi pod gołym niebem. Klima to nie wszystko – ten moment nim się go odpali, włączy i wewnątrz zapanuje chłód, wystarczy by dziecko rozgrzać. Nie ładujemy się więc do auta, jeśli nie musimy. Ewentualnie z samego rana po chłodnej nocy – wtedy da się żyć! 🙂

Po drugie: woda, dużo wody! Mały Człowiek od samego początku dopijany był wodą i herbatkami dla dzieci (Broń Boże, granulowanymi!), później wraz z rozszerzaniem diety wprowadziłam jemu wyciskane soki czy domowe kompoty. Bezkonkurencyjna jednak nadal była i jest – woda. Potrafi wypić ogromne jej ilości i w zasadzie nigdy nie musiałam go jakoś szczególnie do tego zachęcać. W domu zawsze stoi jego kubeczek z wodą albo innym napojem, podchodzi, napije się i odstawia na miejsce. Wychodząc gdzieś, bierzemy bidonik albo po prostu butelkę wody mineralnej i już. W takie upały woda towarzyszy nam nawet przy krótkich wyjściach, koniecznie!

Po trzecie: ubranka i pościel. Jakieś dwa lata temu zakochałam się w pościeli bambusowej i towarzyszy nam od tamtej pory. Doskonale sprawdza się latem, polecam z całego serca! Ubranka zazwyczaj Mały Człowiek nosi bawełniane, unikamy wszelkich sztucznych tkanin jak ognia. Latem zakładamy jemu luźniejsze koszulki, powiedzmy – rozmiar większe. Do tego oczywiście kapelusik z rondem, które osłania oczka, uszka i część buzi. Krem z filtrem to jedno, ochrona oczu to drugie. Obie kwestie na równi ważne! Zwłaszcza, że nasz brzdąc okularów przeciwsłonecznych nosić jakoś szczególnie nie lubi.

Po czwarte: wietrzymy pomieszczenia. I tutaj sprawdza się sposób stary jak świat: na noc otwieramy wszystkie okna, o świcie zamykamy by nie wpuszczać gorącego powietrza. We wszystkich oknach mamy żaluzje, dodatkowo wszędzie wiszą zasłony, dzięki czemu nie wpadają nam promienie słoneczne i nie nagrzewają pomieszczeń.

Dodatkowo na balkonie mamy zamontowaną markizę, którą opuszczamy maksymalnie już z samego rana by osłaniała przed słońcem.

Po piąte: nie nagrzewamy mieszkania. Tak jak wyżej. Ale też i na inne sposoby. Nie zostawiamy żadnych ładowarek czy zasilaczy, podłączonych do prądu. Komputery, ekspres do kawy, telewizor – to wszystko włączamy tylko, gdy używamy. Później wyłączamy. Wszystko to robimy w sumie cały rok ze względu na oszczędność prądu, jednak latem takie działania nabierają zupełnie innego znaczenia: nie nagrzewamy mieszkania. Niby minimalnie ale jednak! Z gotowaniem w takie upały też nie szaleję, co by nie nagrzewać powietrza w kuchni. Okap niewiele pomoże w takich temperaturach. Dlatego gotujemy lekko i szybko, pieczenie słodkości również ograniczam do minimum w dniach największych upałów.

Po szóste: absolutnie i pod żadnym pozorem nie pozwalamy dzieciom kąpać się w ulicznych fontannach! Całkiem niedaleko nas jest dość przyjemne miejsce, jakby mini-ryneczek, fontanny, ławeczki, lodziarnie. Czasami wybieramy się tam z Małym Człowiekiem na spacer albo na genialne lody naturalne, które niedawno tam odkryliśmy. I za każdym razem to, co tam widzimy – zadziwia nas na nowo.

Bo wystarczy trochę ciepła i w największej z fontann zawsze chlapie się dzieciaczki. I to wcale nie starsze, które być może robią to bez wiedzy rodziców. Maleńkie dzieci!

Maluszki prowadzane w tej wodzie za rączki bo jeszcze niezbyt pewnie chodzą, roczniaki, dwulatki, czterolatki – a wszystko to pod okiem opiekunów! Szok, szok, szok! W tej samej fontannie kąpią się okoliczni bezdomni. W tej samej wodzie załatwiają swoje potrzeby ptaki, kotki, pieski. W tej samej fontannie widziałam niedopałki papierosów. W tej samej wodzie te dzieci siusiają. Boże – widzisz i nie grzmisz!

***

Upał może zmęczyć każdego. Czy to dorosłego, czy to żywiołowego malucha. Tak naprawdę można pomagać sobie na wiele sposobów, pamiętać przede wszystkim o bezpieczeństwie i zdrowym rozsądku – i jakoś da się przetrwać. Oczywiste powinny być kwestie typu: nie zostawiamy dziecka w samochodzie, nie wkładamy do publicznych fontann, nie przegrzewamy zbyt dużą warstwą ubranek, nie wystawiamy na słońce w samo południe, używamy kremów z filtrem i tak dalej i dalej… 

Na szczęście to ledwie kilkanaście dni w roku. Pomyślmy o tym, że w innych miejscach świata taka temperatura to codzienność. Od razu się robi lżej na duszy, prawda? 😉

mama-sama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *